Nie lubię pisać o sobie. Zwykle mnie to zawstydza. Ale dziś postanowiłem to zmienić. Ufam, że spodoba się wam ta mała opowiastka o mnie. W końcu ginę w niej. No ale do rzeczy. Spałem sobie spokojnie i smacznie. Ale w środku nocy, bodajże o 3 w nocy, obudziłem się zlany zimnym potem. Mimo, że chciałem spać, to obróciłem się na plecy i oglądałem sobie nasz pokój. W sumie, to już ten pokój jest mój, gdyż żona odeszła z tego świata 2 tygodnie temu. Więc spałem sam w pokoju. Jeszcze nawet nie posprzątałem jej rzeczy. Usłyszałem nagle, że huśtawka się huśta. Ale jak to? Przecież nikt o tej porze na pewno się na niej nie huśta. Zszedłem na dół. Po schodach. Spokojnie, trzymając się poręczy. Schodziłem schodek po schodku, aż tu nagle, kiedy stąpałem z ostatniego schodka… Znalazłem się na parterze. Poszedłem do kuchni i zobaczyłem. Zobaczyłem huśtawkę, huśtaną przez… Wiatr! I wtedy zrozumiałem jedno. Muszę jutro naoliwić tę huśtawkę, bo skrzypi jak moja żona co miesiąc. Obróciłem się i… Nie mogłem na to patrzeć! To było straszne! Jak mogłem pozwolić, żeby moja żona, kupiła nam do kuchni taki okropny żyrandol?! Zrozumiałem wtedy, że dobrze zrobiłem, kupując łopatę. No, ale i tak już za późno. Wtem, nagle i zupełnie nie oczekiwanie, poczułem przeogromny smród. Pachniało to, jak rozkładające się zwłoki od 2 tygodni. Powąchałem i prawie umarłem. Ale jednak przetrzymałem i starałem się znaleźć źródło zapachu. Chodziłem po całej kuchni, ale nic nie znalazłem. Aż w końcu zaglądnąłem do spiżarki. Obrazek, który miałem przed oczami, był okropny. Wielu z was, by pewnie zemdlało. Inni by uciekli. Ale nie ja. Ja przetrzymałem i wyrzuciłem te 10 zgniłych jajek. Dobrze, że kosz na śmieci był blisko. To teraz czas napić się wody i iść spać. Poszedłem do dystrybutora z wodą i nalałem sobie szklankę. Popatrzyłem na wodę w szklance i zrozumiałem, że to już koniec. Koniec z braniem wody od mojego dostawcy, bo jest strasznie brudna! Ale jednak, co mnie nie zabije, to wzmocni. Wypiłem i poszedłem na górę. Na schodach poczułem się, jakby to był mój koniec. Ale wchodziłem dalej, schodek po schodku. Wtem, naglę zginąłem. Fani gier RPG, pewnie by powiedzieli, że to było krytyczne pudło. Nie trafiłem na schodek i zamiast polecieć do przodu, poleciałem do tyłu i skręciłem sobie kark. Pomyślałem sobie, że spotkam się z moją zoną po drugiej stronie. Zastanawiacie się pewnie jak zginęła. Nie stało się jej nic ciekawego. Po prostu wziąłem łopatę i rąbnąłem ją w głowę. Niech się cieszy, że była to humanitarna (bo szybka) śmierć. Mogłem w końcu wrzucić do ognia i patrzyć jak się smaży. Ale tak ją kochałem, że się powstrzymałem przed tym. Na pogrzebie, mój teść powiedział mi, żebym uważał, bo moja żona była czarownicą i będzie chciała się zemścić po śmierci. Ale kogo to obchodzi? Przecież i tak już nie żyje.
Kategorie
Archiwa
- marzec 2012 (1)
- luty 2012 (1)
- styczeń 2012 (5)
- październik 2011 (1)
- luty 2011 (1)
- maj 2010 (1)
- grudzień 2009 (3)
- październik 2009 (1)
- wrzesień 2009 (1)
- sierpień 2009 (1)
- lipiec 2009 (1)
- czerwiec 2009 (1)
- maj 2009 (3)
- kwiecień 2009 (1)
- styczeń 2009 (1)
- październik 2008 (1)
- wrzesień 2008 (1)
- czerwiec 2008 (1)
- maj 2008 (2)
- kwiecień 2008 (1)
- marzec 2008 (1)
- grudzień 2007 (2)
- listopad 2007 (5)
- październik 2007 (1)
- wrzesień 2007 (4)
- sierpień 2007 (2)
- lipiec 2007 (2)
- czerwiec 2007 (4)
- maj 2007 (2)
- kwiecień 2007 (4)
- marzec 2007 (6)
- luty 2007 (10)
- styczeń 2007 (10)
- grudzień 2006 (11)
- listopad 2006 (15)
- październik 2006 (14)
- wrzesień 2006 (7)
- sierpień 2006 (10)
- lipiec 2006 (10)
- czerwiec 2006 (10)
- maj 2006 (11)
- kwiecień 2006 (9)
- marzec 2006 (15)
- luty 2006 (6)
- styczeń 2006 (4)
- grudzień 2005 (2)