Archive for the 'Moja twórczość' Category

Page 3 of 18

Władca Trzech Bram IV

Do dziwnego pomieszczenia weszło trzech archaniołów. Ich demony zostały. Na środku Baal leżał na ziemi.
[Baal] Witam w swoich skromnych progach. Cóż was do nas sprowadza?
[Michał] Kim jesteś? Co tutaj robisz? Jak się tu znalazłeś? Co…
[Baal] Dużo pytań. Może po kolei drogi kolego? Ja się przedstawiłem już. Nie bądźcie nie uprzejmi i sami się przedstawcie.
[Michał] Archanioł Michał, władca wszystkich aniołów.
[Gabriel] Archanioł Gabriel, władca całej materii, a co za tym idzie: pomocnik Pana, stwórca.
[Rafael] Archanioł Rafael, władca ludzkich uczuć.
[Baal] Rafael. A więc teraz tak ma na imię nowy kozioł ofiarny. Jak tam twoja wybranka?
[Michał] Skąd wiesz o tym co się dzieje na ziemi?
[Baal] Otóż drogi trójskrzydlasty, wiem o rzeczach o których ty byś nigdy nie pomyślał.
[Gabriel] O czym ty mówisz?
[Baal] O tym, że jesteś tylko tępą marionetką.
[Gabriel] Marionetką?
[Baal] Tak. Marionetką. Wiem o was wszystko.
[Michał] A skąd ty to możesz wiedzieć? Przecież byłeś zamknięty!
Baal się zaśmiał. Gabriel obrócił się i spojrzał na bramę. Znak Boga z tej perspektywy nie był już odwrócony.
[Gabriel] To nie on był zamknięty. To myśmy przez cały czas byli zamknięci.
[Baal] O! Nareszcie jakiś rozgarnięty stwórca. Jesteś pierwszym, który na to wpadł.
[Michał] Jak to pierwszym? O czym ty mówisz?
[Baal] Dawno dawno temu… A zresztą, niech on sam wam o tym opowie.
Przez otwartą bramę wszedł Władca Trzech Bram. Kiedyś podobny do archaniołów, ze skrzydłami. Dziś podobny do Baala leżącego na środku sali strażnika. Z jego pleców wychodziło 8 lian, albo raczej ogonów. Pięknych, długich.
[Bóg] A więc moje archanioły dotarły nareszcie tutaj. Trochę to trwało.
[Baal] Nie przywitasz się ze mną, bracie?
[Bóg:krzyk] Nie jesteś moim bratem!
[Baal] Wiem, wiem. Nigdy nim nie byłem. Jestem tylko jego nędzną imitacją. Cóż, trzeba było go nie zabijać.
[Michał] O czym on mówi panie?
[Bóg] To długa historia.
[Baal] Ach! Nie bądź taki małomówny. Opowiedz swoją historię.
[Bóg] Milcz!
[Baal] Oj nie! Nie będę milczał. Opowiem wam teraz historię świata, które zostało przed wami zamknięte zanim zostaliście stworzeni. Otóż to co znacie to tylko mały ułamek całości. Wasz świat jest tylko pokojem, w budynku zwanym galaktyką, w mieście zwanym wszechświatem. W tym domu żyła kiedyś szczęśliwa rodzina. Był tam ojciec rodziny, jego imię brzmi Maesto. Miał dwóch synów, Baala, mój pierwowzór, oraz Jurdai, stojący przed wami wszystkimi. Pewnego dnia, nadszedł czas zaślubin dwóch braci z wybranymi przez siebie żonami. Baal jednak, na swoje nieszczęście, próbował zabrać żonę bratu. Ta w dowód miłości Jurdaiowi popełniła swego rodzaju samobójstwo. Kiedy on się o tym dowiedział, poszedł walczyć z bratem i go zabił. Gdy o całej sprawie dowiedział się Maesto wpadł w złość, która trwa po dziś dzień. Nie zniósł myśli, że jeden z jego synów zabił drugiego. Postanowił zabić swojego drugiego syna. Niestety, gdy przyszło co do czego, serce Maesto nie pozwalało mu zabić jego własnego syna. Zatem wtrącił go do jednego z pokoi i zamknął. Próbował wskrzesić swojego syna, ale jedynym rezultatem takich prób byłem ja, niedokończony klon. Zamkiem, który miał zamknąć Jurdaia na zawsze była brama, podobna do tej którą widzicie tutaj. Jednak była słaba i po niedługim czasie została zniszczona. Jurdai wydostał się, jednak nie był w stanie pokonać własnego ojca, więc ten wrzucił go z powrotem i stworzył mocniejszy zamek. Za każdym razem tworzył mocniejszy zamek, ale Jurdai się uwalniał co jakiś czas. Wy jesteście już piątą świtą Jurdaia.
[Michał] Piątą świtą? O czym on mówi panie?
[Baal:śmiech] Zostaliście stworzeni tylko po to, aby wzmocnić siłę waszego stwórcy.
[Bóg] Milcz!
W ręce boga nagle pojawił się miecz. W tej samej chwili miecz przebił głowę Baala i doprowadził do jego rychłej śmierci.
[Bóg] Nie mamy za dużo czasu.
[Gabriel] Czasu? Na co?
[Bóg] Muszę się spotkać z ojcem.

Wojna była długa i nie warta wyszczególniania. Najpierw zginęły demony, broniąc swoich archaniołów w pierwszych bitwach. Potem ginęły kolejno zastępy aniołów. Aż w końcu, po 300 lata walki, zginął Michał i Rafael. Bóg został prawie sam, więc uciekł do klasztoru w piekle. A za nim Gabriel. Jednak on nie uciekał. Stał przed bramą piekła. Przyglądał się jej pieczęcią.
[Gabriel] Piekło, Gabriel, Bóg, Strach, Ból, Miłość. Zaklęcie tworzące i otwierające bramy piekielne.
Bramy piekła otworzyły się. Gdy Gabriel wszedł do środka, zobaczył kolumny piekielne. A w każdej z nich był człowiek, zmagający się ze swoim największym strachem. I przegrywał tę walkę ciągle od nowa. Stąd Bóg czerpał energię. Ludzie, pomimo tego, że zostali zostawieni sami sobie, żyli dalej. Nie wiedzieli nic o wojnie. Ale mimo tego, że produkcja energii nie spadła, to i tak nie starczyło to, na wygranie wojny. Armia Maesto była silniejsza.
Czas w piekle nie istniał, zatem Gabriel popędził ile sił w nogach do klasztoru. Kiedy dotarł do klasztoru, Lucyfer już na niego czekał przed wejściem. On jedyny nie brał udziału w wojnie. Bóg powiedział, że ktoś musi zostać w piekle, aby nikt nie zaatakował tego świata. On jedyny nie widział okropieństw wojny. Gabriel wyciągnął miecz i powolnym krokiem zdbliżał się do Lucyfera.
[Gabriel] Samael nie żyje. Lewiatan nie żyje. Behemot… Także nie żyje. Michał i Rafael… Oni wszyscy nie żyją. Lucyferze, przeklinam naszego stwórcę z całego serca.
[Lucyfer] Gabryś! Nie powinieneś tak mówić.
[Gabriel] A pieprzyć to, że nie powinienem. Nie powinienem mieć powodów, aby opłakiwać swoich braci. Nie powinienem był wchodzić w żadną wojnę. Już po bitwie na Oczodołach powinniśmy byli się zorientować, że nie mamy szans.
[Lucyfer] To już nie ma znaczenia. Już jest za późno.
[Gabriel] Tak, jest już za późno aby uratować naszych braci. Ale nie możemy tego tak zostawić! Bóg musi zginąć! Mimo, że nie było cię tam z nami, to znasz opowieść Baala. Za jakiś czas, Władca Trzech Bram stworzy nowych archaniołów. I znowu doprowadzi do wojny, której nigdy nie wygra. Nie możemy do tego dopuścić drogi bracie.
Lucyfer wyciągnął swój miecz.
[Gabriel] Nie przyszedłem tutaj, aby się z tobą bić, ani zabić. Przyszedłem tutaj dokończyć to, czego Maesto nie umie skończyć. Jeśli nie chcesz mi pomóc, to przynajmniej pozwól mi wejść.
[Lucyfer] Drogi bracie, bardzo żałuję, ale nie będę chronił Boga. Nie po tym co się stało. I jeśli to możliwe, pomogę ci zabić naszego stwórcę.
Wbiegli zatem razem do klasztoru.
[Bóg] Głupcy!
Usłyszeli tylko ten głośny krzyk i umarli szybko.

Po prostu adam

[Adam] Ja po prostu chcę pisać! Potrzebuję natchnienia. Czy Ty tego zrozumieć nie umiesz?
Adam pokiwał głową na znak zgody.
[Adam] No więc pomóż mi. Zabij tamtą kobietę.
Adam wyciągnął pistolet i strzelił kobiecie w łeb. Dziwne, ale upadła nieżywa.
[Adam] E tam! Za mało krwi. Po prostu się przewróciła. Co to ma być za natchnienie? Trzeba coś lepszego wymyśleć.
Adam wyciągnął Uzi i zaczął strzelać do wszystkich.
[Adam] O! Masowy mord! Fajnie. Strzelaj dalej, im więcej trupów, tym łatwiej będzie o tym napisać.
Po chwili…
[Adam] Nie no, to nie jest to! Ja potrzebuję natchnienia! A jedyne co Ty robisz, to tworzysz statystykę. Może coś podpalisz? Albo nie, to już było.
Adam wyciągnął z kórtki wszystkie choroby świata w proszku.
[Adam] O! Masowa zagłada bronią biologiczną. Fajna rzecz, ale nie o to mi chodzi. Za długo by to trwało.
Adam zjadł proszek.
[Adam] No i co najlepszego zrobiłeś? Jeszcze się przeziębisz! A jesteś mi taki potrzebny!
Adam popił olejkiem do opalania.
[Adam] Właśnie! Wiem! Napisze o ochronie środowiska. To będzie piękny kawałek poezji. Napiszę o tym, jak pięknie spierdoliliśmy nasz świat. O tym jak on nas teraz zabija.
Adam beknął.
[Adam] Zawsze byłeś nieokrzesanym gburem tatusiu. Przecież nie napiszę o twoim bekaniu! To by było chore! To by było… niezwykle oryginalne swoją drogą.
Adam nie wiedząc co robić, wszedł do obrazu.
[Adam] Nie! Nie chcę opisywać obrazu. Po co to komu? Ludzie nie mają oczu, żeby opisywać im obraz?
Adam tak naprawdę oczu nigdy nie miał.
[Adam] Ale tutaj nigdy o nic tak napawdę nie chodziło. Zobacz tam. Dziecko biegnące do swojego rodzica. Czyż to nie piękne? Już wiem o czym napisze.
Kiedy Adam zasiadł do pisania pięknego wiersza. Takiego, jakiego świat nie widział. Byłby to najpiękniejszy wiersz na świecie, gdyby ktoś go w tej chwili nie zabił.
Adam więc poszedł do sklepu. I żałował, że zabił sprzedawce, gdyż nie umiał mleka znaleźć.

Trochę snu

Nieznany sen przyszedł do mnie i mówił o nieśmiertelności. Mówił jak domokrążca, który chce sprzedać swój towar za zbyt dużą cenę. Ale ja już przecież nie żyłem. Przerwałem mu więc i zapytałem się jak się nazywa. Nie odpowiedział. Po prostu wstał i wyszedł. Pozostawił mnie z moimi myślami i krzesłem, na którym siedziałem. A ja tak bardzo chciałem się położyć.

[Adam] Edward! Nie śpij w pracy!
Obudziłem się i spojrzałem na zegarek.
[Edward] Od 10 minut jestem po pracy.
[Adam] Ale od dwóch godzin śpisz. Nie śpij tyle, bo prześpisz koniec pracy. Narazie
[Edward] Narazie
Jestem stróżem w prywatnym budynku. Idę do pracy na 18:00, wychodzę z pracy o 8:00. Po pracy przychodzę do domu, wyciągam pistolet i strzelam sobie w łeb. A następnego dnia znowu do pracy…

Władca Trzech Bram odc.3

Michał wstał. Ciemność była wszędzie.
[Michał] Nigdy nie byłem w tym miejscu. Gdzie ja jestem?
Podłoga była ciemnością. Przestrzeń była ciemnością. Ale wszystko było widać. W tym miejscu Bóg chyba zapomniał oddzielić światło od ciemności. Michał zauważył Samaela.
[Michał] Samaelu! Żyjesz?
[Samael] Tak panie.
Samael wstał także, ale poruszał się na wszystkich swoich kończynach.
[Samael] Gdzie jesteśmy?
[Michał] Nie wiem Samaelu. Nigdy tutaj nie byłem. Ale pamiętam takie miejsce jak to. To było przed stworzeniem świata. Z takiej… materii, albo nawet jej braku, Pan stworzył ziemię. I szczerze mówiąc nie wiem co się z nami stało. Czyżby Bóg nas zniszczył i tak wygląda śmierć archanioła i demona?
Michał i Samael zaczęli się rozglądać. Po krótkich poszukiwaniach wyraźnej ciemności znaleźli coś szarego.
[Samael] Co to może być panie?
[Michał] Nie wiem. Przypomina ścianę. Jest trochę większa od największej rzeczy jaką widziałem.
[Samael] Czyli?
[Michał] Od bramy piekielnej.
[Samael] Patrz panie. Na tej ścianie jest coś napisane.
[Michał] To nie jest pismo. To są pieczęcie. A to nie jest ściana.

Telepatyczne rozmowa między Michałem a Gabrielem.
[Michał] Gabryś, jesteś tam?
[Gabriel] Misiu! Myślałem, że nie żyjesz. Nie ma cię ani na ziemi, ani w piekle, ani w niebie. Gdzie jesteś?
[Michał] Nie wiem gdzie jestem. Ale mam nadzieję, że tutaj dotrzesz. Znalazłem coś co zwali cię z nóg. Znalazłem czwartą bramę.
[Gabriel] Że kurwa co?!
[Michał] Nie przeklinaj. Dobrze wiesz, że tego nie lubię.
[Gabriel] Kurwa! Przepraszam. Ale jak to kurwa czwartą bramę?!
[Michał] Ehhh… Przyjdź i sam zobacz. Spróbuje cię jakoś nakierować.

Przed wielką bramą stanął w końcu także i Gabriel.
[Michał] I jak ci się podoba?
[Gabriel] To jest większa brama od tej, którą stworzyliśmy w piekle.
Gabriel dotknął wielkiej ściany.
[Gabriel] Czuć tutaj rękę mistrza. Czyżby Bóg, w tajemnicy przed nami, stworzył czwartą bramę? Ale po co? Chciał kogoś zamknąć? Albo ukryć coś przed nami?
Gabriel przyjrzał się pieczęciom.
[Gabriel] To nie są pieczęcie jakie my mamy na swoich bramach. Bardzo możliwe, że tego nie zrobił Bóg. Choć może…
[Michał] Co się stało?
[Gabriel] Ten znak. To znak Boga. Ale jest odwrócony. Więc nie wiem. Do tego długość zaklęcia jest dziwna. My używaliśmy 6 znaków. Jeden oznaczający co, drugi przez kogo, czyli mnie, trzeci drugiego stwórcę, czyli boga. 3 ostatnie to samo zaklęcie. Tutaj jest ich 11. Zupełnie nie wiem co to może oznaczać. Ale jedno jest pewne, to na pewno jest czwarta brama.
[Michał] Uda się je otworzyć?
[Gabriel] Chcesz otworzyć tą bramę nie mówiąc nic Bogu?
[Michał] Bóg wysłał mnie tutaj z jakiegoś powodu. Pewnie chce, abyśmy otwarli tę bramę, ale z jakiegoś powodu nie chce tego zrobić sam. To uda się ją otworzyć?
[Gabriel] Nie wiem. Możemy spróbować. Ale w tej chwili jest nas trochę za mało.
[Michał] O kim myślisz? Rafi na pewno tutaj nie przyjdzie, po tym co chciałem zrobić.
[Gabriel] Rafi już jest spokojny. Porozmawiam z nim i przyjdzie.
[Michał] A Lucek?
[Gabriel] Nie, Lucek nie przyjdzie. Siedzi z Bogiem w swojej katedrze i nie chce z niej wyjść. To chyba miało związek z tym co się stało.
[Michał] Rafi wystarczy, aby otworzyć tą bramę?
Gabriel popatrzał na Samaela.
[Gabriel] Nie, nie wystarczy. Ale mamy jeszcze kogoś.

Przed czwartą bramą zebrało się trzech Archaniołów i ich demony.
[Gabriel] A więc jesteście tutaj wszyscy. Nikt z nikim nie może walczyć, to ważne! Każdy powinien być wypoczęty. Jeśli ktoś nie jest, niech mówi teraz, bo później może być za późno.
Mała pauza
[Gabriel] Teraz wszyscy musicie oddać tyle swojej energii ile zdołacie. Ja pochwycę waszą energię i spróbuję otworzyć te wielkie wrota.
Jak powiedział, tak zrobił. Teraz czwarta brama została otwarta. Wszyscy więc weszli do środka. Było to okrągłe, duże pomieszczenie. Na środku leżała na brzuchu jakaś osoba. W jakiś dziwny sposób była przywiązana plecami do ziemi. Osiem lian, albo dziwnych zielonych sznurów, wychodziło z jej pleców. Każda liana była przymocowana, chyba jakimś dziwnym zaklęciem, do ziemi na namalowanym okręgu, dzieląc ten okrąg na 8 równych części. Gdy stwór usłyszał, że ktoś idzie, to spojrzał na przybyszów wykrzywiając nienaturalnie głowę w górę. Tak jakby twarz mu wyrosła na plecach. Nienaturalnie dla człowieka oczywiście. A skórę na twarzy miał dziwnie posklejaną. Tak jakby, zaraz miała mu się ta twarz rozpaść.
[Stwór] Witam przybyszów. Pozwólcie, że się przedstawię. Nazywam się Baal i jestem tutaj gospodarzem.

Władca Trzech Bram odc.2

Michał przebudził się już zupełnie. Czas na zmiany. Michał nawiązał kontakt telepatyczny.
[Michał] Samaelu.
[Samael] Tak panie?
[Michał] Mamy robotę.
[Samael] Oczywiście.

Samael wyglądał prawie jak człowiek. 2 ręce i 2 nogi. Do tego jeszcze ogon. A jego kolana i łokcie mogły się zginać w obydwu kierunkach. Większość czasu spędzał na czworaka. Nie było to dla niego tak trudne, jak dla człowieka z uwagi na jego anatomię. Samael żył na ziemi. Ukryty, ale wolny.
[Michał] Minęło dużo czasu odkąd ostatni raz schodziłem na ziemię.
[Samael] Powód musi być waży w takim razie. Cóż to się stało panie?
[Michał] Nadchodzi koniec świata. A my musimy mu zapobiec.
[Samael] Koniec świata? Władca Trzech Bram nie chciał jeszcze kończyć świata, z tego co mi wiadomo.
[Michał] Nie bądź głupi Samaelu! Po pierwsze, to nie sprzeciwiłbym się Bogu. A po drugie, to nie on chce końca świata. Nikt nie chce. Ale jest duże prawdopodobieństwo, że koniec nastąpi. A my mamy temu zapobiec.
[Samael] A w jaki sposób nastąpi ten koniec? I jak chcesz temu zapobiec?
[Michał] Raf, posłaniec Boga, zakochał się w ziemskiej dziewczynie. Za niedługo zechce ją zapłodnić i spłodzić syna. Kara Boska za złamanie zasad jednak go nie ominie. Zostanie zgładzony, co doprowadzi do buntu aniołów. Wtedy nastąpi wielka wojna. Przeżyje tylko Gabryś, który zgładzi Boga.
[Samael] Niezbyt optymistyczna przepowiednia. A jak chcesz zapobiec tej wojnie? Chcesz zgładzić Gabriela? Albo może Rafaela?
[Michał] Nie będę zabijał własnych braci! Do tego nie mogę zgładzić Rafa tak czy owak, bo to doprowadzi do wojny. Trzeba zgładzić niepostrzeżenie tą ziemską kobietę. Wtedy Rafael nie będzie miał już dla kogo złamać przykazań Boga. I dlatego Ty mi jesteś potrzebny. Musimy znaleźć tą niewiastę. I najlepiej gdybyś ty sam ją zgładził.
[Samael] A ty panie będziesz miał wtedy czyste ręce? Rozumiem.
[Michał] Ruszajmy!
I zniknęli. Nie wiedzieli jednak o tym, że ktoś inny słyszał ich rozmowę.
[Gabriel] Drogi Misiu. Nie wiem kto ci zdradził tą przepowiednie. Nie wiem co jutro się stanie. I nie mam pojęcia, czy to ja zgładzę naszego władcę. Ale wiem, że nie pozwolę ci nikogo zabić. Ani człowieka, ani archanioła, ani demona.
I zniknął, by ich śledzić.

W czasach ósmego dnia…
[Bóg] Michale. Obiecałem ci, że stworzę zastępy aniołów, którymi będziesz władał. Nie okłamałem cię. Oto tysiąc twoich podwładnych. Za każdym razem, gdy narodzi się nowy człowiek, narodzi się także nowy anioł. Kiedy człowiek zginie, anioł zginie razem z nim. A śmierć dla człowieka, oznaczać będzie piekło. Gdy odpokutują swą karę, przejdą do nieba. A wtedy staną się jednością ze swoim aniołem stróżem.
[Michał] Jestem zaszczycony.
[Bóg] Jednak to nie wszystko. Każdy z was, moje archanioły, dostanie sługę – demona. Michale, ty dostaniesz stwora, który będzie znał każdego człowieka, jego życie, oraz imię jego stróża.
[Michał] Nazwę go Samael, demon wiedzy. Będzie podobny do człowieka, ale aby go odróżnić, dam mu ogon stworzony z jednego mego piura.
[Bóg] Rafaelu, ty dostaniesz władcę wszystkich zwierząt. Abyś znał każde zwierzę na niebie i ziemi.
[Rafael] Imię jego będzie Lewiatan, demon instynktu. Nie będzie żadnym zwierzęciem ziemskim, lecz smokiem. Aby każde zwierzę go znało i słuchało.
[Bóg] Lucyferze, tobie dam demona, który będzie znał czyny, myśli oraz lęki wszystkich ludzi. Abyś mógł umiejętnie i sprawiedliwie wymierzać karę.
[Lucyfer] Nazwę go Azael, demon czynu. Nie będzie miał wyglądu czy materii. Będzie razem ze mną w piekle. Porozumiewać będziemy się telepatycznie.
[Bóg] A tobie Gabrielu, zwany stwórcą, kogo dać?
[Gabriel] Jestem stwórcą, bo dałeś mi taką moc. Mogę sam sobie stworzyć demona jakiego będę chciał. Stworzę więc demona silniejszego od trzech pozostałych. Będzie on żył na ziemi, abym mógł ją obserwować. Będzie wyglądał jak ptak. Rozpiętość skrzydeł będzie miał taką, że zasłoni słońce. A będzie się ukazywał ludziom tylko przy wyjątkowych sytuacjach. Nazwę go Behemot, demon początku i końca. Jako jedyny będzie umiał otwierać wszystkie bramy jakie stworzyliśmy.
[Bóg] A więc niech tak będzie.

Gdzieś wysoko w przestworzach.
[Samael] To tutaj panie. Tam mieszka ta kobieta.
[Michał] Więc do roboty.
Nagle nadleciał Lewiatan i zaatakował Michała swoją paszczą. Archanioł zrobił unik. Gabriel to wszystko widział i się głęboko zdziwił. Michał i Samael nadal go nie widzieli.
[Gabriel:do siebie] A więc przewidziałeś to Rafaelu.
[Michał] Co jest? Skąd tu Lewiatan? Czyżby Raf tu gdzieś był?
[Samael] Wątpię panie. Prawdopodobnie Lewiatan został tutaj, aby bronić tej kobiety.
[Michał] Widać otwarta walka jest nieunikniona.
Lewiatan ponowił atak. Jako smok mógł pluć ogniem, z czego bez skrupułów korzystał. Dwie ogniste kule poleciały w stronę Samaela i Michała. Michał przywołał swój miecz i nim zablokował obydwie kule. Samael był najszybszym z demonów. Od razu po bloku Michała zaatakował swoimi pazurami Lewiatana. Walka dwóch demonów, tego się nie spotyka często. Lewiatan niestety nie był dobrym wojowanikeim, więc dość szybko zaczął przegrywać batalię na pazury. Nagle nadleciał Behemot i rozdzielił skrzydłami swoich braci.
[Michał] Skąd on tu?
[Gabriel] Nie pozwolę ci nikogo zabić Misiu!
[Michał] Gabryś! Nie widziałeś tego co ja. Musimy temu zapobiec.
[Gabriel] Ale nie w ten sposób.
[Michał] A niby jak? Jeśli znajdziesz inny sposób, to z chęcią go spróbuję.
[Gabriel] Nie wiem. Ale na pewno jest jakiś inny sposób.
[Lewiatan] Już i tak za późno.
Rafael nadleciał z mieczem w ręku i zaatakował Michała. Nawiązała się między nimi walka.
[Gabriel] Behemot! Rozdziel ich!
[Lewiatan] Choćbym miał zginąć, to nie pozwolę na to!
Lewiatan złapał Behemota i zaczęli walczyć między sobą.
[Samael] Odkąd żyję nigdy nie widziałem czegoś tak interesującego.
Samael zaczął atakować Rafaela. Rafel szybko musiał przejść do defensywy. Gabriel wyciągnął swój miecz i zaatakował Michała.
[Gabriel] Nie myślisz chyba, że pozabijamy się tu dzisiaj?
[Michał] Musimy wszyscy chronić nasz świat, zamiast walczyć.
Ale jego słowa nie przyniosły efektu. Archanioły i demony nadal walczyły między sobą.
[Bóg] Wystarczy!
I wtedy wielki błysk zabrał wszystkich walczących.

[Michał] Panie! Czemuś mnie opuścił?

I zjadło mu głowę

Pierwszy już siedział w pokoju. Wszedł czwarty z gazętą w ręku i położył ją na stole.
[Pierwszy] Co to?
[Czwarty] Sam zobacz.
Pierwszy otworzył gazetę. Wyskoczyła z niej jama gębowa. Pierwszy zamknął szybko gazetę i zniknęła.
[Pierwszy] Fajne!
Pierwszy otworzył gazetę i zjadło mu głowę. Czwarty popatrzył z politowaniem. Wszedł drugi.
[Drugi] Co tu się stało?
[Czwarty] Sam zobacz.
Czwarty wskazał na gazetę. Drugi wziął do ręki gazetę, otworzył i zjadło mu głowę. Czwarty znów popatrzył z politowaniem. Wszedł trzeci.
[Trzeci] A co tu się stało?
[Czwarty] Tylko nie ruszaj mojej gazety?!
[Trzeci] A dlaczego?
Trzeci otworzył gazetę i zjadło mu głowę. Wszedł ostatni.
[Ostatni] Ale jadka. Ale jak do tego doszło?
[Czwarty] Pokażę ci.
Czwarty otworzył gazetę i zjadło mu głowę. A ostatni zmarł na zawał serca.

Władca Trzech Bram odc.1

Władca Trzech Bram. Tak go nazywają. Bóg w swojej sile, stworzył trzy światy. Ziemię, Niebo oraz Piekło. Na początku tylko on mógł je otwierać. Jednak po stworzeniu samo-rozmnażających się ludzi, potrzebował pomocników, aby otwierali bramy za niego. Piekłem rządzi Szatan, nazywany buntownikiem przez ludzi. Gdyby tylko wiedzieli. Drugim światem, Niebem, rządzi sam Bóg. Wrota jednak otwierał św. Piotr. Ziemią natomiast rządzi Maria, matka Jezusa. Ale to już dziś nie istotne, gdyż ani Piotr, ani Maria nie żyją. O ile można to tak nazwać, w świecie aniołów, którzy żyli wiecznie razem z Bogiem. Aż do niedawna.
Stał przed bramą piekła. Ten, który pomagał zbudować wszystkie trzy światy, dziś stoi przed bramą ostatniego z nich. Archanioł Gabriel. Jego trzy skrzydła stały nieruchomo, gotowe do lotu. Ale nie chciał lecieć. Po prostu był gotowy na wszystko. Tylko nieliczne anioły wchodziły do piekła. Gabriel nie należał do nich. Znał piekło, tylko z czasów kiedy je budował. Nigdy nie widział go, w czasie jego działania. Nie wiedział co może go spotkać w środku. Trzymał miecz w ręku, a ubrany był w długi czarny płaszcz do kostek. Reszta jego ubioru jest mało istotna, więc wszedł.
Czerwone piekło pełno nękanych dusz. Czarne piekło, pełne strachu i cierp,ienia. Bezbarwne piekło w ziemi, połykające każdą złą duszę. Nie tak wyglądało piekło. Piekło tak naprawdę było wielką halą. Co 5 metrów wzdłuż i wszerz stała kolumna. A na każdej z tych kolumn lustro. Lustro pokazywało piekło każdej z dusz. Każdy przeżywał swoje piekło na swój sposób. Dla wszystkich było to zwalczanie swojego największego strachu. Jedni bali się Szatana, więc go dostali. Inni bali się śmierci, więc umierali ciągle od nowa. Najliczniejsza grupa, bała się samotności, więc siedzieli w swoim małym piekle sami, bez niczego i nikogo. Po prostu pustka. Gabriel akurat to właśnie przeżywał.
Dzisiaj piekło było nie czynne. Wyglądało jak stara, opuszczona hala, którą kiedyś, ktoś, używał. Nie było tu żadnego anioła. Ani przechadzającego się, ani cierpiącego wewnątrz kolumny. Gabriel wiedział co to oznacza. Żaden anioł nie miał życia po śmierci. Anioł nie miał nigdy ginąć. Ale zaczęło się. A teraz się zakończy.
[Gabriel:myśli] Biedny Rafael. To dla ciebie bracie.
Czas jest tylko chwilą. Bóg zawsze tak mawiał. Ale czas w piekle nie istniał. Każda dusza czułą tyle czasu, ile potrzebowała. A ci na wiecznym potępieniu, po prostu zikali w mgnieniu oka. Nikt poza Bogiem nie wiedział, co się tak naprawdę z nimi dzieje. A teraz, Gabriel przebiegł w mgnieniu oka nieskończoną halę pustych kolumn. Aż dotarł do końca. A na końcu stał klasztor. Mały, nawet jak na ziemski klasztor. Było to miejsce spoczynku Szatana. Było to miejsce przebywania także Boga. Sam gospodarz czekał na niego u progu klasztoru. Ubrany był w srebrne spodnie i srebrne glany. Jego trzy skrzydła były rozpięte. Tors miał nagi, ale także trzymał miecz.
[Lucyfer] Witaj trój-skrzydlaty bracie!
[Gabriel] Nie jesteśmy już braćmi! I ty dobrze o tym wiesz. Gdzie jest Bóg?
[Lucyfer] Nie myślisz chyba, że cię przepuszczę.
[Gabriel] A ty chyba nie myślisz, że ustąpię.
[Lucyfer] Pamiętam jak byliśmy jeszcze braćmi. Pamiętam jak wszyscy służyliśmy Panu.
[Gabriel] Ale te czasy minęły! Jesteś najbardziej umiłowanym z jego synów. Rafael nim nie był.
[Lucyfer] Rafael złamał zasady! I dostał karę.
[Gabriel] Nikt nie zasługiwał na taką karę. Nikt z nas nigdy nie powinien umierać i być zapomniany. I to wszystko dlaczego? Bo był zbyt podobny do umiłowanych dzieci Pana. Do ludzi żyjących na ziemi.
[Lucyfer] On miał być posłańcem! Nie wolno mu było ingerować w ziemskie życie bez rozkazu Władcy Trzech Bram. Świadomie złamał ten zakaz.
[Gabriel] Zakochał się w ziemskiej kobiecie. Chciał mieć potomka. To tak wiele?
[Lucyfer] Najwyraźniej tak. W końcu nie ma już aniołów. Zostaliśmy tylko my dwaj. Do tego zaraz jeden zabije drugiego, a jesteśmy przecież braćmi.
[Gabriel] Kain też był bratem Abla, a z nakazu Wszechmocnego, jeden musiał zabić drugiego.
[Lucyfer] Pamiętam czasy siódmego dnia.

Szóstego dnia, Pan stworzył człowieka na wzór i podobieństwo swoje i swoich 4 aniołów. Pan dał człowiekowi wolę tworzenia. Rafael obdarzył człowieka zdolnością uczuć. Michał dał człowiekowi mądrość. Gabriel ofiarował siłę i ciało. Lucyfer, dał człowiekowi wolną wolę.
[Bóg] A teraz, jak już stworzyliśmy człowieka i raj dla niego, czas mu to wszystko odebrać.
[Michał] Ale Panie… Dlaczego?
[Bóg] Dobrze wiecie, iż jestem wszechmogący. Mogę stworzyć wszystko co chcę i jak chcę. I dlatego, chcę stworzyć coś, co mnie zadziwi. Coś co jest w stanie przeciwstawić się mnie. Dlatego stworzyliśmy człowieka i daliśmy mu wolną wolę.
[Gabriel] Co rozkażesz Panie.
[Lucyfer] Co rozkażesz Panie.
[Bóg] Aby pokazać człowiekowi, jak może korzystać ze swojej wolnej woli, trzeba pokazać mu czym jest grzech. Aby był w stanie je popełniać. Będzie to praca bardzo nie wdzięczna. Anioł, który pokaże człowiekowi grzech, będzie potępiany i uważany, jako upadły. Nazywany będzie Szatanem. I nikt nie będzie wiedział, że gdy nie ma Szatana, nie ma sensu istnienia Boga.
[Michał] Pozwól mi być Szatanem. Jestem najmądrzejszy z…
[Bóg] Nie! Te zadanie dostanie Lucyfer. Ty Lucyferze jesteś najwierniejszy z całej czwórki archaniołów. Ty nigdy się ode mnie nie odwrócisz, niezależnie od tego, jak ciężkie zadanie postawie przed Tobą. Ty będziesz władał piekłem, które dla Ciebie stworze wraz z Gabrielem. Będziesz karał tych z pośród ludzi, którzy na to będą zasługiwać. Co do reszty. Rafaelu! Ty będziesz moim posłańcem. Będziesz schodził pod różnymi postaciami na ziemię. Ludzie będą o Tobie mówili “Duch Święty”. I będziesz moją prawą ręką na ziemi. Nie będziesz jednak nią władał i nie wolno ci ingerować w jej życie. Do władania nad ziemią weźmiemy kogoś z ludzi. Ale nie pora teraz na to. Gabrielu, czas na nas. Trzeba stworzyć Piekło i Niebo.
[Gabriel] A co będziemy robić, jak człowiek w końcu pozna dobro i zło?
[Bóg] Wtedy zacznie się dzień siódmy. Zaczniemy nauczać ludzi, jak korzystać z dobra i zła. Nauczymy ich o nas samych. Aż w końcu zostawimy samym sobie i zobaczymy efekty.
[Michał] Czy chcesz Panie…
[Bóg] Tak. Nauczymy ich jak zabijać, kraść, cudzołożyć. A potem, damy im zakazy, aby tego nie robili.
[Michał] A co ze mną?
[Bóg] Za niedługo stworzę zastępy aniołów. Każdy człowiek będzie miał własnego anioła, stróża. Ty będziesz władał tymi aniołami.

[Gabriel] Siódmy dzień skończył się wieki temu. Dzisiaj mamy inne problemy i zmartwienia.
[Lucyfer] Dzisiaj to się wszystko skończy, niezależnie od tego, kto wygra.
[Gabriel] Możemy nie walczyć.
[Lucyfer] I mam ci od tak pozwolić zabić Boga?
[Gabriel] Niech tak będzie.
Gabriel przygotował się do ataku. Złapał miecz w obie ręce i zaczął biec w stronę Lucyfera. Ten stanął na ugiętych nogach mieczem w jednej ręce, i czekał na atak. Gdy miecze się spotkały, poleciały pierwsze iskry. Gabriel zaatakował z boku, ale także i ten cios został zablokowany. Obrót Gabriela wokół własnej osi przywiódł bardzo silny cios, jednak nawet to nie pomogło. Lucyfer przeszedł do ofensywy i lewą pięścią uderzył w tors Gabriela. Władca piekła był najsilniejszym z pośród archaniołów, a cios był na tyle silny, że Gabriel upadł na kolana. Nie stracił jednak woli walki i prawie od razu chciał podciąć mieczem nogi przeciwnika. Ten natomiast zdołał zatrzepotać skrzydłami i wzlecieć w górę. Gabryś zrobił to samo, jednak atak z dołu nie miał sensu. Poczekał aż Lucyfer przestanie uciekać i zaatakował od frontu. Znowu poleciały iskry. Przy którymś skrzyżowaniu mieczy, Gabriel spróbował kopnąć Lucyfera. Tym razem mu się to udało i poszkodowany poleciał daleko. Gdy już miał zaryć o ziemię, odwrócił się i wylądował. Teraz on leciał do Gabriela z rządzą mordu w oczach. Gabriel sparował cios mieczem, jednak siła Szatana sprawiła, iż broniący się archanioł wyleciał jak z procy. Nie było kurzu, gdy uderzył o ziemię plecami. Piekło nie było zrobione z ziemi. Gabryś wstał na równe nogi.
[Gabriel] Chyba nie myślisz, że mnie pokonasz?
[Lucyfer] To Ty przed chwilą walnąłeś o ziemię.
[Gabriel] Ty chyba nie wiesz, jaki prezent dostałem od Michała. Prezent dzięki któremu jestem ostatnim żyjącym aniołem, w wielkiej anielskiej wojnie. Oto pokaże ci prawdziwą moc mojego miecza.
Miecz Gabriela zaczął płonąć. Nie był to ogień ziemski, z drewna czy węgla. Był to ogień duszy zamkniętej w mieczu. Gabryś zaatakował. Tym razem Lucyfer mógł sobie blokować ile chciał. Miecz Gabriela z każdym ciosem kruszył miecz Lucyfera. Chwilę później, Szatan nie miał się już czym bronić. Aniołom nie ucina się głowy. Im się wbija miecz w splot słoneczny, aby odciąć im kontakt z Bogiem. Śmierć anioła to naprawdę piękna rzecz. Denat nigdy nie krzyczy, ale widać jak dusza wylatuje z jego ciała i pali się nad nim. Ten ogień duszy to najpiękniejsza i najstraszliwsza rzecz, jaką Gabryś widział w swoim życiu.
[Gabriel] Czas na ciebie Boże.
I pobiegł w głąb klasztoru.

Archanioł Michał się przebudził. To był tylko sen. Przerażający sen. Ale Michał nigdy nie miewał snów. To był jego pierwszy sen jakiego kiedykolwiek doświadczył.
[Bóg] Możesz jeszcze temu zapobiec.
[Michał] Ale Panie, jak?
[Bóg] Znajdziesz sposób. Jeszcze nie jest za późno. Rafael wprawdzie jest już zakochany w człowieku, jednak jeszcze nie popełnił grzechu.
[Michał] Rozumiem. Powiedz mi jeszcze Panie, czyją duszę zamknąłem w mieczu Gabriela?
[Bóg] Swoją.

Wisielec

Weszłam do pokoju. Zobaczyłam swojego brata, który przed chwilą powiesił się na żyrandolu. Zwisał sobie tak samo, jak jego język zwisał mu z rozdziawionych ust. Był cały fioletowy. Wyglądał tak… jakby przed chwilą się powiesił, ale oczy miał otwarte.
[Wisielec] Patrz Basiu! Wisze sobie.
Zadziwiająco wyraźnie mówił jak na jego aktualne położenie. Mimo języka na wierzchu mówiłem zupełnie normalnie.
[Wisielec] Przyszłaś mnie dzisiaj odwiedzić? Nie często to robiłaś za mojego życia. Próbujesz nadrobić stracony czas?
[Basia] Przestań pierdolić, dobrze? Musimy pogadać.
[Wisielec] A nie mogłabyś najpierw mnie pochuśtać?
Mimo jego aktualnego stanu, nie opuszczało go poczucie humoru. A po chwili milczenia, przemówił.
[Wisielec] A o czym to tak mocno chcesz ze mną porozmawiać?
[Basia] O autorze.
[Wisielec] A co z nim jest nie tak?
[Basia] Wszystko! Posłuchaj jak go stworzyłam. Przyszedł na świat normalnie. Żył normalnie. Aż tu nagle trach! W jego dwudzieste pierwsze urodziny odwaliło mu. Zaczął tworzyć takie chore utwory, że wszystkim się podobały. Szczególnie ludziom, którzy kochali groteskę. Z każdym dniem tworzył coraz to bardziej posrane utwory. W wieku 30 lat miał wszystko co chciał, i się wiesza.
Wisielec zdjął z szyi pętlę u stanął na ziemi.
[Wisielec] Zanosi się na dłuższą rozmowę, prawda?
Zdjął kołnierz, dzięki któremu nie dusił się tak naprawdę. Wyjął sztuczny, zwisający język.
[Wisielec] A co ci w nim przeszkadza?
[Basia] Trochę za mało jego w tym autorze. Trzeba czegoś więcej. Albo coś zmienić?
[Wisielec] Ale nie powiesz mi, że nie ma się wieszać! Dopracowałem tę rolę do perfekcji!

Przerażające schody

Nie lubię pisać o sobie. Zwykle mnie to zawstydza. Ale dziś postanowiłem to zmienić. Ufam, że spodoba się wam ta mała opowiastka o mnie. W końcu ginę w niej. No ale do rzeczy. Spałem sobie spokojnie i smacznie. Ale w środku nocy, bodajże o 3 w nocy, obudziłem się zlany zimnym potem. Mimo, że chciałem spać, to obróciłem się na plecy i oglądałem sobie nasz pokój. W sumie, to już ten pokój jest mój, gdyż żona odeszła z tego świata 2 tygodnie temu. Więc spałem sam w pokoju. Jeszcze nawet nie posprzątałem jej rzeczy. Usłyszałem nagle, że huśtawka się huśta. Ale jak to? Przecież nikt o tej porze na pewno się na niej nie huśta. Zszedłem na dół. Po schodach. Spokojnie, trzymając się poręczy. Schodziłem schodek po schodku, aż tu nagle, kiedy stąpałem z ostatniego schodka… Znalazłem się na parterze. Poszedłem do kuchni i zobaczyłem. Zobaczyłem huśtawkę, huśtaną przez… Wiatr! I wtedy zrozumiałem jedno. Muszę jutro naoliwić tę huśtawkę, bo skrzypi jak moja żona co miesiąc. Obróciłem się i… Nie mogłem na to patrzeć! To było straszne! Jak mogłem pozwolić, żeby moja żona, kupiła nam do kuchni taki okropny żyrandol?! Zrozumiałem wtedy, że dobrze zrobiłem, kupując łopatę. No, ale i tak już za późno. Wtem, nagle i zupełnie nie oczekiwanie, poczułem przeogromny smród. Pachniało to, jak rozkładające się zwłoki od 2 tygodni. Powąchałem i prawie umarłem. Ale jednak przetrzymałem i starałem się znaleźć źródło zapachu. Chodziłem po całej kuchni, ale nic nie znalazłem. Aż w końcu zaglądnąłem do spiżarki. Obrazek, który miałem przed oczami, był okropny. Wielu z was, by pewnie zemdlało. Inni by uciekli. Ale nie ja. Ja przetrzymałem i wyrzuciłem te 10 zgniłych jajek. Dobrze, że kosz na śmieci był blisko. To teraz czas napić się wody i iść spać. Poszedłem do dystrybutora z wodą i nalałem sobie szklankę. Popatrzyłem na wodę w szklance i zrozumiałem, że to już koniec. Koniec z braniem wody od mojego dostawcy, bo jest strasznie brudna! Ale jednak, co mnie nie zabije, to wzmocni. Wypiłem i poszedłem na górę. Na schodach poczułem się, jakby to był mój koniec. Ale wchodziłem dalej, schodek po schodku. Wtem, naglę zginąłem. Fani gier RPG, pewnie by powiedzieli, że to było krytyczne pudło. Nie trafiłem na schodek i zamiast polecieć do przodu, poleciałem do tyłu i skręciłem sobie kark. Pomyślałem sobie, że spotkam się z moją zoną po drugiej stronie. Zastanawiacie się pewnie jak zginęła. Nie stało się jej nic ciekawego. Po prostu wziąłem łopatę i rąbnąłem ją w głowę. Niech się cieszy, że była to humanitarna (bo szybka) śmierć. Mogłem w końcu wrzucić do ognia i patrzyć jak się smaży. Ale tak ją kochałem, że się powstrzymałem przed tym. Na pogrzebie, mój teść powiedział mi, żebym uważał, bo moja żona była czarownicą i będzie chciała się zemścić po śmierci. Ale kogo to obchodzi? Przecież i tak już nie żyje.

98

“Na świecie”
Powiedz mi świecie
Co jest między nami
Strachami na wróble?
I cisza
Wiatr
I trochę kurzu
I to wszystko
Na świecie