-Jak to po nas? – Wtedy elf spojrzał na mój miecz, a raczej na znak na rękojeści. Był tam wykuty z białego złota (najcenniejszy metal, jaki można znaleźć w naszym świecie) orzeł zabijający węża. Herb zakonu Białego Orła. Zakonu, który zrzeszał ludzi, aby walczyć ze złem. W praktyce po prostu zabijali gobliny. Sto lat temu zakon przestał istnieć. -Karitan “Bystre Oko” – zwróciłem wzrok ku drugiemu gospodarzowi – i Natirar “Ostra Sieczka”. -Nienawidzę tego przezwiska. – Burknął krasnolud. -Niegdyś członkowie zakonu Białego Orła. Po naprawdę wielu latach zakon się o was upomina. -Nie kłam! – Krzyknął z gniewem Kritan. – Zakon nie istnieje od stu lat! I Ty dobrze o tym wiesz! -Zakon nie istnieje, to prawda. – Odpowiedziałem spokojnie. – Jednak sprawy, które on rozpoczął nie zostały jeszcze rozwiązane. -Bzdura! Ostatnia sprawa, która zniszczyła zakon zniszczyła również siebie samą. -Jesteś tego pewien? -Widziałem jak umierał. -Umierał? Co ty możesz wiedzieć o umieraniu takiej siły jak tamten stwór zrodzony z czystej energii? Wierz mi, to coś nie umarło, tylko zasnęło na wiele lat. Elf usiadł na przeciwko mnie. Zamyślił się chwile. -Nawet, jeśli to, co mówisz jest prawdą, to jak chcesz go zabić? -Stworów zrodzonych z energii nie da się zabić. Trzeba je unicestwić. -No właśnie! Tylko jak? W tej chwili, zupełnie nie zauważony wcześniej Natirar przyszedł z 2 kuflami piwa, kieliszkiem i butelką wina. Postawił kieliszek i butelkę przed elfem, kufel z piwem dał mnie, a drugi postawił na puste miejsce przy stole. Schowałem miecz do pochwy, a krasnolud zamknął drzwi z karczmy i usiadł. Elf nalał sobie wina. -To już zostawcie mnie. -A, dlaczego mamy ci ufać? Skąd mamy wiedzieć czy mówisz prawdę? – Spytał Nartir -Zabierzcie ze sobą swój dawny rynsztunek. Nie bierzcie prowiantu, jest już przygotowany. Jutro o świcie przyjdę po was. Pójdziemy do waszego starego znajomego. -Kogo? – Spytał ze zdziwieniem Karitan -Maga. -Tego starca siedzącego w książkach?! – Spytał elf – Tego czarodzieja od siedmiu boleści? Tego… -Uspokój się. – Powiedział spokojnie drugi z gospodarzy powoli sącząc piwo. -Tak. O niego mi chodzi. -Po, co on nam? I w ogóle, co chcesz zrobić? -Jest on nam potrzebny, bo wie więcej niż my wszyscy razem wzięci. -Jakoś to nie pomogło w pokonaniu sto lat temu zła, które nawiedziło Hartrer. -Więcej dowiecie się później. Do zobaczenia jutro! Krasnolud chwycił mnie za ramie i nie pozwolił wstać. -Nie wyjdziesz dopóki nie skońžczysz piwa! – Powiedział władczym tonem. Po chwili namysłu usiadłem wygodnie i dalej piłem powoli piwo. Pół godziny później wyszedłem.
Kategorie
Archiwa
- marzec 2012 (1)
- luty 2012 (1)
- styczeń 2012 (5)
- październik 2011 (1)
- luty 2011 (1)
- maj 2010 (1)
- grudzień 2009 (3)
- październik 2009 (1)
- wrzesień 2009 (1)
- sierpień 2009 (1)
- lipiec 2009 (1)
- czerwiec 2009 (1)
- maj 2009 (3)
- kwiecień 2009 (1)
- styczeń 2009 (1)
- październik 2008 (1)
- wrzesień 2008 (1)
- czerwiec 2008 (1)
- maj 2008 (2)
- kwiecień 2008 (1)
- marzec 2008 (1)
- grudzień 2007 (2)
- listopad 2007 (5)
- październik 2007 (1)
- wrzesień 2007 (4)
- sierpień 2007 (2)
- lipiec 2007 (2)
- czerwiec 2007 (4)
- maj 2007 (2)
- kwiecień 2007 (4)
- marzec 2007 (6)
- luty 2007 (10)
- styczeń 2007 (10)
- grudzień 2006 (11)
- listopad 2006 (15)
- październik 2006 (14)
- wrzesień 2006 (7)
- sierpień 2006 (10)
- lipiec 2006 (10)
- czerwiec 2006 (10)
- maj 2006 (11)
- kwiecień 2006 (9)
- marzec 2006 (15)
- luty 2006 (6)
- styczeń 2006 (4)
- grudzień 2005 (2)