Archive for the 'Moja twórczość' Category

$3- $7

Kiedy patrze na las
Widzę siebie
Kiedy patrzę na wodę
Widzę ciebie
Kiedy patrze w niebo
Nie widzę nic
Bo słońca nie ma
I nas tak naprawdę też nie ma

A ja i tak się cieszę
Bo i tak patrzę
W las
I w wodę
Które nie mają nic wspólnego
Ale las płonie w najlepsze
Bo dawno tego nie robił

$3 – $6

Jeśli coś umiera
Jak kwiat
To można to poczuć
Jak ukłucie

Jeśli umiera coś
Czego nigdy nie było
To czuje się nicość
Wszechogarniającą

Nie czuje się strachu
Czuje się inteligencje i mądrość
Czuje się szczęśliwym?

$3 – $5

Dziś się obudziłem
Trochę chudszy
Trochę słabszy
Kolejny rok mija

Pomagałem dzisiaj
Stanowczo i zdecydowanie
Kolejny rok mija

Nigdzie nie byłem
Nikogo nie spotkałem
Coś mnie omija

Chciałem żyć inaczej
Dać coś innego
A moje życie przemija

$3 – $4

Bo ja tak bardzo szczęśliwy
Inaczej niż wcześniej
Choć robię to samo co wcześniej
Robię błędy

Zacząłem znowu podążać
I umierać
Robię błędy

Jak łowca zmysłów
Szukam siebie dawnego
I się cieszę bo
Popełniam błędy

$3 – $3

I nadszedł czas
Aby użyć zwykłych ust
Moich ust
Do podmuchania
W rozpalony las
Z bliska

I choć wiem
Że się spalę
To jak debil dmucham
I dmucham

W sumie
To czekam aż się spalę
Bo co innego mi zostało?

$3 – $2

Idą gniewne dni
Pytanie tylko
Po kogo

I w jaki wiatr
Są ubrane

Nie stukaj
Nie czekaj
Nie oddychaj
Bo po co
W końcu
Przyjdą gniewne dni

Blind

Siedziałem z kumplem przy czarnym stole. Graliśmy w pokera. Teksas hold’em, jeśli to kogoś interesuje.
- Blindy na stół! – powiedział.
Wziąłem biały żeton za 50 i położyłem. On położył ten za 100 i rozdał karty. As Kier i Dama Pik. Nic w ręce nie miałem, ale chęć do wygrania miałem ogromną. Moja kolej na licytację. Położyłem żetony.
- 200 – powiedziałem
- Ostro. Nie za ostro?
- Nie chcesz, to nie graj. – blefowałem. Chciałem wygrać więcej. Chciałem grać dalej. Chciałem, aby i on chciał grać.
- 300 – i położył żetony.
Zaczęło się. Teraz muszę podbić tak, aby wyrównał i grał dalej.
- 500! – powiedziałem. Po czym mój kolega wsadził mi nóż w serce. Chyba jednak nie chciał grać. Do końca nie wiedziałem.
Zemdlałem. Ocknąłem się w następnej turze. Jego karty leżały na stole, a on odwrócony plecami do mnie. Czemu jestem taki przywiązany?
- Stary! Przepraszam. Nie chciałem tyle licytować.
Spojrzał na mnie, ale jeszcze nie obrócił się. Po czasie przestałem rozumieć po co to robiłem.
- Stary, proszę, wybacz mi.
Powoli przepraszałem. Powoli się obracał. Aż w końcu, bo długich bojach, obrócił się i zaczął znowu nieświadomie grać.
Na stole trójka karo, szóstka karo i dziesiątka pik. Znowu nic. Dalej blefować?
- 100
Nie za wysoko! Nie mogę za dużo licytować, bo znowu się skończy.
- 200 – odpowiedział
Byle, nie za dużo!
- 300
Za dużo. I znowu oberwałem nożem. Ciął od serca w dół, aż do brzucha. Wyjął. Dopiero teraz zobaczyłem, jak bardzo krwawiłem. Jak mocno zabrudziłem podłogę. Kto to teraz posprząta?
Następna karta na stół. Siódemka karo. Ale słabe rozdanie. I znów trzeba przepraszać. I grać w tą głupią grę. Tak bardzo nie chcę grać. Równie bardzo, jak chcę wygrać. Oh! Jak ja chciałem, aby on chciał grać dalej! A po przeprosinach…
- 50 – powiedziałem
- 100
- 150
O co ja w ogóle gram? Czym ja gram?
- 250
Nie umiałem się powstrzymać. Teraz nóż podszedł do gardła. A potem ciął już nie wiem gdzie. miałem już dość. Sam się obróciłem od stołu.
Potem miałem chwile spokoju. Zapomniałem o pokerze, zapomniałem o tym o co grałem. I miałem spokój.
Ale potem usłyszałem wołanie z daleka. Lekkie pukanie w ramię. Nie chciałem do tego wracać, ale musiałem coś zrobić, aby wołanie i pukanie ustało.
Obróciłem się i powiedziałem wprost.
- Nie wygram, a tak bardzo chciałem. Nie stać mnie już na dalszą grę. Pasuje.
Nic nie mówiąc odszedł. A ja nie wiedziałem, czy bym wygrał. Odziwo ktoś przyszedł i odkrył karty. Przegrałem. Przegrałem tyle czasu.
Boje się rewanżu.

$3 – $1

O(d)powiadam

Słowa bez wyrazu
Wyraz jak głazy
I ukamieniowanie

Uciąć jeden sznurek
Aby nie ucinać wszystkich
I nie próbować latać

Przecież wiem
Nie umiem latać
Nie sam

Takie jest życie
Wszyscy mi mówią
Taki jestem ja
Odpowiadam sobie sam

Jogurt

Adam i Ewa byli przyjaciółmi od zawsze. Nigdy parą nie byli. Pewnego razu Ewa spała u Adama. On na ziemi, ona na jego łóżku. Gdy się obudziła, zuważyła, że jest przywiązana do łóżka. Ręcę miała związane prosto nad głową, a wyprostowane nogi były przywiązane do dołu łóżka. Miała na sobie zieloną koszulę i dzinsy. Wtedy zobaczyła Adama. Był ubrany w swoją ulubioną koszulkę i dzinsy.
- Co robisz? – spytała
- Zaraz zrozumiesz. – i zawiązał jej oczy.
Potem rozpiął jej spodnie i powoli ściąnął w dół, odsłaniając jej białą, koronkową bieliznę oraz jest długie piękne nogi.
- Adam, ja nie chcę. – powiedziała spokojnie, ale z lekkim strachem
Adam pocałował jej prawą stopę. Mimo, iż Ewa nie miała na to ochoty, spodobało się jej to. Drugi pocałunek wylądował ponad kostką. Był to wolny, ciepły całus. Następny pocałunek wylądował pod kolanem. Ewa zaczęła się czuć podniecona. I znowu całus coraz wyżej, nad kolanem. Ciepłe wargi Adama deliketnie pieściły fragmenty skóry Ewy. Dwa całusy uda. Coraz bliżej bielizny. Ewę coraz bardziej rozgrzewała ta zabawa. Ale to nie czas na ściągnięcie majtek.
“Proszę, jeszcze nie kończ tego!” – krzyczała w duchu.
Adam podwinął jej bluzkę i jego oczom ukazał się piękny, biały stanik. Następny ciepły i ponętny całus wylądował na brzuchu. Adam powoli zbierał się do następnego. Całus pod piersiami. Ewa już zupełnie podniecona chciała jeszcze. I dostawała coraz więcej. Gorący całus nad piersiami. Ewa leżała cicho i w skupieniu, zastanawiąjąc co się dalej będzie działo. Długi całus jej długiej, miłej w dotyku szyi.
“Zaraz zaczniemy się całować.” – pomyślała Ewa. Ale Adam ani o tym myślał. Pocałunek powędrował w jeden policzek. Potem w drugi. Czas na drugą stronę Ewy, tylko teraz z góry na dół. Szyja, ponad piersiami, pod piersiami, brzuch, nogi i stopy. Trwało to długo, a Ewa już była bardzo podniecona. Chciała jeszcze dłużej się pobawić. Ale Adam przez długą chwilę nic nie robił. Ewa zaczęła się niecierpliwić. Dlatego cicho i spokojnie powiedziała:
- Jeszcze.
Wtedy Adał pocałował ją w otwartą rękę. Tak! Zabawa trwa nadal. I nadal jest bardzo podniecająca. Całus pod łokciem. Powoli i skutecznie. Ciepłe usta Adama spotkały się z ciepłą skórą Ewy ponad jej łokciem.
“Tak! Nie przyśpieszaj!” – mówiła sobie w duchu Ewa. Nigdy nie myślała o zbliżeniu seksualnym z Adamem. I teraz tego bardzo żałowała. Gorący całus pod pachą. Ewa zadrżała na chwilę. Tam była bardzo delikatna. I znów całus w szyje. Ale tym razem nie było całusa w policzki. Nadszedł czas na pocałunek usta-usta. Krótki, ale bardzo ponętny i zachęcający na więcej. Znowu szyja.
“Nie przestawaj!” – w milczeniu i skupieniu myślałą sobie Ewa. A Adam ani myślał o zaprzestaniu. Trzeba jeszcze jedną ręką obcałować. Powoli, subtelnie i z gracją. Aż w końcu nadszedł ostatni pocałunek, w otwartą dłoń drugiej ręki.
“I co teraz?” – zastanawiała się Ewa.
Adam zaczął całować Ewę w usta. Ona postanowiła nagrodzić starania Adama i zacząła się scena długiego, gorącego i ponętnego pocałunku dwojga zakochanych w sobie ludzi. Zanim się ta scena skończyła, Adam zaczął powoli ściągać Ewie majtki. Nie protestowała ani trochę. Ewa była już wtedy wilgotna, więc Adam bez skrępowania włożył dwa palce w nią. I zaczął nimi ruszać w górę i w dół sprawiając tym Ewie coraz więcej przyjemności seksualnej. Aż w pewnym momencie Ewa już nie byłą w stanie skupić się na całowaniu Adama, więc kiedy on zauważył, że ma wolne usta, postanowił zamienić swoje palce na swój język. Zaczął ją delikatnie, ale zdecydowanie lizać po jej kwiecie seksualności, sprawiając jej coraz więcej przyjemności.
Robił tak na tyle długo, aż nie uznał, że już koniec. Przerwał i ściągnął Ewie opaskę. Ona zobaczyła, że Adam jest cały nagi. I powoli zaczęła się napawać tym widokiem. Adam rozwiązał jej ręcę i nogi. Wtedy Ewa objęła go rękami i nogami.
I w sumie mógłbym napisać dalej. Albo nawet zakończyć w tym miejscu. Ale wybaczcie, jestem tylko Sockiem.
Wtedy Adam wziął przygotowany uwcześniej nóż i wsadził Ewie w wątrobę. Krwi było w cholerę, tak jakby komuś się słoik w dupie rozstrzaskał. Wtem Adam powiedział:
- Szmata!
I nagi poszedł do miasta po jogurt.

Samobójca IV

Dzień przed.
No więc po 25 latach męki, zamiast kupować sobie psa, kupiłem pistolet. Zaczynam pisać dziennik i strzelam sobie w głowę.

Dzień I
No więc popełniłem sobie samobójstwo. Nawet ciekawe przeżycie. Oczywiście, tak jak przewidywali chrześcijanie trafiłem do piekła. Nie jest to takie piekło, jak oni przewidzieli.

Dzień II
Trudno w sumie opisać jak to piekło wygląda. Tak samo jak trudno by było opisać osobie niewidomiej co za kolor się widzi. Mamy tu coś w rodzaju elektryczności, coś w rodzaju telewizora i coś w rodzaju komputera. Tylko siebie nie mamy.

Dzień III
Wiecie co? Znalazłem drzwi! Ale w sumie po co mi one? Ja i tak się wyjść boje. A za oknem mój osobisty demon patrzy i oddycha. Znaczy, że w odróżnieniu ode mnie on żyje?

Dzień IV
Ciężko to nazwać rozmową, ale komunikowałem się dzisiaj. Dowiedziałem się paru ważnych rzeczy. Na przykład jak się używa klamki i kilka naście powodów dla których lepiej tego nie robić.

Dzień V
Poszedłem spać. No i co?

Dzień VI
Wstałem. Jutro podobno czeka mnie odpoczynek. Tylko jak to? Przecież ja nie pracowałem.

Dzień VII
Tracę kontakt ze światem. Tracę siebie. Zatracam się. A drzwi nadal zamknięte. Strasznie się boje.

Dzień VIII
Ponoć do odważnych świat należy. Ale co to za świat jest, z którego chciałem uciec?

Dzień IX
Kontaktowałem się dziś ze swoim demonem. Rozmowna bestia w sumie. Tylko czemu ja nic nie pamiętam?

Dzień X
Odchodzę od zmysłów. A może po prostu one dawno we mnie już umarły?

Dzień (a kogo to obchodzi?)
Dziś postanowiłem otworzyć drzwi, więc zrobię to jutro.

Dzień (w sumie następny)
Ze strachem otwarłem drzwi. Demon mi nie pomógł, ani nie zaszkodził. Po prostu został.

Dzień po
Tak naprawdę przeżyłem niestety. Lekarz mówi, że za pół roku wrócę do zdrowia. A wtedy znowu spróbuje popełnić samobójstwo.