Archive for April, 2007

Trzy Fazy

*Zakochanie
   Wszyscy mówią, że dzień zakochania się, jest najpiękniejszym dniem życia. Ja swój pamiętam bardzo dokładnie. To była impreza u mnie, jakich wiele było. Wiele też osób było, między innymi jedna z moich przyjaciółek, którą znałem już długo. Ale tak naprawdę, zaczęło się dopiero wtedy. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Przez całą imprezę, powoli zbliżaliśmy się do siebie. Nikt wtedy tego nie widział, ale myśmy wiedzieli. Tego dnia spała u mnie w pokoju. Wiele razy było tak, że ktoś u mnie spał. Zwykle po 2, 3 osoby. Ale wtedy u mnie miała spać tylko ona. Pokój mam na tyle duży, że spokojnie zmieściło by się 5 osób. Ona miała spać na łóżku, ja na wyciąganym na specjalne okazję, pseudo łóżku. Kiedy wszyscy poszli, myśmy się położyli spać. Ale nie spaliśmy, tylko rozmawialiśmy. I to bardzo długo. Ale w pewnym momencie, ona przestała mówić. Zapadła wtedy bardzo dziwna cisza. Po długiej chwili, powiedziała, że chciała by, abym spał koło niej. Na początku próbowałem się wykręcić. Jestem dość skryty i strachliwy, jeśli chodzi o kontakty między ludzkie. Ale w końcu dałem się namówić i położyłem się koło niej. Chciałem się wtedy przytulić i pójść spać, aby następnego dnia, obudzić się przy niej. Ale ona miała lepszy pomysł. Wyciągnęła pistolet i strzeliła mi w serce.
*Miłość
   Wszyscy mówią, że najpiękniejszym dniem życia, jest dzień własnych zaślubin. Nigdy nie zapomnę swojego ślubu. Bardzo wielu gości. Bardzo wiele wydatków. I wiele przelewającego się szczęścia dookoła. Wszyscy szczęśliwi, rozradowani. Nie pamięta o problemach. Nie czas na to. Ksiądz gotowy. My przy ołtarzu także. Aż doszło do wszystkim znanych słów.
-Czy ty Prawdziwy Ja, chcesz tą tutaj Wymarzoną Dziewczynę za żonę?
-Chyba nie.
-Czy ty, Wymarzona Dziewczyno, chcesz tego tutaj, Prawdziwego Ja, za męża?
Zawsze była małomówna. A jeśli coś odpowiadała, to tak jak ja tego chciałem. Nigdy nie było między nami sprzeczek. A jeśli było, to tylko dlatego, że ja tego chciałem, żeby ona się sprzeczała ze mną. Po tym wszystkim, ksiądz wypowiedział standardową regułkę w stylu: „możesz już pocałować pannę młodą”. Jaką pannę młodą, ja się pytam? Uznałem, że nadszedł czas. Wyciągnąłem pistolet i strzeliłem sobie w serce.
*Prawda
   Mowa przez wszystkich przemawia, że najpiękniejszym dniem w życiu, jest ten, w którym widzi się narodziny innego życia. Tak, dorobiłem się dziecka. Zawsze chciałem wychowywać syna. Ewentualnie córkę. A jak już wychowywać, to przynajmniej trójkę. Tylko dzięki komu? Im dalej, tym więcej pytań. Jak ja to wszystko mam zrobić? I kiedy w ogóle zacznę coś robić? Wiele osób mi już mówiło, jak się zmienić mam, aby osiągnąć to, co wielu ma od tak. Bo bardzo wielu mówi, ale tak naprawdę, to czy mówią prawdę z serca, czy z rozumu? Teraz muszę zadbać o wiele więcej rzeczy, choć zdaję sobie sprawę z góra trzech. Czas na wiele wyrzeczeń, choć nie umiem sobie wyobrazić ani jednego. Teraz wreszcie nadszedł czas na zmiany. A może ja już się zmieniłem o wiele wcześniej? Teraz to tylko kontynuacja moich wcześniejszych pytań? Pytanie tylko, czy znalazłem odpowiedzi? Każdy kto podchodzi, ma pistolet w ręku. Poklepuje mnie po ramieniu. Gratuluje mi. I strzela w drzwi, albo ścianę. Tylko, czemu ja tam nie wchodzę?
*Posłowie
   Mówią wszyscy, że najgorszym dniem w życiu, jest ten, w którym się kończy. Tutaj nie ma co pamiętać. Nie pamięta się swojej śmierci, bo teraz to już jest byt w zupełnie innych kategoriach. Pamięta się chwilę przed śmiercią. Pamiętam, jakim byłem nieprzyjemnym starcem. Pamiętam, że syn mi powiedział, że mimo wszystko mnie kocha i będzie się mną opiekował. A tyle razy mu mówiłem, żeby mnie odesłał do domu starców. Gdzie nikomu bym nie wadził, a zajęli by się mną ludzie, którzy się na tym znają. Nie słuchał. Teraz umarłem na jego fotelu. W sumie to nawet dobra śmierć. Umrzeć ze starości, wtedy kiedy już czas, a nie wtedy, kiedy tak wypadło. No ale cóż. Już na mnie czas. Ciekawe, czy pójdę do nieba, czy może do piekła. Jak sobie wyobrażam niebo? Niebo dla mnie przypomina życie. Każdy ma przy sobie pistolet, ale nikt nie ma amunicji. A piekło?

96

“W strach przed światem”
Zdezorientowany błękit
W czerń się zamienił

Zabawa kolorami
Pokazała elektrykę
I włączyła stereo

I mimo
Że nic nie widzę
To słyszę wasz koloryt

A zapach mówi mi
Że właśnie zapadł
Wzrok

Dławię się
Czerwonym wiatrem
I czarnym dymem

Ale nie rzygam czerwienią
Nie płaczę żółcią
Nie wtrącam się
W strach przed światem

95

“Bo już się nie ruszam”
Dookoła świata
W kilka sekund
Tylko z Tobą

Za pamięci
Ku pamięci
Ku pogardzie i przestrodze

Za życia
Za życie
Zaraz popełniając samobójstwo

Nie powiem
Że spadam
Już jestem na dole

Nie mówię
Że stąd wyskoczę
Bo już wyżej nie mogę

Nie powiem
Że żyję
Bo już się nie ruszam

94

“And always white”
Can you hear
The glass is breaking?
That is my head

Can you feel
The scream of pain?
That is my mind

Can you touch
My friends?
No!
I killed them
In my head
In my mind

And the fire
Is only black
And always white