Zobaczyłem ją jadąc do domu. Siedziałem wtedy plecami do okna w autobusie linii 820. Jak zawsze zatłoczony i brudny. Weszła chyba w Chorzowie, nie wiem. Słuchałem wtedy Anny Marii Jopek i czekałem na koniec podróży. Nie obchodziło mnie gdzie jestem. Ale ona przykuła moją uwagę.
Miała krótko ścięte włosy, mały nosek i pewnie niewielki biust. Wszystko tak, jak lubię. Na twarzy miała czerwoną plamę, tak jakby się oparzyła. Jednak po przyjrzeniu się zrozumiałem, że ona tak naprawdę ma tak od urodzenia. Takie przekrwione dość duże miejsce na policzku. Dodawało jej to uroku.
Ludzie kołysali się do przodu i do tyłu, za każdym razem, kiedy autobus zwalniał i przyspieszał. A ja wpatrywałem się w nią jak w obrazek i dokonywałem dalszych, szczegółowych oględzin.
”To jest ta dziewczyna! To jest ona!” – szeptał głos w mojej głowie. Zawsze tak reagował, gdy któraś mi się spodobała.
Purpurowy płaszcz. Chodź może to był fiolet? Nie mam pojęcia. Faceci ponoć rozróżniają tylko 16 kolorów, a kobiety 32 miliony. I szczerze… wali mnie to. Ten kolor mi się podobał. Ta dziewczyna ogólnie też. Zwykłe niebieskie jeansy. I to wystarczało.
Jechała sama. Żadnych obrączek czy pierścionków. Faceta raczej nie miała, a nawet jeśli – nie przeszkadzałoby mi to.
Na oko 20 lat. Nie wiedzieć czemu, lubię ten wiek. Mimo, iż mam już 30-stkę na karku. Kurwa… a ja jeszcze się nie ustatkowałem. Ale to chyba nie czas na planowanie.
W ręku miała mały neseser. Taki lekko dziecięcy, plastikowy, niebieski w śmieszne wzorki. Ciekawe, co tam trzymała. Może bombę jądrową? Albo zabawkę dla dzieci? Ale w sumie, czy to ważne?
Dziewczyna nie była jako tako niczym zainteresowana. Po prostu patrzyła w martwy punkt. Żadnej mp3 na uszach, gazety, czegokolwiek. Ciekawe czy jechała do domu? A może do chłopaka?
”To jest ta dziewczyna! To jest ona!” – szept przechodził w zwykłe słowa. Tak jakby chciał, abym się na nią rzucił tutaj, w autobusie. Ale trzeba poczekać, aż wyjdzie.
Przystanek w Bytomiu. Dość niebezpieczna dzielnica. Ona jednak wychodzi. Wstaję i idę za nią. Ciemno wszędzie, w końcu noc. Fragmenty bruku oświetlone przez nieliczne latarnie, które jeszcze świecą. Normalnie bałbym się tutaj przechodzić, ale “to jest ta dziewczyna”.
Idę za nią chwilkę. Powoli, aby nie spostrzegła, że ją śledzę. Cóż za piękne, spokojne ruchy. Pełnia gracji. Dopiero teraz zauważyłem, że ma zwykłe trampki na nogach. A myślałem, że taka dziewczyna pochwali się glanami. W końcu to teraz jest modne. Choć, może trampki też są teraz trendy?
Po chwili takiego śledzenia postanowiłem podejść. W końcu, jeśli będę zbyt długo ją szpiegował, zorientuje się i ucieknie. A tego nie chcę.
Zatem podszedłem. Złapałem ją od tyłu z kark i przewróciłem. Jej neseser spadł na ziemie i się lekko rozbił. A ona nawet nie krzyknęła i upadła na plecy. Dziwne. Zwykle krzyczą. Szybko uklękłem na jej piersiach. Wtedy mniej krzyczą, bo nie umieją złapać tchu. Biłem ją po twarzy. Była przytomna, ale nie wydobywała z siebie żadnych dźwięków, nie próbowała się bronić. Tak jakbym bił kukłę.
”To jest ta dziewczyna! To jest ona! Zrób to!” – Słyszę głośny krzyk w swojej głowie. Nieznośny krzyk. Więc wyciągam nóż, na którym widać zaschnięte ślady krwi innych ofiar. I przebijam jej udo. Nie lubię kiedy krew plami twarz. 2 centymetry – tyle wystarczy, aby przebić tętnice udową. Potem jakieś 2 minuty i człowiek umiera. Nie ma rady, nie zatamujesz krwi.
I tak powoli odchodziła. Stawała się coraz bledsza. Umierała patrząc w niebo. W sumie, to nawet ładna noc była. Pełnia księżyca i brak chmur. Gdybym był astrologiem, to bym się zachwycił, ale jestem seryjnym mordercą, więc akurat dzisiaj zabijałem.
Umarła już parę chwil temu. Patrzyłem na zwłoki. Na piękną, martwą, bladą twarz. Nagle usłyszałem oklaski. Powolne, ale rytmiczne. Tak jakby zegar zamiast bić w dzwon, to klaskał.
Wstałem. Zobaczyłem młodego mężczyznę, w wieku około 25 lat. Patrzył się na mnie i klaskał. Cieszył się, że ją zabiłem. Nie znałem jego imienia, ale to była moja pierwsza ofiara. Jedyny facet, którego zabiłem.
Była wtedy zima. Szedłem do domu, jak zwykle ze słuchawkami na uszach. Było widno. Koło mnie przeszła jakaś kobieta. Ledwo ją zauważyłem, ale chwilę później usłyszałem jej krzyk. Odwróciłem się i zobaczyłem, jak jakiś facet próbował ukraść jej torebkę. Niewiele myśląc, zareagowałem.
Jak tylko zacząłem biec, złodziej się przestraszył, zaczął uciekać i wyrzucił torebkę. Ja jednak i tak go goniłem. Złapałem go 5 minut później i przewróciłem na ziemie. Rozwalił sobie głowę o krawężnik. Krew lała się strumieniami, mimo to przykucnąłem, okładając go pięściami. Aż byłem pewien, że nie żyje. Uciekłem.
Myślałem, że mnie szybko złapią, ale żadna policja do mnie nie przyszła. Nie szukali mnie. Tak jakby nic się nie stało.
Od tamtej pory, za każdym razem, gdy mi się któraś podoba, słyszę szept w mojej głowie: “To jest ta dziewczyna! To jest ona!”. Po czym śledzę i zabijam. Po każdym zabójstwie on mi się ukazuje i zwyczajnie bije brawo. Nigdy nic nie mówi, po prostu stoi nad ciałem. Gdy ja odchodzę, on czeka w miejscu. Tak jakby czekał, aż odejdę, aby zabrać ciało.
Tak już 25-ty raz. Wstałem więc i chciałem iść do domu. Wtedy on przemówił.
- To już koniec. To twoja ostatnia ofiara. – Usłyszałem.
Chciałem zapytać dlaczego, ale nie zdążyłem. Zjawa dotknęła palcem mojej piersi. Zabolało tak mocno, że upadłem na kolana. Dotknąłem miejsca, w którym zjawa mnie dotknęła i poczułem krew. Chciałem spojrzeć mu w twarz, ale zniknął. Zamiast niego, zobaczyłem w oddali policjanta z wycelowanym pistoletem we mnie. Złapali mnie. Nareszcie.
Gdy umarłem, nie widziałem już zjawy. Za to, jako duch, widziałem teraz o wiele więcej. Dostrzegłem to, co było w rozbitym neseserze mojej ofiary. Na pierwszy rzut oka był pusty, jednak tak naprawdę, wypełniono go jakimś mikroorganizmem, bronią biologiczną. Dziewczyna była terrorystką z wypranym mózgiem. A mikroorganizm w ciągu miesiąca zabił wszystkie żyjące organizmy na kuli ziemskiej.
Zastanawiacie się po co ktoś chciał, aby ten mikroorganizm został wypuszczony, kto to był i dlaczego akurat w takim miejscu oraz w takim czasie. Nie znam odpowiedzi na te pytania i szczerze mam to wszystkie w dupie. Teraz jestem duchem i chodzę sobie po niebie. Szkoda tylko, że tu mikrofalówki nie mają.
Korekta: Marta Grzesik
