Monthly Archive for lipiec, 2007

Władca Trzech Bram odc.1

Władca Trzech Bram. Tak go nazywają. Bóg w swojej sile, stworzył trzy światy. Ziemię, Niebo oraz Piekło. Na początku tylko on mógł je otwierać. Jednak po stworzeniu samo-rozmnażających się ludzi, potrzebował pomocników, aby otwierali bramy za niego. Piekłem rządzi Szatan, nazywany buntownikiem przez ludzi. Gdyby tylko wiedzieli. Drugim światem, Niebem, rządzi sam Bóg. Wrota jednak otwierał św. Piotr. Ziemią natomiast rządzi Maria, matka Jezusa. Ale to już dziś nie istotne, gdyż ani Piotr, ani Maria nie żyją. O ile można to tak nazwać, w świecie aniołów, którzy żyli wiecznie razem z Bogiem. Aż do niedawna.
Stał przed bramą piekła. Ten, który pomagał zbudować wszystkie trzy światy, dziś stoi przed bramą ostatniego z nich. Archanioł Gabriel. Jego trzy skrzydła stały nieruchomo, gotowe do lotu. Ale nie chciał lecieć. Po prostu był gotowy na wszystko. Tylko nieliczne anioły wchodziły do piekła. Gabriel nie należał do nich. Znał piekło, tylko z czasów kiedy je budował. Nigdy nie widział go, w czasie jego działania. Nie wiedział co może go spotkać w środku. Trzymał miecz w ręku, a ubrany był w długi czarny płaszcz do kostek. Reszta jego ubioru jest mało istotna, więc wszedł.
Czerwone piekło pełno nękanych dusz. Czarne piekło, pełne strachu i cierp,ienia. Bezbarwne piekło w ziemi, połykające każdą złą duszę. Nie tak wyglądało piekło. Piekło tak naprawdę było wielką halą. Co 5 metrów wzdłuż i wszerz stała kolumna. A na każdej z tych kolumn lustro. Lustro pokazywało piekło każdej z dusz. Każdy przeżywał swoje piekło na swój sposób. Dla wszystkich było to zwalczanie swojego największego strachu. Jedni bali się Szatana, więc go dostali. Inni bali się śmierci, więc umierali ciągle od nowa. Najliczniejsza grupa, bała się samotności, więc siedzieli w swoim małym piekle sami, bez niczego i nikogo. Po prostu pustka. Gabriel akurat to właśnie przeżywał.
Dzisiaj piekło było nie czynne. Wyglądało jak stara, opuszczona hala, którą kiedyś, ktoś, używał. Nie było tu żadnego anioła. Ani przechadzającego się, ani cierpiącego wewnątrz kolumny. Gabriel wiedział co to oznacza. Żaden anioł nie miał życia po śmierci. Anioł nie miał nigdy ginąć. Ale zaczęło się. A teraz się zakończy.
[Gabriel:myśli] Biedny Rafael. To dla ciebie bracie.
Czas jest tylko chwilą. Bóg zawsze tak mawiał. Ale czas w piekle nie istniał. Każda dusza czułą tyle czasu, ile potrzebowała. A ci na wiecznym potępieniu, po prostu zikali w mgnieniu oka. Nikt poza Bogiem nie wiedział, co się tak naprawdę z nimi dzieje. A teraz, Gabriel przebiegł w mgnieniu oka nieskończoną halę pustych kolumn. Aż dotarł do końca. A na końcu stał klasztor. Mały, nawet jak na ziemski klasztor. Było to miejsce spoczynku Szatana. Było to miejsce przebywania także Boga. Sam gospodarz czekał na niego u progu klasztoru. Ubrany był w srebrne spodnie i srebrne glany. Jego trzy skrzydła były rozpięte. Tors miał nagi, ale także trzymał miecz.
[Lucyfer] Witaj trój-skrzydlaty bracie!
[Gabriel] Nie jesteśmy już braćmi! I ty dobrze o tym wiesz. Gdzie jest Bóg?
[Lucyfer] Nie myślisz chyba, że cię przepuszczę.
[Gabriel] A ty chyba nie myślisz, że ustąpię.
[Lucyfer] Pamiętam jak byliśmy jeszcze braćmi. Pamiętam jak wszyscy służyliśmy Panu.
[Gabriel] Ale te czasy minęły! Jesteś najbardziej umiłowanym z jego synów. Rafael nim nie był.
[Lucyfer] Rafael złamał zasady! I dostał karę.
[Gabriel] Nikt nie zasługiwał na taką karę. Nikt z nas nigdy nie powinien umierać i być zapomniany. I to wszystko dlaczego? Bo był zbyt podobny do umiłowanych dzieci Pana. Do ludzi żyjących na ziemi.
[Lucyfer] On miał być posłańcem! Nie wolno mu było ingerować w ziemskie życie bez rozkazu Władcy Trzech Bram. Świadomie złamał ten zakaz.
[Gabriel] Zakochał się w ziemskiej kobiecie. Chciał mieć potomka. To tak wiele?
[Lucyfer] Najwyraźniej tak. W końcu nie ma już aniołów. Zostaliśmy tylko my dwaj. Do tego zaraz jeden zabije drugiego, a jesteśmy przecież braćmi.
[Gabriel] Kain też był bratem Abla, a z nakazu Wszechmocnego, jeden musiał zabić drugiego.
[Lucyfer] Pamiętam czasy siódmego dnia.

Szóstego dnia, Pan stworzył człowieka na wzór i podobieństwo swoje i swoich 4 aniołów. Pan dał człowiekowi wolę tworzenia. Rafael obdarzył człowieka zdolnością uczuć. Michał dał człowiekowi mądrość. Gabriel ofiarował siłę i ciało. Lucyfer, dał człowiekowi wolną wolę.
[Bóg] A teraz, jak już stworzyliśmy człowieka i raj dla niego, czas mu to wszystko odebrać.
[Michał] Ale Panie… Dlaczego?
[Bóg] Dobrze wiecie, iż jestem wszechmogący. Mogę stworzyć wszystko co chcę i jak chcę. I dlatego, chcę stworzyć coś, co mnie zadziwi. Coś co jest w stanie przeciwstawić się mnie. Dlatego stworzyliśmy człowieka i daliśmy mu wolną wolę.
[Gabriel] Co rozkażesz Panie.
[Lucyfer] Co rozkażesz Panie.
[Bóg] Aby pokazać człowiekowi, jak może korzystać ze swojej wolnej woli, trzeba pokazać mu czym jest grzech. Aby był w stanie je popełniać. Będzie to praca bardzo nie wdzięczna. Anioł, który pokaże człowiekowi grzech, będzie potępiany i uważany, jako upadły. Nazywany będzie Szatanem. I nikt nie będzie wiedział, że gdy nie ma Szatana, nie ma sensu istnienia Boga.
[Michał] Pozwól mi być Szatanem. Jestem najmądrzejszy z…
[Bóg] Nie! Te zadanie dostanie Lucyfer. Ty Lucyferze jesteś najwierniejszy z całej czwórki archaniołów. Ty nigdy się ode mnie nie odwrócisz, niezależnie od tego, jak ciężkie zadanie postawie przed Tobą. Ty będziesz władał piekłem, które dla Ciebie stworze wraz z Gabrielem. Będziesz karał tych z pośród ludzi, którzy na to będą zasługiwać. Co do reszty. Rafaelu! Ty będziesz moim posłańcem. Będziesz schodził pod różnymi postaciami na ziemię. Ludzie będą o Tobie mówili “Duch Święty”. I będziesz moją prawą ręką na ziemi. Nie będziesz jednak nią władał i nie wolno ci ingerować w jej życie. Do władania nad ziemią weźmiemy kogoś z ludzi. Ale nie pora teraz na to. Gabrielu, czas na nas. Trzeba stworzyć Piekło i Niebo.
[Gabriel] A co będziemy robić, jak człowiek w końcu pozna dobro i zło?
[Bóg] Wtedy zacznie się dzień siódmy. Zaczniemy nauczać ludzi, jak korzystać z dobra i zła. Nauczymy ich o nas samych. Aż w końcu zostawimy samym sobie i zobaczymy efekty.
[Michał] Czy chcesz Panie…
[Bóg] Tak. Nauczymy ich jak zabijać, kraść, cudzołożyć. A potem, damy im zakazy, aby tego nie robili.
[Michał] A co ze mną?
[Bóg] Za niedługo stworzę zastępy aniołów. Każdy człowiek będzie miał własnego anioła, stróża. Ty będziesz władał tymi aniołami.

[Gabriel] Siódmy dzień skończył się wieki temu. Dzisiaj mamy inne problemy i zmartwienia.
[Lucyfer] Dzisiaj to się wszystko skończy, niezależnie od tego, kto wygra.
[Gabriel] Możemy nie walczyć.
[Lucyfer] I mam ci od tak pozwolić zabić Boga?
[Gabriel] Niech tak będzie.
Gabriel przygotował się do ataku. Złapał miecz w obie ręce i zaczął biec w stronę Lucyfera. Ten stanął na ugiętych nogach mieczem w jednej ręce, i czekał na atak. Gdy miecze się spotkały, poleciały pierwsze iskry. Gabriel zaatakował z boku, ale także i ten cios został zablokowany. Obrót Gabriela wokół własnej osi przywiódł bardzo silny cios, jednak nawet to nie pomogło. Lucyfer przeszedł do ofensywy i lewą pięścią uderzył w tors Gabriela. Władca piekła był najsilniejszym z pośród archaniołów, a cios był na tyle silny, że Gabriel upadł na kolana. Nie stracił jednak woli walki i prawie od razu chciał podciąć mieczem nogi przeciwnika. Ten natomiast zdołał zatrzepotać skrzydłami i wzlecieć w górę. Gabryś zrobił to samo, jednak atak z dołu nie miał sensu. Poczekał aż Lucyfer przestanie uciekać i zaatakował od frontu. Znowu poleciały iskry. Przy którymś skrzyżowaniu mieczy, Gabriel spróbował kopnąć Lucyfera. Tym razem mu się to udało i poszkodowany poleciał daleko. Gdy już miał zaryć o ziemię, odwrócił się i wylądował. Teraz on leciał do Gabriela z rządzą mordu w oczach. Gabriel sparował cios mieczem, jednak siła Szatana sprawiła, iż broniący się archanioł wyleciał jak z procy. Nie było kurzu, gdy uderzył o ziemię plecami. Piekło nie było zrobione z ziemi. Gabryś wstał na równe nogi.
[Gabriel] Chyba nie myślisz, że mnie pokonasz?
[Lucyfer] To Ty przed chwilą walnąłeś o ziemię.
[Gabriel] Ty chyba nie wiesz, jaki prezent dostałem od Michała. Prezent dzięki któremu jestem ostatnim żyjącym aniołem, w wielkiej anielskiej wojnie. Oto pokaże ci prawdziwą moc mojego miecza.
Miecz Gabriela zaczął płonąć. Nie był to ogień ziemski, z drewna czy węgla. Był to ogień duszy zamkniętej w mieczu. Gabryś zaatakował. Tym razem Lucyfer mógł sobie blokować ile chciał. Miecz Gabriela z każdym ciosem kruszył miecz Lucyfera. Chwilę później, Szatan nie miał się już czym bronić. Aniołom nie ucina się głowy. Im się wbija miecz w splot słoneczny, aby odciąć im kontakt z Bogiem. Śmierć anioła to naprawdę piękna rzecz. Denat nigdy nie krzyczy, ale widać jak dusza wylatuje z jego ciała i pali się nad nim. Ten ogień duszy to najpiękniejsza i najstraszliwsza rzecz, jaką Gabryś widział w swoim życiu.
[Gabriel] Czas na ciebie Boże.
I pobiegł w głąb klasztoru.

Archanioł Michał się przebudził. To był tylko sen. Przerażający sen. Ale Michał nigdy nie miewał snów. To był jego pierwszy sen jakiego kiedykolwiek doświadczył.
[Bóg] Możesz jeszcze temu zapobiec.
[Michał] Ale Panie, jak?
[Bóg] Znajdziesz sposób. Jeszcze nie jest za późno. Rafael wprawdzie jest już zakochany w człowieku, jednak jeszcze nie popełnił grzechu.
[Michał] Rozumiem. Powiedz mi jeszcze Panie, czyją duszę zamknąłem w mieczu Gabriela?
[Bóg] Swoją.

Wisielec

Weszłam do pokoju. Zobaczyłam swojego brata, który przed chwilą powiesił się na żyrandolu. Zwisał sobie tak samo, jak jego język zwisał mu z rozdziawionych ust. Był cały fioletowy. Wyglądał tak… jakby przed chwilą się powiesił, ale oczy miał otwarte.
[Wisielec] Patrz Basiu! Wisze sobie.
Zadziwiająco wyraźnie mówił jak na jego aktualne położenie. Mimo języka na wierzchu mówiłem zupełnie normalnie.
[Wisielec] Przyszłaś mnie dzisiaj odwiedzić? Nie często to robiłaś za mojego życia. Próbujesz nadrobić stracony czas?
[Basia] Przestań pierdolić, dobrze? Musimy pogadać.
[Wisielec] A nie mogłabyś najpierw mnie pochuśtać?
Mimo jego aktualnego stanu, nie opuszczało go poczucie humoru. A po chwili milczenia, przemówił.
[Wisielec] A o czym to tak mocno chcesz ze mną porozmawiać?
[Basia] O autorze.
[Wisielec] A co z nim jest nie tak?
[Basia] Wszystko! Posłuchaj jak go stworzyłam. Przyszedł na świat normalnie. Żył normalnie. Aż tu nagle trach! W jego dwudzieste pierwsze urodziny odwaliło mu. Zaczął tworzyć takie chore utwory, że wszystkim się podobały. Szczególnie ludziom, którzy kochali groteskę. Z każdym dniem tworzył coraz to bardziej posrane utwory. W wieku 30 lat miał wszystko co chciał, i się wiesza.
Wisielec zdjął z szyi pętlę u stanął na ziemi.
[Wisielec] Zanosi się na dłuższą rozmowę, prawda?
Zdjął kołnierz, dzięki któremu nie dusił się tak naprawdę. Wyjął sztuczny, zwisający język.
[Wisielec] A co ci w nim przeszkadza?
[Basia] Trochę za mało jego w tym autorze. Trzeba czegoś więcej. Albo coś zmienić?
[Wisielec] Ale nie powiesz mi, że nie ma się wieszać! Dopracowałem tę rolę do perfekcji!