No więc, pewnego pięknego wieczora siedziałem przy stole z jakimś ziomkiem i jedliśmy kolację. Ja jadłem jakieś mięso. On jadł coś na kształt zupy. On to wszystko ugotował. Nawet smaczne było, więc poczułem chęć pogratulowania mu tak dobrze zrobionej kolacji.
-Dobre. Co to za mięso?
-Ludzkie mięso.
Eee… Że kurwa co?
-Ale dlaczego? – Jakoś nic bardziej inteligentnego nie przyszło mi do głowy.
-Bo jest dobre.
Fakt. Trudno nie było się z nim nie zgodzić. Ciekawe zatem, co on zajadał tak łapczywie.
-W sumie racja. Nawet lekko takie słodkie. A co ty jesz?
-Ludzkie odchody i wymiociny.
-A jak smakuje?
-Jak gówno i wymiociny.
Trafna była ta jego wypowiedź.
-A tobie to smakuje?
-Nie
Aha…
-Jesteś jakiś pojebany.
-Ale to ty jesteś narratorem!
Zjechał mnie z góry na dół w jednym zdaniu. Ale znów mu musiałem przyznać rację.
-Czy to nie dziwne, że tak sobie spokojnie jemy ludzkie mięso, i ludzkie odchodzy z wymiocinami?
-A czemu dziwne? Wyjaśnij.
-Ludzie jedzący ludzkie mięso? Luedzie jedzący ludzkie odchodzy, które im nie smakują? Nie, w tym nie jest nic dziwnego.
-A kto ci powiedział, że jesteśmy ludźmi?
-A czym jesteś?
-Nazywają mnie czystym złem, szatanem, buntownikiem, złoczyńcą, zboczeńcem i wszystkim tym, czego się boją. Ale tak naprawdę, to jesteśmy braćmi.
-A czym ja jestem?
-Tym czym chcesz. A często chcesz być mną. Nigdy nie chciałem być tobą, bo to ty mnie wykorzystujesz. A ja chcę tylko zjejść w spokoju kolację.
-O to, czy chcę być tobą, nie pytałem.
-Ale chciałeś zapytać.
-A co, jak zechcę być bogiem?
-To zostaniesz zamknięty w pokoju bez klamek.
-Ale jak to?! Powiedziałeś, że mogę być tym, czym chcę.
-Nie zapominaj jednak, że jesteśmy braćmi. Jesteś ze mną i masz się mną opiekować. I dawać mi jejść.
-A co, jeśli nie dam ci jedzenia?
Zapytałem, po czym wstałem w gniewie i krzyknąłem:
-Ja to pierdolę! Mam tego wszystkiego dość. Wychodzę!
-Złość jest impulsywna, głupia i brutalna. Ja jestem spokojny, perfidny i o wiele bardziej brutalny. Usiądź, bo wiem, że w gruncie rzeczy i tak dasz mi jejść.
Usiadłem spokojnie.
-Ale przecież tobie to nie smakuje.
-Smakuje każdy łyk tej zupy, jak by to był mój pierwszy, a zarazem ostatni łyk. Daję całą swoją siłę jaką mam w ten jeden łyk, a potem biorę następny z takim samym zacieńciem. Zupa, to najmniejsza rzecz która mnie tutaj obchodzi.
-A jak żeśmy się tutaj znaleźli?
-Myśmy się tutaj nie znaleźli. Nas tu nikt nie przyprowadził. Myśmy tu nigdy nie weszli. My jesteśmy tu od zawsze.
-A gdzie jesteśmy?
-W środku.
-W środku czego?
-Kiedy nie możesz być na zewnątrz, to jesteś w środku. Jeśli nie możesz być w środku, to zewnętrznej części nie ma. A jeśli środek jest częścią zewnętrzną, a wszystkie oczy patrzą, to znaczy, że czas umierać.
-Nie umiesz mówić normalnie?
-Nikt nie powiedział, że jestem normalny.
-Ale jesteś moim bratem. Musisz być choć trochę normalny.
-Nikt nie powiedział, że ty jesteś normalny. Nie szukaj normy, ani formy. Znajdź mnie, a będziesz bogiem samego siebie. Poznaj mnie, a będziesz lepszy od boga włąsnego siebie. Dotknij mnie, poczuj mnie, a zostaniesz mną.
-Kto wtedy umiera?
-A kogo to obchodzi? Po prostu zabijasz i jesteś zabijany. Pospolita egzystencja pospolitego bytu. Oto czym jesteśmy.
-Ja nie zabijam! – Znowu wstałem w gniewie.
-To czemu wstajesz w gniewie?
Nie umiałem odpowiedzieć, wiec usiadłem.
-A co na deser? – Spytałem najspokojniej w świecie.
W tym momencie podjechały dwie tace przykryte półmiskami. On otworzył swoją porcję. była tam moja głowa. nie zdziwiło mnie to wcale, bo moją porcją była jego głowa. Zacząłem jejść od jego włosów. Jadło się to jak makaron. Ale mimo wszystko, czułem się, jakbym jadł lody. Ona natomiast wsadził słomkę w moją głowę i wysysał mi mózg.
-Dobre? – Spytałem.
-Potrzebne i naturalne.
Czas wsadzić mu nóż w gardło. Wstałem i wsadziłem mu nóż w ucho. Jego głowa na tacy zaczęła wyć. A on zaczął zjadać mi rękę. Więc uklęknąłem i zacząłem zjadać sobie drugą.
0 Responses to “To wszystko jest chore”