Daily Archive for listopad 8th, 2006

Odcinek 2.

    Idę dalej. Nie ma sensu tutaj stać. Jeszcze ktoś pomyśli, że zwariowałem. Wezwą karetkę i mnie zabiorą. O jak fajnie. Poznam lekarza. A może nawet pielęgniarkę i salowego. Jest też możliwość, że spotkam tam innych ludzi, takich jak ja: szukających innych ludzi.
    Stoję tak już przez chwilę. Nikt się nie zainteresował. Nic ich nie obchodzę. Położę się, zacznę im przeszkadzać. Może wtedy mnie zobaczą. Nie, wtedy mnie podeptają, jak chodnik. A idźcie sobie! Nie potrzebuję was. Po prostu idźcie! Ale tutaj nikt nie chodzi.. W końcu to przystanek autobusowy. Wszyscy tutaj stoją i czekają na autobus. Co ja ich obchodzę? Ale zaraz,, zaraz. Może ktoś się mnie o godzinę spyta? Tak! Przecież mam zegarek. Postoję chwilę i ktoś na pewno się mnie o godzinę zapyta. A wtedy ja znienacka zacznę rozmowę.
    No i stoję jak kretyn. Nikt nie zagadał. Bo i po co? A może tak podwinąć rękawy? A wtedy na pewno będą widzieć mój zegarek. Ale nie. Pewnie pomyślą, że jestem jakimś napakowanym dresem, i że prędzej chcę kogoś skopać, niż powiedzieć która godzina. Boją się mnie biedni. Z drugiej strony jednak, mam zegarek. Ale nie. Wszyscy mają własny.. Pewnie także im imiona nadali:
„-Cześć Czesiek! Która godzina?
-Zaraz spojrzę na Marka i Ci powiem.”
Co za ludzie! Nie dość, że bez kultury, to jeszcze niewyobrażalnie głupi. Nie wytrzymam z tymi ludźmi. Jak oni tak mogą? Z drugiej jednak strony, może oni czują się samotni? Nie mają przyjaciół, to nazywają koty, psy, rzeczy martwe imionami, żeby nie czuć się samotnymi. Pewnie nie umieją pójść na miasto i zagadać. Żal mi ich.
-Przepraszam. Która godzina?
Zapytał mnie ktoś. Mnie! Jak to możliwe? Dobra! Nie czas na dygresje. Muszę szybko odpowiedzieć i rozpocząć rozmowę.
-14:01 Ale czy nie uważasz, że sierpniowe słońce przypieka dzisiaj kwiaty zbyt mocno?
Popatrzyła się na mnie bardzo dziwnie. Czyżbym miał krostę na nosie? A może na czole? Albo nie! Moje włosy są nie ułożone! Tak! To na pewno to. Ale nie. To na pewno nie to. Mam czapkę na głowie, więc to na pewno nie to.
-Dziękuję bardzo.
I szybko odeszła. Jak ona śmiała? Czyżbym był dla niej aż taki brzydki? Ci ludzie! Chamscy, głupi, bez kultury i co gorsza, bez gustu! Nie wytrzymam z tymi ludźmi. Ale zaraz. Jaki ja jestem głupi! Ona mogła nie zrozumieć mojej intelektualnej mowy. Pewnie nie wiedziała co ja mówię, przestraszyła się i uciekła. Przestraszyłem ją. Żal mi tych płochliwych istot. Ciężko pewnie było jej uciekać przez te zaspy śniegu.. W końcu grudzień jest. Lubię śnieg, ale ktoś w końcu powinien naprawić ogrzewanie w dworze, bo wytrzymać z zimna nie mogę.
    Przyjechał autobus. Ludzie wsiadają. Kasują bilety. Teraz jest duży tłok, więc pewnie będą musieli kogoś poprosić, żeby skasował im bilet. Ale to jest myśl! Mogę tak zrobić. To będzie dobry powód, aby zacząć rozmowę. Wchodzę!
Nie widzę nic poza ludźmi. Człowiek tu, człowiek tam. Wszyscy ściskają się. Nie widzę kasownika, a nawet gdybym widział, to nie mógłbym podnieść ręki. Nam na to niezawodny sposób:
-Dobra! Teraz kto mnie za tyłek maca?
Powiedziałem głośno. Zadziwiające, że ludzie ściśnięci na maksa mogą się ścisnąć jeszcze bardziej. I już mam 1 metr luzu w koło. Gdybym sobie pierdnął, a zapach byłby bardziej morderczy niż cyklon B, to wszyscy by twardo stali i udawali, że nic się nie stało. Ale gdyby pierdnął głośno, choćbym pierdnął odświeżaczem do powietrza, to będę miał miejsce (testowane na ludziach). Ludzie śmieszni są, naprawdę.
    O!. Widzę kasownik. Wyciągam bilet i podaje jakieś kobiecie przy kasowniku. I czekam. Czekam. Nadal czekam. Stoję jak kretyn z ręką w górze i nic.
-Przepraszam. Czy mogła by mi pani skasować bilet?
-Aaa… Pan chciał bilet skasować…
Nie. Ćwiczę podnoszenie ciężarów małą kartką papieru. Czy ludzie nie mogą się domyślić?
-Proszę.
Oddała mi skasowany bilet.