Weszłam do pokoju. Zobaczyłam swojego brata, który przed chwilą powiesił się na żyrandolu. Zwisał sobie tak samo, jak jego język zwisał mu z rozdziawionych ust. Był cały fioletowy. Wyglądał tak… jakby przed chwilą się powiesił, ale oczy miał otwarte.
[Wisielec] Patrz Basiu! Wisze sobie.
Zadziwiająco wyraźnie mówił jak na jego aktualne położenie. Mimo języka na wierzchu mówiłem zupełnie normalnie.
[Wisielec] Przyszłaś mnie dzisiaj odwiedzić? Nie często to robiłaś za mojego życia. Próbujesz nadrobić stracony czas?
[Basia] Przestań pierdolić, dobrze? Musimy pogadać.
[Wisielec] A nie mogłabyś najpierw mnie pochuśtać?
Mimo jego aktualnego stanu, nie opuszczało go poczucie humoru. A po chwili milczenia, przemówił.
[Wisielec] A o czym to tak mocno chcesz ze mną porozmawiać?
[Basia] O autorze.
[Wisielec] A co z nim jest nie tak?
[Basia] Wszystko! Posłuchaj jak go stworzyłam. Przyszedł na świat normalnie. Żył normalnie. Aż tu nagle trach! W jego dwudzieste pierwsze urodziny odwaliło mu. Zaczął tworzyć takie chore utwory, że wszystkim się podobały. Szczególnie ludziom, którzy kochali groteskę. Z każdym dniem tworzył coraz to bardziej posrane utwory. W wieku 30 lat miał wszystko co chciał, i się wiesza.
Wisielec zdjął z szyi pętlę u stanął na ziemi.
[Wisielec] Zanosi się na dłuższą rozmowę, prawda?
Zdjął kołnierz, dzięki któremu nie dusił się tak naprawdę. Wyjął sztuczny, zwisający język.
[Wisielec] A co ci w nim przeszkadza?
[Basia] Trochę za mało jego w tym autorze. Trzeba czegoś więcej. Albo coś zmienić?
[Wisielec] Ale nie powiesz mi, że nie ma się wieszać! Dopracowałem tę rolę do perfekcji!
0 Responses to “Wisielec”