Wstałem dzisiaj rano. Nie musiał mi ból głowy mówić, że dzisiaj będzie zły dzień. Wystarczyło, że robił to kalendarz, bo dzisiaj 14 Lutego – dzień zakochanych. Ale ból głowy i tak mi przypominał o tym, że dzisiaj jest naprawdę zły dzień. Kto go prosił?
Dzisiaj wiele par powie sobie komercyjne „kocham Cię”, tak jakby nie mogły tego mówić w żaden inny dzień roku. On przygotuje kolacje, kupi pierścionek i paczkę prezerwatyw. Ona przygotuje się na długą grę wstępną i szybki numerek. Wszystko jak co dzień, z tym, że dzisiaj będzie to kosztowało o wiele więcej i wszyscy się będą tego spodziewać. A ona nawet weźmie parę tabletek na ból głowy, tak profilaktycznie. Wszystko oczywiście z czerwonym serduszkiem, aby atmosfera była odpowiednia.
Zadziwiające, że akurat czerwone serduszko, które nijak nie przypomina realnego, jest symbolem miłości. Ciekawe kto wymyślił taki kształt i kolor? Może ktoś, kto za często widział dupę swojej żony, że postanowił to uwiecznić na górze „serduszka”? To dlaczego na dole jest taki szpiczasty trójkąt skierowany w dół? Może chciał przestrzec innych, że miłość to spadanie w dół i bez trójkąta małżeńskiego się żyć nie da? A kolor czerwony dlatego, że od miłości może Cię krew zalać? Ten św. Walenty musiał być męczennikiem
A swoją drogą, to ciekawe jak wyglądają walentynki w związku, gdzie obydwoje są masochistami? „Kochanie! Z okazji walentynek chciałabym ci przypierdolić tą siekierą w twarz.” A w odpowiedzi: „Wiem, że mnie kochasz kochanie, ale ja Cię tak mocno kocham, że chcę pierwszy dać Ci prezent na walentynki. Zrzucę cię z 10 piętra.” Miłość jednak nie zna granic. A w związku sadomasochistycznym? „Cześć kochanie. Rozbierz się, a ja z okazji walentynek przywiąże cię do krzesła i popieszczę prądem.” Ci to pewnie nudzić się będą, jak prądu zabraknie.
10 rano. Trzeba iść do sklepu, po bułki. Z każdego sklepu zaatakują mnie czerwone serduszka. Chleb w kształcie serduszka, pizza w kształcie serduszka, lizaki w kształcie serduszka z napisem „kocham cię”. Zastanawiam się, kiedy zaczną sprzedawać owoce w kształcie serduszka. Taki banan w kształcie serduszka z napisem „Jak mnie kochasz, to mnie zjedz. A jak mnie zdradziłeś, to się udław.”. Ciekawe jaka kobieta by tego nie kupiła? Ciekawe jaki facet by się bał nie bał zjejść czegoś takiego?
Jakoś mi się nie udziela ten nastrój walentynkowy. No bo jak ma mi się udzielać, skoro jestem sam? A może to święto jest skierowane do mnie też? Tak! Na pewno sprzedawcy chcą, abym kupił drogie czerwone wino i się nim najebał! Albo, żebym kupił sok pomidorowy. Ale nie! Oni chcą, żebym oddał krew! I dał swoje serce do przeszczepu. Żeby jakaś stara schorowana babcia dostała młode serce. Zakochała się potem i przeleciała jakiegoś młodzieńca. Tak! To o to chodzi! Nie mam partnerki to nie jestem godny życia w społeczeństwie. Ale ja was przejrzałem i nie dam się!
A tak swoją drogą, to ciekawe czy idzie się jakoś wbić w ten nastrój? Może ktoś wynalazł jakiś syrop na „zły nastrój w walentynki”? Albo tabletkę? Ale ja głupi jestem! Przecież ktoś już to wynalazł! Nazywają to „Viagra”. Ciekawe czy jak łyknę sobie tego, pobiegnę nago do parku i pomacham… ręką, to czy jakaś staruszka się zlituje i powie mi: „z okazji walentynek z chęcią cię przelecę”. Ale wole nie. Jeszcze jakiś pedał z chujem w ręku zacznie mnie gonić. Albo gorzej! Jakiś świadek jehowy z biblią w ręku zacznie mnie nawracać! To byłby horror.
Przeszedłbym się po parku. To mnie uspokaja. Ale dzisiaj nie ma sensu tam iść. Będzie tam wiele zakochanych pożal się Boże par. Nie ma sensu iść. A przynajmniej nie bez kałasznikowa i zapasem amunicji.
Za każdym razem kiedy widzę te wszystkie całujące się pary, mam ochotę wyciągnąć siekierę. Każda para całująca się wygląda jakby jednej stronie odcięto język, więc chce go podpieprzyć drugiej stronie. A później druga strona cała zakrwawiona w migowym krzyczy: „gdzie mój język?”. Na to pierwsza strona, nie mniej zakrwawiona, ale szczęśliwa, dumnym głosem: „ktoś się nie bał i zajebał”. I wtedy zaczyna uciekać. Ciekawe czy już planowali małżeństwo? Może już byli u księdza na zapowiedziach? „Wie ksiądz, ślub się nie odbędzie, bo mój przyszły ukradł mi język i wyjechał do Meksyku.” A ksiądz na to: „shit happens”.
Czas wyjść z domu. I co widzę? Walentynkowa promocja w sklepie z komórkami: „jak kupisz komórkę, drugą dla swojej ukochanej dostaniesz gratis”. Walentynkowa promocja w sklepie z odzieżą: „jak kupisz jedną sukienkę, to drugą dla swojego ukochanego dostaniesz gratis”. Walentynkowa promocja w sex shopie: „jeśli kupisz dzisiaj wibrator, to zestaw prezerwatyw dla całej rodziny – gratis”. I oczywiście klinika kardiologiczna: „z okazji walentynek darmowe badanie serca”.Ale przecież wszyscy wiedzą, że zakochanie to choroba umysłowa, a nie kardiologiczna. Ale co tam. Niech będzie. Ciekawe czy tam sprzedają bułki w kształcie serca? Albo mięso sprzedają? Albo może żywe pielęgniarki na wagę? Im mniejsza, tym drożej zapłacisz.
Ciekawe jaka jest promocja w sklepie z bronią? „Za kupienie strzelby w walentynki darmowe 2 naboje – dla ciebie i twojej ukochanej”. Aż chce się zapytać: kiedy jest dzień teściowej? I ile strzałów z metra w twarz taka teściowa przetrzyma? Swoją drogą, to w takich sklepach sprzedają także łuki i strzały. Dobrym sposobem byłoby zawiązać sobie sznur na strzale. Upolować taką strzałą jakąś laskę, strzałem w serce. Tak poudawać takiego małego, sadystycznego, amora. Pociągnąłbym wtedy za sznur i miałbym wesołe walentynki. Wprawdzie musiałbym wtedy zmienić orientację seksualną z heteroseksualny, na nekrofil, ale co tam. Z tą strzałą byłbym taki pociągający. Żadna kobieta nie była by w stanie się oprzeć. Szkoda tylko, że policjanci już tak.
Ciekawe co robią inni samotni w ten dzień? Idą do baru ze znajomymi? Idą na tańce zapoznawcze? Podcinają sobie żyły? A to wszystko z nudów. Pewnie producenci żyletek też odczuwają wzrost sprzedaży w walentynki.
Cóż. Dzisiaj wszyscy się cieszą. I zakochani konsumenci, i sprzedawcy pod deszczem forsy. A może ja też sobie kupie coś, co będzie dobre dla mojej duszy? Coś w stylu arszeniku? Napiszę w pożegnalnym liście, że mnie pracodawca rzucił. Była by niezła afera. Ale czymś w końcu trzeba się zająć w walentynki, prawda?
Nie no Soku jestem under pressure. Tak z Ciekawości tu zajżałem i napotakałem taki całkiem ciekawy tekst
Masz wiele racji w tym że walentynki sux
Nie martw sie, samotność jest cool :]
Od teraz będe tu zaglądał regularnie, gdyż jestem pod wrażeniem tego tekstu. Co innego wiersze których nieznosze ;P I w następnej notce ma być coś o mnie ^^
Oj, boli kogoś tu (;
Kogo?
Chyba Phoenix’a, bo on jako jedyny tutaj nie jest sam i musiał kasę wydać tego 14 lutego. A myśmy się dobrze wszyscy bawili przy Adrianowym kawale, prawda Marek?
Kolejny, który swoją treścią przekonał mnie do częstszego wpadania i czytania, oczywiście.
Wrażenia?
Wydaje mi się, że lepiej wychodzi Ci pisanie czegoś takiego, bo do Twoich wierszy nie jestem jeszcze przekonana. Ale i tak mi się podoba.