Wiersz z
Napisz wiersz!
Będzie piękny!
Napisze na temat spadania.
To takie modne.
Wrzuce jakieś dziwne metafory.
W końžcu to cecha naszej epoki.
Napisze go w nawiązaniu do jakieś tragedi.
Będą go czytać wszyscy.
W końžcu tragedia zdarzyła się niedawno.
Napisze sobie wiersz,
który nie będzie z poety,
tylko z otoczenia.
Dom
Mam jak każdy dom.
Dom duży, ze szpicem i dnem.
Wielu z was, buduje domy z zapałek.
Ja zbuduje dom z twardych belek,
nie do przekroczenia.
Zaczniemy się wspinać.
A co jak któryś z nas spadnie?
Ty? Ty spadając nic sobie nie zrobisz.
Spadniesz lekko, na samo dno.
Ja? Ja spadne najwyżej o jedno piętro niżej
Połamie się, pokalecze.
Ale wstane, wyliże rany,
zrozumiem czego mam nie robić.
I zaczne się wspinać dalej,
patrząc na ciebie z góry.
Zbuduje dom,
z twardych
zasad.
Walcze słowem
Mam oręże, słowem nazywane.
Ty masz oręże, słowem nazywane.
Ty masz tarcze, ja żadnej nie posiadam.
Kiedy ja bije, z nadzieją
Ty zasłaniasz się tarczą, z zamkniętymi uszami
Ja chce poczuć Twój miecz, Ty mojego unikasz.
Bo w tej walce nie chodzi o to,
aby zranić przeciwnika,
ale o to, aby zostało na nim jak najwięcej blizn.
Bo te blizny, to argumenty,
walka to debata,
a przez rozumnych nazywana krzykiem.
Tylko i wyłącznie z Twojego powodu.
Czy ja spotkam kogoś bez tarczy?