Archive for maj, 2009

Szczerze mówiąc nie wiem

Zło nadeszło. Nie ma oczu. Bo po co złu oczy? Zło jest w naszych sercach. Zrozumcie to. Jesteście jacyś dziwni. Kto w ogóle wpadł na pomysł, aby złu dawać oczy?
To był taki motyw z lampą. A ja jestem sobie poduszeczką. Do wypłakania. Ułóż się wygodnie, to może i masażyk zrobię. I ci głowę rozwalę o ścianę. Albo tylko twój umysł wyjmę, pożrę i wypluję.
Czujesz się wypluty? Albo wypluta? Albo wypluto? Pluto to taki pies. A ja dzisiaj styrany wróciłem z roboty. Fajnie było tyrać. Kiedy wypłata? W pieniądzach, kostkach cukru czy szlagach?
Szlagier to taki śląski utwór muzyczny. Chyba. To taka ryba. A ja mam nadzieję, że podoba się wam to co z wami robię.
A co ja robię? Szaleję bez granic. Szał was też ogarnia? Ogień w waszych sercach. Ogień w twoim sercu. Zobacz go i zgaś. A potem rozpal na nowo. Ja tak robię.
A przynajmniej staram się. Mam ochotę, abyś się pogłaskał/a. Wciśnij przycisk, może pomoże.
Dobra, wróćmy do rzeczywistości. A rzeczywiste nie znaczy rzeczowe. Przedmiotowe traktowanie ludzi. To mnie już nudzi. Moją koszule brudzi tyle istnień. A mam w sobie tyle złudzeń. I obłuda. Tylu ludzi się poznało, tylu ludzi się skurwiło. Albo zawsze tacy byli, nie zawsze to pokazując? Ale poszli, przegonieni. Niedoścignieni w swej głupocie. Ich głowy wiszące na moim płocie. Znajdzie sens w tym bełkocie.
Mam zegarek i długopis. Kartki nie mam. A chcę zmienić swoje życie. Rymy skrycie. Fuj.
O kim mogę pomyśleć? O czym? O niczym już nie myślę. Zacząłem szaleć i działać. Czy działam na ciebie? A co ważniejsze, czy działam w tobie? Zostawiam część siebie i uciekam.

Właśnie uciekłem.

Dla Agnieszki 2

Stoję sobie. Sprawdzam godzinę. Godzina jest dobra. Ognisko. Ilu nas tu jest? Pięcoro? Sześcioro. Początki. Jedna dziewczyna. Fajna, ale szczylem jestem. Ale i tak jest fajnie. Jest co wspominać. Mało nas. Ale taki już jestem. I kot co chodzi własnymi ścieżkami.
Znowu sprawdzam godzinę. Godzina jest zła. Jestem sam. Prawie. Kot, się krząta. Ale krząta. To znów krzyczy. I znów krząta. I znów jest. Czuje się bezpiecznie. Coraz bezpieczniej. Aż nagle zabolało. Ale im dalej rzucam, tym mocniej wraca. Niezależnie od niczego i od wszystkiego. Zawsze wraca i mimo, że kiedy go nie ma, to zawsze jest ze mną.
Która to godzina? I znów jest fajnie. Jest nas tu wielu. Ognisko, gitara. Jeden śpiewa, drugi śpiewa. Wiele dziewczyn tu jest. Jednych nazywam przyjaciółmi, innych nie. Ale jestem w tłumie. Pierwszy raz, jestem w tłumie. Kot tu i tam skacze. Nadal potrafi zadrapać. Ale ja też potrafię zadrapać jego. O! I moja niana przyszła. Ale jeszcze nie jest moją nianią. I jest także mój najlepszy przyjaciel. Piękna nazwa, tylko trochę nie szczera. Już raz, może dwa, nie szczera.
Ile mi czasu zostało? Źle mi czas leci. Zostałem okłamany. Przyjaciel? Coś prosty ten przyjaciel. Coś mnie nie słucha, ale nie przejmuje się moimi słowami. Niektórych rzeczy po prostu się przyjaciołom nie robi. Ale podobno się im przebacza. Przebacza. Przebacza. Znowu przebacza? Co jest dla ciebie ważniejsze? Przyjaciel czy twoja niepochamowana rządza? Przyjaźń, czy nie przyjaźń? Ja czy ty? Pierwszy, kurwa, raz?
Patrzę na zegarek. Czasy są ciężkie. Leżę i krwawię. A w około pełno znajomych i nieznajomych. Ale leżę sam. Zupełnie sam. Nie płaczę, wybaczam, ale nie zapominam. Przyjaciel stoi koło mnie, klepie po ramieniu, przeprasza. Ale nie leży koło mnie.
Kiedy to było? Było wtedy fajnie. Była i niania. I kot był. I przyjaciel mój był. Niania już wtedy niania. Mało napisałem o niani. Niech wybaczy, ale to nie o niani dziś chciałem poopowiadać. Nie było śpiewaków, grajków. Nie potrzebowałem ich. Czasami ktoś traci moje zaufanie. Ale cieszę się. Nóż w moim sercu też tam gdzie sobie leży. I niszczy mnie powoli, ale systematycznie. Czasami serce moje wraca. Ale wtedy nóż też wraca. I znowu przestaje się lubić z własnym sercem.
Czy to ja jestem zły? Że nóz celuje w serce? Gdybym wiedział, że to nóż jest zły, może nie trafiałby? Ale co tam, już za późno na gdybanie.
Ile to czasu minęło? Tak szybko z góry czasów w dół? Co ja tu właściwie kurwa robię? Płaczę sobię. Sam? Jest tu kot, jest moja niania jest i mój przyjaciel. Poklepią, ale mimo iż próbują, nie umieją mi pomóc. A może ktoś tu nie próbuje? Ale o co ja w ogóle płaczę? O to, co wiem, że nie dla mnie. Nie przypasowanie. Wiem, że jest złe. Ale nad czymś tu nie panuję.
Jak długo tu siedzę? Nadal jest źle. Nadal są ze mną. Tylko nagle, to ja tu kogoś poklepuję po ramieniu. Ktoś płacze na moim ramieniu. Czasami chciałbym coś w zamian. Nic nie dostaję? Nie wymagam, czekam. Może kiedyś. Może coś. Ale boli nadal.
Nie wiem ile to trwa. Ale czasami złymi i dobrymi było. Aż w końcu, ktoś tu chyba nie pomyślał. Przyjaciel wziął nóż i wbił mi w serce. Przyjaciel? Ale on przecież nic nie zrobił. Fakt, nic nie zrobił, aby być moim przyjacielem. Ale ja przecież tragizuję! Szaleję! Nie przeczę. Ale kiedy z przebitym sercem, nagle dostaje się nóż w plecy, to już nie można zachowywać się normalnie. A miało być tak pięknie.
Ale ja nigdy nie byłem normalny. Ale zawsze miałem zasady. Ale dziś i tutaj, to grzech mieć zasady. A co gorsza, starać się mieć przyjaciół z takimi samymi zasadami. I czasami reaguję alergicznie. I moi przyjaciele o tym wiedzą. Bo inaczej nie są moimi przyjaciółmi, co nie?
Wyłączam maszynę do podrózy w czasie. Wyłączam zdjęcia. Chciałem tylko sobie powspominać.

Darmowe przytulanie – Dzień kultury ulicznej

Dnia 19 czerwca 2009 odbędzie się Dzień Kultury Ulicznej. Ja będę tam z ramienia TGFu. Będę miał zadanie trochę inne od klimatu TGFu. Otóż w ten dzień, chciałbym zorganizować akcję Free Hugs. Czyli po postu będę popierdzielał z napisem “Darmowe Przytulanie” po ul. Krakowskiej. Zapraszam wszystkich na tą imprezę, a szczególnie zapraszam wszystkich którzy będą się chcieli tego dnia po prostu przytulić. Jeśli ktoś chce, to też może wziąć kartkę papieru, napisać “darmowe przytulanie” i chodzić ze mną.