<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Sockowy Świat &#187; Bez kategorii</title>
	<atom:link href="http://socek.org/category/bez-kategorii/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://socek.org</link>
	<description>Sockowy Świat w wierszach, opowiadaniach i przemyśleniach</description>
	<lastBuildDate>Sat, 14 Jan 2012 10:35:21 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>$3 &#8211; $4</title>
		<link>http://socek.org/2012/01/02/3-4/</link>
		<comments>http://socek.org/2012/01/02/3-4/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Jan 2012 20:52:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[Bez wyrazu]]></category>
		<category><![CDATA[Moja twórczość]]></category>
		<category><![CDATA[Wiersze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=266</guid>
		<description><![CDATA[Bo ja tak bardzo szczęśliwy Inaczej niż wcześniej Choć robię to samo co wcześniej Robię błędy Zacząłem znowu podążać I umierać Robię błędy Jak łowca zmysłów Szukam siebie dawnego I się cieszę bo Popełniam błędy]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Bo ja tak bardzo szczęśliwy<br />
Inaczej niż wcześniej<br />
Choć robię to samo co wcześniej<br />
Robię błędy</p>
<p>Zacząłem znowu podążać<br />
I umierać<br />
Robię błędy</p>
<p>Jak łowca zmysłów<br />
Szukam siebie dawnego<br />
I się cieszę bo<br />
Popełniam błędy</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2012/01/02/3-4/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na łowach</title>
		<link>http://socek.org/2010/05/03/na-lowach/</link>
		<comments>http://socek.org/2010/05/03/na-lowach/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 May 2010 21:52:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=245</guid>
		<description><![CDATA[&#160;&#160;&#160;&#160;Zobaczyłem ją jadąc do domu. Siedziałem wtedy plecami do okna w autobusie linii 820. Jak zawsze zatłoczony i brudny. Weszła chyba w Chorzowie, nie wiem. Słuchałem wtedy Anny Marii Jopek i czekałem na koniec podróży. Nie obchodziło mnie gdzie jestem. Ale ona przykuła moją uwagę. &#160;&#160;&#160;&#160;Miała krótko ścięte włosy, mały nosek i pewnie niewielki biust. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Zobaczyłem ją jadąc do domu. Siedziałem wtedy plecami do okna w autobusie linii 820. Jak zawsze zatłoczony i brudny. Weszła chyba w Chorzowie, nie wiem. Słuchałem wtedy Anny Marii Jopek i czekałem na koniec podróży. Nie obchodziło mnie gdzie jestem. Ale ona przykuła moją uwagę.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Miała krótko ścięte włosy, mały nosek i pewnie niewielki biust. Wszystko tak, jak lubię. Na twarzy miała czerwoną plamę, tak jakby się oparzyła. Jednak po przyjrzeniu się zrozumiałem, że ona tak naprawdę ma tak od urodzenia. Takie przekrwione dość duże miejsce na policzku. Dodawało jej to uroku.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Ludzie kołysali się do przodu i do tyłu, za każdym razem, kiedy autobus zwalniał i przyspieszał. A ja wpatrywałem się w nią jak w obrazek i dokonywałem dalszych, szczegółowych oględzin.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&#8221;To jest ta dziewczyna! To jest ona!&#8221; &#8211; szeptał głos w mojej głowie. Zawsze tak reagował, gdy któraś mi się spodobała.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Purpurowy płaszcz. Chodź może to był fiolet? Nie mam pojęcia. Faceci ponoć rozróżniają tylko 16 kolorów, a kobiety 32 miliony. I szczerze&#8230; wali mnie to. Ten kolor mi się podobał. Ta dziewczyna ogólnie też. Zwykłe niebieskie jeansy. I to wystarczało.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Jechała sama. Żadnych obrączek czy pierścionków. Faceta raczej nie miała, a nawet jeśli &#8211; nie przeszkadzałoby mi to.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Na oko 20 lat. Nie wiedzieć czemu, lubię ten wiek. Mimo, iż mam już 30-stkę na karku. Kurwa&#8230; a ja jeszcze się nie ustatkowałem. Ale to chyba nie czas na planowanie.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W ręku miała mały neseser. Taki lekko dziecięcy, plastikowy, niebieski w śmieszne wzorki. Ciekawe, co tam trzymała. Może bombę jądrową? Albo zabawkę dla dzieci? Ale w sumie, czy to ważne?<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Dziewczyna nie była jako tako niczym zainteresowana. Po prostu patrzyła w martwy punkt. Żadnej mp3 na uszach, gazety, czegokolwiek. Ciekawe czy jechała do domu? A może do chłopaka?<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&#8221;To jest ta dziewczyna! To jest ona!&#8221; &#8211; szept przechodził w zwykłe słowa. Tak jakby chciał, abym się na nią rzucił tutaj, w autobusie. Ale trzeba poczekać, aż wyjdzie.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Przystanek w Bytomiu. Dość niebezpieczna dzielnica. Ona jednak wychodzi. Wstaję i idę za nią. Ciemno wszędzie, w końcu noc. Fragmenty bruku oświetlone przez nieliczne latarnie, które jeszcze świecą. Normalnie bałbym się tutaj przechodzić, ale &#8220;to jest ta dziewczyna&#8221;.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Idę za nią chwilkę. Powoli, aby nie spostrzegła, że ją śledzę. Cóż za piękne, spokojne ruchy. Pełnia gracji. Dopiero teraz zauważyłem, że ma zwykłe trampki na nogach. A myślałem, że taka dziewczyna pochwali się glanami. W końcu to teraz jest modne. Choć, może trampki też są teraz trendy?<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Po chwili takiego śledzenia postanowiłem podejść. W końcu, jeśli będę zbyt długo ją szpiegował, zorientuje się i ucieknie. A tego nie chcę.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Zatem podszedłem. Złapałem ją od tyłu z kark i przewróciłem. Jej neseser spadł na ziemie i się lekko rozbił. A ona nawet nie krzyknęła i upadła na plecy. Dziwne. Zwykle krzyczą. Szybko uklękłem na jej piersiach. Wtedy mniej krzyczą, bo nie umieją złapać tchu. Biłem ją po twarzy. Była przytomna, ale nie wydobywała z siebie żadnych dźwięków, nie próbowała się bronić. Tak jakbym bił kukłę.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&#8221;To jest ta dziewczyna! To jest ona! Zrób to!&#8221; &#8211; Słyszę głośny krzyk w swojej głowie. Nieznośny krzyk. Więc wyciągam nóż, na którym widać zaschnięte ślady krwi innych ofiar. I przebijam jej udo. Nie lubię kiedy krew plami twarz. 2 centymetry &#8211; tyle wystarczy, aby przebić tętnice udową. Potem jakieś 2 minuty i człowiek umiera. Nie ma rady, nie zatamujesz krwi.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;I tak powoli odchodziła. Stawała się coraz bledsza. Umierała patrząc w niebo. W sumie, to nawet ładna noc była. Pełnia księżyca i brak chmur. Gdybym był astrologiem, to bym się zachwycił, ale jestem seryjnym mordercą, więc akurat dzisiaj zabijałem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Umarła już parę chwil temu. Patrzyłem na zwłoki. Na piękną, martwą, bladą twarz. Nagle usłyszałem oklaski. Powolne, ale rytmiczne. Tak jakby zegar zamiast bić w dzwon, to klaskał.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wstałem. Zobaczyłem młodego mężczyznę, w wieku około 25 lat. Patrzył się na mnie i klaskał. Cieszył się, że ją zabiłem. Nie znałem jego imienia, ale to była moja pierwsza ofiara. Jedyny facet, którego zabiłem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Była wtedy zima. Szedłem do domu, jak zwykle ze słuchawkami na uszach. Było widno. Koło mnie przeszła jakaś kobieta. Ledwo ją zauważyłem, ale chwilę później usłyszałem jej krzyk. Odwróciłem się i zobaczyłem, jak jakiś facet próbował ukraść jej torebkę. Niewiele myśląc, zareagowałem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Jak tylko zacząłem biec, złodziej się przestraszył, zaczął uciekać i wyrzucił torebkę. Ja jednak i tak go goniłem. Złapałem go 5 minut później i przewróciłem na ziemie. Rozwalił sobie głowę o krawężnik. Krew lała się strumieniami, mimo to przykucnąłem, okładając go pięściami. Aż byłem pewien, że nie żyje. Uciekłem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Myślałem, że mnie szybko złapią, ale żadna policja do mnie nie przyszła. Nie szukali mnie. Tak jakby nic się nie stało.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Od tamtej pory, za każdym razem, gdy mi się któraś podoba, słyszę szept w mojej głowie:   &#8220;To jest ta dziewczyna! To jest ona!&#8221;. Po czym śledzę i zabijam. Po każdym zabójstwie on mi się ukazuje i zwyczajnie bije brawo. Nigdy nic nie mówi, po prostu stoi nad ciałem. Gdy ja odchodzę, on czeka w miejscu. Tak jakby czekał, aż odejdę, aby zabrać ciało.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Tak już 25-ty raz. Wstałem więc i chciałem iść do domu. Wtedy on przemówił.<br />
- To już koniec. To twoja ostatnia ofiara. &#8211; Usłyszałem.<br />
Chciałem zapytać dlaczego, ale nie zdążyłem. Zjawa dotknęła palcem mojej piersi. Zabolało tak mocno, że upadłem na kolana. Dotknąłem miejsca, w którym zjawa mnie dotknęła i poczułem krew. Chciałem spojrzeć mu w twarz, ale zniknął. Zamiast niego, zobaczyłem w oddali policjanta z wycelowanym pistoletem we mnie. Złapali mnie. Nareszcie.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Gdy umarłem, nie widziałem już zjawy. Za to, jako duch, widziałem teraz o wiele więcej. Dostrzegłem to, co było w rozbitym neseserze mojej ofiary. Na pierwszy rzut oka był pusty, jednak tak naprawdę, wypełniono go jakimś mikroorganizmem, bronią biologiczną. Dziewczyna była terrorystką z wypranym mózgiem. A mikroorganizm w ciągu miesiąca zabił wszystkie żyjące organizmy na kuli ziemskiej.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Zastanawiacie się po co ktoś chciał, aby ten mikroorganizm został wypuszczony, kto to był i dlaczego akurat w takim miejscu oraz w takim czasie. Nie znam odpowiedzi na te pytania i szczerze mam to wszystkie w dupie. Teraz jestem duchem i chodzę sobie po niebie. Szkoda tylko, że tu mikrofalówki nie mają.</p>
<p>Korekta: Marta Grzesik</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2010/05/03/na-lowach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stopniowo rezygnuję z GG</title>
		<link>http://socek.org/2009/12/27/stopniowo-rezygnuje-z-gg/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/12/27/stopniowo-rezygnuje-z-gg/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Dec 2009 07:46:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[Po przeczytaniu tego krótkiego artykułu postanowiłem zrezygnować z GG. Ale jednak nie martwcie się, nie stracicie ze mną kontaktu. Będę usuwał ludzi z listy GG, jeśli będę miał do nich kontakt w inny sposób, np.: Google Talk, Tlen, Skype, Jabber lub inne XMPP. W większości będę o tym informował, ale nie zawsze, więc nie zdziwcie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po przeczytaniu <a href="http://docs.google.com/View?id=dds9vt74_24fnmjdbd9">tego</a> krótkiego artykułu postanowiłem zrezygnować z GG. Ale jednak nie martwcie się, nie stracicie ze mną kontaktu. Będę usuwał ludzi z listy GG, jeśli będę miał do nich kontakt w inny sposób, np.: Google Talk, Tlen, Skype, Jabber lub inne XMPP. W większości będę o tym informował, ale nie zawsze, więc nie zdziwcie się, jeśli przestane się wam pokazywać na dostępnym na GG.</p>
<p>Tych co nie mam kontaktu, to będę prosił o takowy.</p>
<p>Dla tych co jeszcze nie mają:<br />
Skype: msocek<br />
Google Talk, Tlen, Jabber i inne XMPP: msocek@gmail.com</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/12/27/stopniowo-rezygnuje-z-gg/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Odpowiedź na &#8220;Martin mutuje chomika&#8221;.</title>
		<link>http://socek.org/2009/10/10/odpowiedz-na-martin-mutuje-chomika/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/10/10/odpowiedz-na-martin-mutuje-chomika/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Oct 2009 17:11:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=229</guid>
		<description><![CDATA[Obejrzałem bardzo ciekawy filmik w którym Martin Lechniewicz próbuje udowodnić, że Teoria Ewolucji jest błędna. Oto moja odpowiedź na ten filmik. Po pierwsze: teoria ewolucji NIE ZAPRZECZA ISTNIENIA BOGA! W Biblii prawie każda liczba jest symbolem. Na przykład 7 jest symbolem doskonałość (dlatego Jezus powiedział, że mamy przebaczać nie 7, a 77 razy). Dlaczego zatem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Obejrzałem bardzo ciekawy <a href="http://www.youtube.com/watch?v=kyvE0IT2iFA">filmik</a> w którym Martin Lechniewicz próbuje udowodnić, że Teoria Ewolucji jest błędna. Oto moja odpowiedź na ten filmik.</p>
<p>Po pierwsze: teoria ewolucji NIE ZAPRZECZA ISTNIENIA BOGA! W Biblii prawie każda liczba jest symbolem. Na przykład 7 jest symbolem doskonałość (dlatego Jezus powiedział, że mamy przebaczać nie 7, a 77 razy). Dlaczego zatem &#8220;jeden dzień&#8221; w stworzeniu świata nie może być symbolem? W Biblii jest napisane, że Bóg stworzył ziemię, niebo, zwierzęta i człowieka. Ale nigdzie nie jest napisane jak to zrobił. Mógł to zrobić w mgnieniu oka, a mógł to robić przez kilka bilionów lat. Mógł to zrobić &#8220;od razu&#8221;, a mógł to zrobić kroczek po kroczku przez mutacje. Powtarzam: nigdzie w Biblii nie jest napisane JAK Bóg stworzył człowieka.<br />
Pierwszą rzeczą na udowodnienie teorii ewolucji jesteśmy my sami z naszymi rodzicami. Każdy z nas ma &#8220;coś po ojcu&#8221; czy tam matce. Ale każdy z nas ma też coś swojego w swoim ciele. Innym przykładem są murzyni. Ludzie którzy żyją w klimatach bardzo gorących przystosowują sie do tych klimatów. Murzyni zmienili kolor swojej skóry, dzięki czemu lepiej znoszą cieplejsze klimaty.<br />
Tak naprawdę rzadko kiedy mutacje przychodzą przypadkiem. Ale jednak się zdarzają. Na wykopie można było swego czasu przeczytać artykół o rodzinie, która nie odczuwałą bólu. Ciekawa mutacja, jednak w ogóle nie przydatna. Osoba nie czująca bólu nie wie kiedy z jej organizmem dzieje się coś złego. Cała rodzina już wymarła, bo nie wiedząc, że dzieje się coś złego umierali. I już nikt z tej rodziny nie żyje. I to jest dobór naturalny. Dobór naturalny NICZEGO NIE PORÓWNUJE. Jest to zjawisko w którym słaby umiera, a silny przeżywa.<br />
I nie ma tak, że &#8220;nowy chomik jest lepszy od starego&#8221;. Jeśli obydwa chomiki są na tyle silne, aby przeżyć, to żyją dalej. Dlatego mamy tyle gatunków małp. Dlatego mamy tyle rasów psów.<br />
Do tego nigdy nie ma tak, że &#8220;jedna mutacja&#8221; nie ma znaczenia. Zawsze ta mutacja czemuś służy. Jak jest bezużyteczna to się powoli zatraca, jak jest potrzebna, to jest rozwijana.<br />
Następna rzecz: nawet człowiek ma w sobie pewien narząd który jest mu w ogóle do niczego nie potrzebny. Narząd nazywa się &#8220;Wyrostek robaczkowy&#8221;. Lekarze nie wiedzą po co on jest, a naukowcy uważają iż kiedyś był potrzebny, ale teraz nam już nie jest potrzebny. Prawdopodobnie to spóścizna po naszych przodkach.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/10/10/odpowiedz-na-martin-mutuje-chomika/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Planowanie drogie i tanie</title>
		<link>http://socek.org/2009/09/01/220/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/09/01/220/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Sep 2009 14:03:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=220</guid>
		<description><![CDATA[Nie znam autora tego tekstu, ale jak cholernie trafnie opisuje pewną sytuację w której teraz uczestniczę. Pisownie zostawiłem taką jaką dostałem (nie wiem czy to pisownia oryginalna). Tylko czyim w koncu obowiazkiem jest ocena ryzyka i kosztow: zatrudnianej dopiero osoby czy tego, co ja zatrudnia zeby zrealizowac projekt? W praktyce wyglada to tak, ze zglosi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie znam autora tego tekstu, ale jak cholernie trafnie opisuje pewną sytuację w której teraz uczestniczę. Pisownie zostawiłem taką jaką dostałem (nie wiem czy to pisownia oryginalna).<br />
<code>Tylko czyim w koncu obowiazkiem jest ocena ryzyka i kosztow: zatrudnianej dopiero osoby czy tego, co ja zatrudnia zeby zrealizowac projekt? W praktyce wyglada to tak, ze zglosi sie zapewne kilku chetnych. Dostana jakies niejasne wymagania i wizje projektu i beda musieli wymyslic jakis kompromis pomiedzy prawami natury a ambicjami pomyslodawcy. Znamienny jest na przyklad fakt, ze jezyk programowania zostal juz wybrany. Ci najlepsi i najbardziej doswiadczeni byc moze zgadna, na podstawie podobnych projektow w ktorych uczestniczyli jak mozna cos takiego zrobic, co ma szanse dzialac i ile czasu i zasobow to zajmie. Zostana natychmiast odrzuceni ze wzgledu na zbyt wysokie wymagania. Wybrany zostanie najbardziej optymistyczny, "najtanszy" projekt, przygotowany przez mlodego i ambitnego czlowieka, ktory nastepnie przez kilka kolejnych lat dorobi sie wrzodow probujac to zrealizowac, przekraczajac budzet, wszelkie terminy i zmuszajac wszystkich do nadgodzin i rezygnacji z zycia osobistego. Na koncu wszystko bedzie oczywiscie wina kierownika. Przepraszam za pesymizm. Mam nadzieje ze sie myle.</code></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/09/01/220/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title></title>
		<link>http://socek.org/2009/06/04/205/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/06/04/205/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Jun 2009 11:59:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=205</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy zaczynam pisać, nikt nie wiem czy uda mi się skończyć. Teraz nie wiem. Chcecie abym skończył z wami? Adam dotknął klamki szkoły. A za nim stał Marek i go zatrzymał. - Jesteś pewny? &#8211; spytał Marek. - Nie. Nigdy nie byłem pewny. Ale przeszkadza ci to? - Nie wiem. Dzień był piękny, słoneczny, a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy zaczynam pisać, nikt nie wiem czy uda mi się skończyć. Teraz nie wiem. Chcecie abym skończył z wami?<br />
Adam dotknął klamki szkoły. A za nim stał Marek i go zatrzymał.<br />
- Jesteś pewny? &#8211; spytał Marek.<br />
- Nie. Nigdy nie byłem pewny. Ale przeszkadza ci to?<br />
- Nie wiem.<br />
Dzień był piękny, słoneczny, a szkoła duża. Dwustu uczniów. Marek z shotgunem, Adam z kałachem. I to Adam dotknął pierwszy klamki. On zginie pierwszy.<br />
- Nie boisz się? &#8211; spytał Marek.<br />
- Człowiek boi się wtedy, kiedy może zginąć. Nie boi się wtedy, kiedy jest pewny, że zginie.<br />
- To po co?<br />
I weszli. Zobaczyli korytarz w którym było mnóstwo drzwi. Trwała lekcja, więc weszli do pierwszej, lepszej klasy i strzelili jednemu dziecku w głowę.<br />
- Wszyscy wychodzić! &#8211; krzyknął Adam.<br />
I oni posłusznie wychodzili, depcząc ciało zmarłego kolegi. I tak do wszystkich klas, na wszystkich piętrach. I wszędzie było pełno ciał, krwi i łez. Bo dzieci płaczą, kiedy się do niech strzela. A to była dziwna szkoła. 200 dzieci, choć teraz już jakieś 186. Wszystkie dzieci stały na korytarzach. Pod ścianą. Miały po 10 lat. Adam i Marek po 25. I nadal biegali z bronią i krzyczeli.<br />
- Pod ścianę! Pod ścianę! Nie odzywać się! Nie płakać! &#8211; krzyczał Adam.<br />
I tak biegali. Aż w końcu jeden chłopak się złamał. Nie nerwowo. Po prostu kręgosłup mu się złamał i upadł. A kręgosłup mi z tyłu zaczął zwisać. A przynajmniej to co z niego zostało. Podbiegł do niego Marek. Chciał mu pomóc. Postawić na miejscu.<br />
- Zostaw go! &#8211; krzyknął Adam. &#8211; Nie możesz go dotykać! Bo będziesz taki jak oni.<br />
- A klamka?<br />
- Dla mnie nie ma już ratunku, tak jak dla tej klamki w drzwiach.<br />
Adam podszedł do resztek dzieciaka. Strzelił kałasznikowem mu w głowę. Wtedy inne dziecko wyszło z szeregu, wyciągnęło pistolet i jednym strzałem rozwaliło głowę Adama. Mówiłem, że zginie pierwszy.<br />
- Nie wyjdziecie stąd. &#8211; powiedziało dziecko<br />
Bo żadne z tych dzieci, mimo, że martwe, nie umarło. One już były martwe. Każde z nich było zombie. I teraz ścigały Marka. A szkoła iście dziwna, bo bez nauczycieli była. Więc Marek zaczął strzelać. Jeden strzał, jedne flaki więcej. Pełno zaschniętej krwi w żyłach mieli, mózgi plamiące ściany i dzieci zupełnie nagie, śmierdzące i zgniłe. A co gorsza, poruszające się. Gonili Marka, który miał tylko 7 naboi.<br />
To czemu płakały, skoro to dzieci zombi? Bo ich oczy, podczas gnicia, wysychają, poprzez strużkę łez. Tak im oczy wychodzą na wierzch.<br />
Marek wyciągnął miecz z za pazuchy. I ciął to, czego nie mógł już zastrzelić. Do tego nadal uciekał. Bieg przez korytarz pełen dzieci zombi w stronę wyjścia. Widział je. Czuł wiatr, bo drzwi zostawili otwarte. Cieszył się, bo wiedział, że zdoła dobiec do drzwi. A za drzwiami urocza wolność. Poza szkoła nie byłą tego koszmaru. Nie było dzieci zombi. Choć, były inne szkoły dzieci zombi. Jeszcze tylko 10 metrów, czyli jakieś siedmioro dzieci to zarżnięcia. Ciął i ciął. I przeciął sobie drogę do drzwi. Jeden krok i będzie wolność. Marek złapał za drzwi i je zamknął, potem zaryglował i zniszczył tak, aby nie można był ich otworzyć. Bo on nie chciał uciekać.<br />
- A teraz wszyscy zginiemy!<br />
I wtedy dzieci go dopadły. I zaczęły zjadać. I tak zginął.</p>
<p>- Ale Adam, o co my walczymy? Przecież nie o to, aby wygrać. Bo nie jesteśmy w stanie zniszczyć wszystkich zombi na świecie. A nawet jeśli, to i tak przyjdą nowi. I na pewno nie o to, aby żyło się lepiej naszym dzieciom. Bo zombi nas nie atakują, tylko my ich. I na pewno nie dla siebie, bo na pewno zginiemy. Więc po co?<br />
- Walczymy po to, aby zginąć w walce!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/06/04/205/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szczerze mówiąc nie wiem</title>
		<link>http://socek.org/2009/05/20/szczerze-mowiac-nie-wiem/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/05/20/szczerze-mowiac-nie-wiem/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 May 2009 19:45:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/2009/05/20/szczerze-mowiac-nie-wiem/</guid>
		<description><![CDATA[Zło nadeszło. Nie ma oczu. Bo po co złu oczy? Zło jest w naszych sercach. Zrozumcie to. Jesteście jacyś dziwni. Kto w ogóle wpadł na pomysł, aby złu dawać oczy? To był taki motyw z lampą. A ja jestem sobie poduszeczką. Do wypłakania. Ułóż się wygodnie, to może i masażyk zrobię. I ci głowę rozwalę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zło nadeszło. Nie ma oczu. Bo po co złu oczy? Zło jest w naszych sercach. Zrozumcie to. Jesteście jacyś dziwni. Kto w ogóle wpadł na pomysł, aby złu dawać oczy?<br />
To był taki motyw z lampą. A ja jestem sobie poduszeczką. Do wypłakania. Ułóż się wygodnie, to może i masażyk zrobię. I ci głowę rozwalę o ścianę. Albo tylko twój umysł wyjmę, pożrę i wypluję.<br />
Czujesz się wypluty? Albo wypluta? Albo wypluto? Pluto to taki pies. A ja dzisiaj styrany wróciłem z roboty. Fajnie było tyrać. Kiedy wypłata? W pieniądzach, kostkach cukru czy szlagach?<br />
Szlagier to taki śląski utwór muzyczny. Chyba. To taka ryba. A ja mam nadzieję, że podoba się wam to co z wami robię.<br />
A co ja robię? Szaleję bez granic. Szał was też ogarnia? Ogień w waszych sercach. Ogień w twoim sercu. Zobacz go i zgaś. A potem rozpal na nowo. Ja tak robię.<br />
A przynajmniej staram się. Mam ochotę, abyś się pogłaskał/a. Wciśnij przycisk, może pomoże.<br />
Dobra, wróćmy do rzeczywistości. A rzeczywiste nie znaczy rzeczowe. Przedmiotowe traktowanie ludzi. To mnie już nudzi. Moją koszule brudzi tyle istnień. A mam w sobie tyle złudzeń. I obłuda. Tylu ludzi się poznało, tylu ludzi się skurwiło. Albo zawsze tacy byli, nie zawsze to pokazując? Ale poszli, przegonieni. Niedoścignieni w swej głupocie. Ich głowy wiszące na moim płocie. Znajdzie sens w tym bełkocie.<br />
Mam zegarek i długopis. Kartki nie mam. A chcę zmienić swoje życie. Rymy skrycie. Fuj.<br />
O kim mogę pomyśleć? O czym? O niczym już nie myślę. Zacząłem szaleć i działać. Czy działam na ciebie? A co ważniejsze, czy działam w tobie? Zostawiam część siebie i uciekam.</p>
<p>Właśnie uciekłem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/05/20/szczerze-mowiac-nie-wiem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dla Agnieszki 2</title>
		<link>http://socek.org/2009/05/17/dla-agnieszki-2/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/05/17/dla-agnieszki-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 17 May 2009 19:58:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=198</guid>
		<description><![CDATA[Stoję sobie. Sprawdzam godzinę. Godzina jest dobra. Ognisko. Ilu nas tu jest? Pięcoro? Sześcioro. Początki. Jedna dziewczyna. Fajna, ale szczylem jestem. Ale i tak jest fajnie. Jest co wspominać. Mało nas. Ale taki już jestem. I kot co chodzi własnymi ścieżkami. Znowu sprawdzam godzinę. Godzina jest zła. Jestem sam. Prawie. Kot, się krząta. Ale krząta. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Stoję sobie. Sprawdzam godzinę. Godzina jest dobra. Ognisko. Ilu nas tu jest? Pięcoro? Sześcioro. Początki. Jedna dziewczyna. Fajna, ale szczylem jestem. Ale i tak jest fajnie. Jest co wspominać. Mało nas. Ale taki już jestem. I kot co chodzi własnymi ścieżkami.<br />
Znowu sprawdzam godzinę. Godzina jest zła. Jestem sam. Prawie. Kot, się krząta. Ale krząta. To znów krzyczy. I znów krząta. I znów jest. Czuje się bezpiecznie. Coraz bezpieczniej. Aż nagle zabolało. Ale im dalej rzucam, tym mocniej wraca. Niezależnie od niczego i od wszystkiego. Zawsze wraca i mimo, że kiedy go nie ma, to zawsze jest ze mną.<br />
Która to godzina? I znów jest fajnie. Jest nas tu wielu. Ognisko, gitara. Jeden śpiewa, drugi śpiewa. Wiele dziewczyn tu jest. Jednych nazywam przyjaciółmi, innych nie. Ale jestem w tłumie. Pierwszy raz, jestem w tłumie. Kot tu i tam skacze. Nadal potrafi zadrapać. Ale ja też potrafię zadrapać jego. O! I moja niana przyszła. Ale jeszcze nie jest moją nianią. I jest także mój najlepszy przyjaciel. Piękna nazwa, tylko trochę nie szczera. Już raz, może dwa, nie szczera.<br />
Ile mi czasu zostało? Źle mi czas leci. Zostałem okłamany. Przyjaciel? Coś prosty ten przyjaciel. Coś mnie nie słucha, ale nie przejmuje się moimi słowami. Niektórych rzeczy po prostu się przyjaciołom nie robi. Ale podobno się im przebacza. Przebacza. Przebacza. Znowu przebacza? Co jest dla ciebie ważniejsze? Przyjaciel czy twoja niepochamowana rządza? Przyjaźń, czy nie przyjaźń? Ja czy ty? Pierwszy, kurwa, raz?<br />
Patrzę na zegarek. Czasy są ciężkie. Leżę i krwawię. A w około pełno znajomych i nieznajomych. Ale leżę sam. Zupełnie sam. Nie płaczę, wybaczam, ale nie zapominam. Przyjaciel stoi koło mnie, klepie po ramieniu, przeprasza. Ale nie leży koło mnie.<br />
Kiedy to było? Było wtedy fajnie. Była i niania. I kot był. I przyjaciel mój był. Niania już wtedy niania. Mało napisałem o niani. Niech wybaczy, ale to nie o niani dziś chciałem poopowiadać. Nie było śpiewaków, grajków. Nie potrzebowałem ich. Czasami ktoś traci moje zaufanie. Ale cieszę się. Nóż w moim sercu też tam gdzie sobie leży. I niszczy mnie powoli, ale systematycznie. Czasami serce moje wraca. Ale wtedy nóż też wraca. I znowu przestaje się lubić z własnym sercem.<br />
Czy to ja jestem zły? Że nóz celuje w serce? Gdybym wiedział, że to nóż jest zły, może nie trafiałby? Ale co tam, już za późno na gdybanie.<br />
Ile to czasu minęło? Tak szybko z góry czasów w dół? Co ja tu właściwie kurwa robię? Płaczę sobię. Sam? Jest tu kot, jest moja niania jest i mój przyjaciel. Poklepią, ale mimo iż próbują, nie umieją mi pomóc. A może ktoś tu nie próbuje? Ale o co ja w ogóle płaczę? O to, co wiem, że nie dla mnie. Nie przypasowanie. Wiem, że jest złe. Ale nad czymś tu nie panuję.<br />
Jak długo tu siedzę? Nadal jest źle. Nadal są ze mną. Tylko nagle, to ja tu kogoś poklepuję po ramieniu. Ktoś płacze na moim ramieniu. Czasami chciałbym coś w zamian. Nic nie dostaję? Nie wymagam, czekam. Może kiedyś. Może coś. Ale boli nadal.<br />
Nie wiem ile to trwa. Ale czasami złymi i dobrymi było. Aż w końcu, ktoś tu chyba nie pomyślał. Przyjaciel wziął nóż i wbił mi w serce. Przyjaciel? Ale on przecież nic nie zrobił. Fakt, nic nie zrobił, aby być moim przyjacielem. Ale ja przecież tragizuję! Szaleję! Nie przeczę. Ale kiedy z przebitym sercem, nagle dostaje się nóż w plecy, to już nie można zachowywać się normalnie. A miało być tak pięknie.<br />
Ale ja nigdy nie byłem normalny. Ale zawsze miałem zasady. Ale dziś i tutaj, to grzech mieć zasady. A co gorsza, starać się mieć przyjaciół z takimi samymi zasadami. I czasami reaguję alergicznie. I moi przyjaciele o tym wiedzą. Bo inaczej nie są moimi przyjaciółmi, co nie?<br />
Wyłączam maszynę do podrózy w czasie. Wyłączam zdjęcia. Chciałem tylko sobie powspominać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/05/17/dla-agnieszki-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Darmowe przytulanie &#8211; Dzień kultury ulicznej</title>
		<link>http://socek.org/2009/05/14/darmowe-przytulanie-dzien-kultury-ulicznej/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/05/14/darmowe-przytulanie-dzien-kultury-ulicznej/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 May 2009 09:08:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=196</guid>
		<description><![CDATA[Dnia 19 czerwca 2009 odbędzie się Dzień Kultury Ulicznej. Ja będę tam z ramienia TGFu. Będę miał zadanie trochę inne od klimatu TGFu. Otóż w ten dzień, chciałbym zorganizować akcję Free Hugs. Czyli po postu będę popierdzielał z napisem &#8220;Darmowe Przytulanie&#8221; po ul. Krakowskiej. Zapraszam wszystkich na tą imprezę, a szczególnie zapraszam wszystkich którzy będą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dnia 19 czerwca 2009 odbędzie się <a href="http://kulturauliczna.blogspot.com/">Dzień Kultury Ulicznej</a>. Ja będę tam z ramienia <a href="http://tggf.socek.org/">TGFu</a>. Będę miał zadanie trochę inne od klimatu TGFu. Otóż w ten dzień, chciałbym zorganizować akcję <a href="http://www.youtube.com/watch?v=vr3x_RRJdd4">Free Hugs</a>. Czyli po postu będę popierdzielał z napisem &#8220;Darmowe Przytulanie&#8221; po ul. Krakowskiej. Zapraszam wszystkich na tą imprezę, a szczególnie zapraszam wszystkich którzy będą się chcieli tego dnia po prostu przytulić. Jeśli ktoś chce, to też może wziąć kartkę papieru, napisać &#8220;darmowe przytulanie&#8221; i chodzić ze mną.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/05/14/darmowe-przytulanie-dzien-kultury-ulicznej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

