[Adam] Ja po prostu chcę pisać! Potrzebuję natchnienia. Czy Ty tego zrozumieć nie umiesz?
Adam pokiwał głową na znak zgody.
[Adam] No więc pomóż mi. Zabij tamtą kobietę.
Adam wyciągnął pistolet i strzelił kobiecie w łeb. Dziwne, ale upadła nieżywa.
[Adam] E tam! Za mało krwi. Po prostu się przewróciła. Co to ma być za natchnienie? Trzeba coś lepszego wymyśleć.
Adam wyciągnął Uzi i zaczął strzelać do wszystkich.
[Adam] O! Masowy mord! Fajnie. Strzelaj dalej, im więcej trupów, tym łatwiej będzie o tym napisać.
Po chwili…
[Adam] Nie no, to nie jest to! Ja potrzebuję natchnienia! A jedyne co Ty robisz, to tworzysz statystykę. Może coś podpalisz? Albo nie, to już było.
Adam wyciągnął z kórtki wszystkie choroby świata w proszku.
[Adam] O! Masowa zagłada bronią biologiczną. Fajna rzecz, ale nie o to mi chodzi. Za długo by to trwało.
Adam zjadł proszek.
[Adam] No i co najlepszego zrobiłeś? Jeszcze się przeziębisz! A jesteś mi taki potrzebny!
Adam popił olejkiem do opalania.
[Adam] Właśnie! Wiem! Napisze o ochronie środowiska. To będzie piękny kawałek poezji. Napiszę o tym, jak pięknie spierdoliliśmy nasz świat. O tym jak on nas teraz zabija.
Adam beknął.
[Adam] Zawsze byłeś nieokrzesanym gburem tatusiu. Przecież nie napiszę o twoim bekaniu! To by było chore! To by było… niezwykle oryginalne swoją drogą.
Adam nie wiedząc co robić, wszedł do obrazu.
[Adam] Nie! Nie chcę opisywać obrazu. Po co to komu? Ludzie nie mają oczu, żeby opisywać im obraz?
Adam tak naprawdę oczu nigdy nie miał.
[Adam] Ale tutaj nigdy o nic tak napawdę nie chodziło. Zobacz tam. Dziecko biegnące do swojego rodzica. Czyż to nie piękne? Już wiem o czym napisze.
Kiedy Adam zasiadł do pisania pięknego wiersza. Takiego, jakiego świat nie widział. Byłby to najpiękniejszy wiersz na świecie, gdyby ktoś go w tej chwili nie zabił.
Adam więc poszedł do sklepu. I żałował, że zabił sprzedawce, gdyż nie umiał mleka znaleźć.