Odcinek 4

    Ale co z powrotem do domu? Przecież chodząc tak i poznając świat nie dojdę do domu. Może by tak zawołać „mamo”? Kiedyś to odnosiło skutek, ale czasy się zmieniły. Nie, to już nie jest ten świat co kiedyś. Słyszałem nawet, że teraz świat jest dorosły. Zastanawiam się co to znaczy.
Wiem! Wezwę taksówkę. Ona powinna wiedzieć jak dojechać do mojego dmu. Ale jak wezwać taksówkę? Może po prostu powiem:
-Taxi!
Czekam. I nic. Pewnie ten u góry nie usłyszał. Może krzyknę głośniej:
-Taaaaaxxxxxxxxiiiiii!
-Zawrzyj ryj!
Czyżby ten u góry odpowiedział? Pierwszy raz do mnie przemówił. To dla mnie cudowna chwila. Ale nie. To jakiś stary babsztyl w oknie na 2. piętrze.
-Jak pani śmie udawać Boga?!
O! Trzeba się oddalić, bo „ta u góry” zaczęła rzucać niezidentyfikowanymi obiektami spadającymi wprost na nasze głowy. Pewnie myśli, że biedny jestem i że potrzebuję pomocy materialnej. Ale ja na takie rzeczy za dobry jestem. Innym na pewno się ta stłuczona doniczka bardziej przyda. Ale dziękuję. Są jednak na tym świecie dobrzy ludzie.
-Przy panie odzyskuję wiarę w ludzi! – krzyknąłem
-Spierdalaj!
Czyżbym słyszał?! Nie… Ona nie powiedziała „kocham Cię” prawda? Na wszelki wypadek się oddalę.
    No więc znów idę, modląc się o to, żebym mógł do domu dojść. Ale co ja czuję? Co za smród. Ciekawe co to? Wiem! To ten leżący na chodniku facet. Tak od niego śmierdzi, że mógłby się przesunąć! Ale nie! On sobie tutaj leży bezkarnie i nie ma zamiaru się przesunąć. Co za grubiaństwo i bak mydła. Ale zaraz. Jemu może coś być. Może jest chory? Albo ranny? Albo napadły go stare babcie, którzy widziały w tym biednym człowieku bogu ducha winnego satanistę? Co za biedak. Zaraz mu pomogę. Ale ten smród jest nie do wytrzymania. To pewnie żul, który wypił za dużo i zasnął z nadmiaru alkoholu. Nie ma sensu mu pomagać. Zasłużył na to. Zadzwonię po policję! Wezmą go na izbę wytrzeźwień. Tak! Ale nie mogę tego zrobić. Za taką izbę trzeba płacić. A ten żul jest w stanie zapłacić tylko za tanie wina. Nie mogę mu tego zrobić, bo to w końcu tylko niewinny i biedny żul. Zostawię tego biedaka. Ktoś inny pewnie się nim zajmie. Dużo tutaj jest ludzi. Wszyscy omijają żula szerokim łukiem. Pewnie im ten żul śmierdzi. Jak oni mogą go tak omijać? Przecież ten człowiek może być w potrzebie. Ale nie. Ludzi nic to nie obchodzi. Mają własne sprawy. Własnych żuli do ratowania. Nie potrzebnym im dodatkowy. A ten tutaj żul jest sam. Biedny. Szkoda, że nikt nie chce mu pomóc. Cóż. Zostaje mi ci życzyć szczęścia biedny żulu.
    Ale zaraz. Co ja widzę? Taksówka. Pewnie czeka specjalnie dla mnie. Trzeba wejść. Wchodzę. Wszedłem. Taksówkarz nie jedzie.
-Proszę pana, proszę jechać!
-A gdzie?
A właśnie! Nie powiedziałem gdzie. Taksówki mogą wozić nie tylko do domu, ale także z domu gdziekolwiek sobie zażyczę. Co za genialna i praktyczna technoliga.
-Do mojego domu proszę.
-Że co?
Co znowu? Następna osoba mnie nie rozumie. Co za los. Czyżby ludzie nie rozumieli zdania ze słowami „mój dom”? To pewnie to. Ale jak im to wytłumaczyć?
-Ale jaka ulica? – zapytał.
-No jak to jaka? Moja!
-Ale nazwa?
Nazwa? Zaraz, zaraz. Mama mi dała specjalną karteczkę, dzięki której, będę mógł komunikować się ze światem. Wręczyłem i pojechałem do domu. Nareszcie.

3 Responses to “Odcinek 4”


  1. 1 kulomen

    hmmm nice, na poczatku myślałem ze ty o tej inprze c była w sobote pisałes :P

  2. 2 Socek

    Pamiętaj, że to jest odcinek numer 4. Znaczy (jeśli nie czytałeś wcześniej) to zostały Ci 3 odcinki do przeczytania.

  3. 3 A.

    Nie wiem dlaczego, ale wizja przystanku przy ulicy Gliwickiej, utożsamia mi się z tą historią.

    Więcej! Jeszcze! ;)

Leave a Reply

Podgląd komentarza: