Stoję sobie. Sprawdzam godzinę. Godzina jest dobra. Ognisko. Ilu nas tu jest? Pięcoro? Sześcioro. Początki. Jedna dziewczyna. Fajna, ale szczylem jestem. Ale i tak jest fajnie. Jest co wspominać. Mało nas. Ale taki już jestem. I kot co chodzi własnymi ścieżkami.
Znowu sprawdzam godzinę. Godzina jest zła. Jestem sam. Prawie. Kot, się krząta. Ale krząta. To znów krzyczy. I znów krząta. I znów jest. Czuje się bezpiecznie. Coraz bezpieczniej. Aż nagle zabolało. Ale im dalej rzucam, tym mocniej wraca. Niezależnie od niczego i od wszystkiego. Zawsze wraca i mimo, że kiedy go nie ma, to zawsze jest ze mną.
Która to godzina? I znów jest fajnie. Jest nas tu wielu. Ognisko, gitara. Jeden śpiewa, drugi śpiewa. Wiele dziewczyn tu jest. Jednych nazywam przyjaciółmi, innych nie. Ale jestem w tłumie. Pierwszy raz, jestem w tłumie. Kot tu i tam skacze. Nadal potrafi zadrapać. Ale ja też potrafię zadrapać jego. O! I moja niana przyszła. Ale jeszcze nie jest moją nianią. I jest także mój najlepszy przyjaciel. Piękna nazwa, tylko trochę nie szczera. Już raz, może dwa, nie szczera.
Ile mi czasu zostało? Źle mi czas leci. Zostałem okłamany. Przyjaciel? Coś prosty ten przyjaciel. Coś mnie nie słucha, ale nie przejmuje się moimi słowami. Niektórych rzeczy po prostu się przyjaciołom nie robi. Ale podobno się im przebacza. Przebacza. Przebacza. Znowu przebacza? Co jest dla ciebie ważniejsze? Przyjaciel czy twoja niepochamowana rządza? Przyjaźń, czy nie przyjaźń? Ja czy ty? Pierwszy, kurwa, raz?
Patrzę na zegarek. Czasy są ciężkie. Leżę i krwawię. A w około pełno znajomych i nieznajomych. Ale leżę sam. Zupełnie sam. Nie płaczę, wybaczam, ale nie zapominam. Przyjaciel stoi koło mnie, klepie po ramieniu, przeprasza. Ale nie leży koło mnie.
Kiedy to było? Było wtedy fajnie. Była i niania. I kot był. I przyjaciel mój był. Niania już wtedy niania. Mało napisałem o niani. Niech wybaczy, ale to nie o niani dziś chciałem poopowiadać. Nie było śpiewaków, grajków. Nie potrzebowałem ich. Czasami ktoś traci moje zaufanie. Ale cieszę się. Nóż w moim sercu też tam gdzie sobie leży. I niszczy mnie powoli, ale systematycznie. Czasami serce moje wraca. Ale wtedy nóż też wraca. I znowu przestaje się lubić z własnym sercem.
Czy to ja jestem zły? Że nóz celuje w serce? Gdybym wiedział, że to nóż jest zły, może nie trafiałby? Ale co tam, już za późno na gdybanie.
Ile to czasu minęło? Tak szybko z góry czasów w dół? Co ja tu właściwie kurwa robię? Płaczę sobię. Sam? Jest tu kot, jest moja niania jest i mój przyjaciel. Poklepią, ale mimo iż próbują, nie umieją mi pomóc. A może ktoś tu nie próbuje? Ale o co ja w ogóle płaczę? O to, co wiem, że nie dla mnie. Nie przypasowanie. Wiem, że jest złe. Ale nad czymś tu nie panuję.
Jak długo tu siedzę? Nadal jest źle. Nadal są ze mną. Tylko nagle, to ja tu kogoś poklepuję po ramieniu. Ktoś płacze na moim ramieniu. Czasami chciałbym coś w zamian. Nic nie dostaję? Nie wymagam, czekam. Może kiedyś. Może coś. Ale boli nadal.
Nie wiem ile to trwa. Ale czasami złymi i dobrymi było. Aż w końcu, ktoś tu chyba nie pomyślał. Przyjaciel wziął nóż i wbił mi w serce. Przyjaciel? Ale on przecież nic nie zrobił. Fakt, nic nie zrobił, aby być moim przyjacielem. Ale ja przecież tragizuję! Szaleję! Nie przeczę. Ale kiedy z przebitym sercem, nagle dostaje się nóż w plecy, to już nie można zachowywać się normalnie. A miało być tak pięknie.
Ale ja nigdy nie byłem normalny. Ale zawsze miałem zasady. Ale dziś i tutaj, to grzech mieć zasady. A co gorsza, starać się mieć przyjaciół z takimi samymi zasadami. I czasami reaguję alergicznie. I moi przyjaciele o tym wiedzą. Bo inaczej nie są moimi przyjaciółmi, co nie?
Wyłączam maszynę do podrózy w czasie. Wyłączam zdjęcia. Chciałem tylko sobie powspominać.
powtórzenia wyrazowe ;p