Historie Pana Władka – Odc. 3

Oddała mi skasowany bilet. Ale po co mi skasowany bilet? Miałaś rozmowę rozpocząć! Jak tak ludzie mogą?! Czy ja proszę o zbyt wiele? Nie lubię cię już! A masz!
-Pani intelektualne osądy stoją na poziomie Australopithecusa!
No! Teraz ci pojechałem po ambicjach. Dawno tak chamsko komuś nie pojechałem. Oby cię zabolało jędzo!
-Oh! Dziękuję. Jaki pan miły.
Że co? Że jak? Ludzie słyszą jakiś mądry wyraz i już się cieszą. Nikt mnie na tym świecie nie rozumie.
-Masz małe piersi!
Zadziwiające ilu ładnych „mężów stanu” przyszło bronić jednej głupiej kobiety. Zostałem subtelnie poproszony o opuszczenie autobusu. Może powiedzieć, że wręcz nosili mnie na rękach. No i znowu jestem na przystanku. Czas chyba wracać do domu. Dobra myśl! Tylko mam małe pytanie: gdzie ja do cholery jestem? Wiem! Spytam kogoś o drogę! Na pewno się z kimś zapoznam. Ktoś idzie:
-Przepraszam, jak mogę dojść do mojego domu?
-Spadaj pan! I nie ćpaj pan więcej.
Nie ćpaj? Znaczy mam go nie pytać więcej? No dobrze, ale dlaczego? Pewnie nie zrozumiał tego co do niego powiedziałem, jak ta kobieta z autobusu. Mój poziom intelektualny jest pewnie za wysoki. Spróbuje zniżyć się do ich poziomu. O! Ktoś idzie.
-Przepraszam, jak mój dom dość do?
Zaśmiała się. Dlaczego? Czyżbym powiedział coś śmiesznego? Ale to nie możliwe. Nie opowiedziałem kawału ani nic. Wiem! Pewnie jestem za inteligentny na takie proste rozmowy. Pewnie coś przekręciłem lub coś. Cóż. Pozostaje mi tylko iść przed siebie. Kiedyś dojdę do domu przecież. Świat chyba nie powinien być zbyt duży, prawda?
    Dom widzę. I następny. Czuje się jak w cyrku. Tutaj ładny żółty dom. Tutaj natomiast zielony. A naprzeciw czerwony. A tu nagle rozsypująca się szara kamienica. Ludzie nie mają za grosz gustu. Zaraz pewnie zobaczę dom w różowe ciapki. Albo byka namalowanego. O! Jest namalowany byk. Nawet ludzie sobie podpisali swój dom: „kuchnia meksykańska”. A co mnie do ciężkiej cholery obchodzi w jakim stylu oni mają urządzoną kuchnię? A w ogóle kuchnia to nie wszystko. Pewnie łazienkę mają obskurną. Ludzie zrobią wszystko, aby się pochwalić.
    I znów rozsypująca się kamienica. Pewnie lokatorzy nie płacą. Ludzie bez pracy, bo pewnie boją się roboty chwycić. Wychodzą na dwór i co? I chleją! Ale zaraz. Może kupię butelkę i zaznajomię się? Miałbym przyjaciół kiedy będę chciał. Ale nie. Taka znajomość byłaby fałszywa. Do tego jak z takimi znajomościami się na mieście pokazać? „Cześć, jestem mgr. Inż. Chemii i mam znajomych żuli.” Tak! To jest moje marzenie. Zostanę mgr. Inż. Chemii. Wtedy bym poznał pełno magistrów na moim poziomie intelektualnym. Ale po co by mi wtedy byli znajomi żule? Może do eksperymentów? Ale nie. Na studiach dadzą mi specjalnie dobranych żuli do eksperymentów. {Poznawanie żuli to zdecydowanie zły pomysł. Trzeba iść dalej.
    Tylko ja nadal nie mam pojęcia gdzie jestem. Może zaraz dojdę na koniec świata? Albo dojdę do Chin? Swoją drogą nigdy nie byłem w Chinach. Warto byłoby wziąć mapę i się tam wybrać autobusem. Pewnie będzie trzeba wziąć bułkę ze sobą. I papier toaletowy, bo tam chyba nie ma normalnych łazienek. A swoją drogą to czemu tam nie jest normalnie? Muszą udziwniać sobie życie. Mówią innym językami i jeszcze udają, że nie rozumieją normalnego. Ci ludzie to dopiero głupi są. Jakby nie mogli wszyscy mówić normalnie? Ale nie. Oni muszą mieć własny język. Co za egocentryzm! Nie! Zdecydowanie nie chcę tam jechać. Jeszcze po temu „ichniemu” będą mnie obrażać. Albo spytają o godzinę, a ja nie będę w stanie rozwinąć rozmowy. Co to byłby za wstyd. Co za strata… Strata dla tej osoby, bo nie będzie w stanie ze mną porozmawiać. Nie! Nie chcę tam jechać. Nie ma sensu sobie nawet bułki robić.

0 Responses to “Historie Pana Władka – Odc. 3”


  1. No Comments

Leave a Reply

Podgląd komentarza: