Archive for the 'Moja twórczość' Category

Page 3 of 17

Trochę snu

Nieznany sen przyszedł do mnie i mówił o nieśmiertelności. Mówił jak domokrążca, który chce sprzedać swój towar za zbyt dużą cenę. Ale ja już przecież nie żyłem. Przerwałem mu więc i zapytałem się jak się nazywa. Nie odpowiedział. Po prostu wstał i wyszedł. Pozostawił mnie z moimi myślami i krzesłem, na którym siedziałem. A ja tak bardzo chciałem się położyć.

[Adam] Edward! Nie śpij w pracy!
Obudziłem się i spojrzałem na zegarek.
[Edward] Od 10 minut jestem po pracy.
[Adam] Ale od dwóch godzin śpisz. Nie śpij tyle, bo prześpisz koniec pracy. Narazie
[Edward] Narazie
Jestem stróżem w prywatnym budynku. Idę do pracy na 18:00, wychodzę z pracy o 8:00. Po pracy przychodzę do domu, wyciągam pistolet i strzelam sobie w łeb. A następnego dnia znowu do pracy…

Władca Trzech Bram odc.3

Michał wstał. Ciemność była wszędzie.
[Michał] Nigdy nie byłem w tym miejscu. Gdzie ja jestem?
Podłoga była ciemnością. Przestrzeń była ciemnością. Ale wszystko było widać. W tym miejscu Bóg chyba zapomniał oddzielić światło od ciemności. Michał zauważył Samaela.
[Michał] Samaelu! Żyjesz?
[Samael] Tak panie.
Samael wstał także, ale poruszał się na wszystkich swoich kończynach.
[Samael] Gdzie jesteśmy?
[Michał] Nie wiem Samaelu. Nigdy tutaj nie byłem. Ale pamiętam takie miejsce jak to. To było przed stworzeniem świata. Z takiej… materii, albo nawet jej braku, Pan stworzył ziemię. I szczerze mówiąc nie wiem co się z nami stało. Czyżby Bóg nas zniszczył i tak wygląda śmierć archanioła i demona?
Michał i Samael zaczęli się rozglądać. Po krótkich poszukiwaniach wyraźnej ciemności znaleźli coś szarego.
[Samael] Co to może być panie?
[Michał] Nie wiem. Przypomina ścianę. Jest trochę większa od największej rzeczy jaką widziałem.
[Samael] Czyli?
[Michał] Od bramy piekielnej.
[Samael] Patrz panie. Na tej ścianie jest coś napisane.
[Michał] To nie jest pismo. To są pieczęcie. A to nie jest ściana.

Telepatyczne rozmowa między Michałem a Gabrielem.
[Michał] Gabryś, jesteś tam?
[Gabriel] Misiu! Myślałem, że nie żyjesz. Nie ma cię ani na ziemi, ani w piekle, ani w niebie. Gdzie jesteś?
[Michał] Nie wiem gdzie jestem. Ale mam nadzieję, że tutaj dotrzesz. Znalazłem coś co zwali cię z nóg. Znalazłem czwartą bramę.
[Gabriel] Że kurwa co?!
[Michał] Nie przeklinaj. Dobrze wiesz, że tego nie lubię.
[Gabriel] Kurwa! Przepraszam. Ale jak to kurwa czwartą bramę?!
[Michał] Ehhh… Przyjdź i sam zobacz. Spróbuje cię jakoś nakierować.

Przed wielką bramą stanął w końcu także i Gabriel.
[Michał] I jak ci się podoba?
[Gabriel] To jest większa brama od tej, którą stworzyliśmy w piekle.
Gabriel dotknął wielkiej ściany.
[Gabriel] Czuć tutaj rękę mistrza. Czyżby Bóg, w tajemnicy przed nami, stworzył czwartą bramę? Ale po co? Chciał kogoś zamknąć? Albo ukryć coś przed nami?
Gabriel przyjrzał się pieczęciom.
[Gabriel] To nie są pieczęcie jakie my mamy na swoich bramach. Bardzo możliwe, że tego nie zrobił Bóg. Choć może…
[Michał] Co się stało?
[Gabriel] Ten znak. To znak Boga. Ale jest odwrócony. Więc nie wiem. Do tego długość zaklęcia jest dziwna. My używaliśmy 6 znaków. Jeden oznaczający co, drugi przez kogo, czyli mnie, trzeci drugiego stwórcę, czyli boga. 3 ostatnie to samo zaklęcie. Tutaj jest ich 11. Zupełnie nie wiem co to może oznaczać. Ale jedno jest pewne, to na pewno jest czwarta brama.
[Michał] Uda się je otworzyć?
[Gabriel] Chcesz otworzyć tą bramę nie mówiąc nic Bogu?
[Michał] Bóg wysłał mnie tutaj z jakiegoś powodu. Pewnie chce, abyśmy otwarli tę bramę, ale z jakiegoś powodu nie chce tego zrobić sam. To uda się ją otworzyć?
[Gabriel] Nie wiem. Możemy spróbować. Ale w tej chwili jest nas trochę za mało.
[Michał] O kim myślisz? Rafi na pewno tutaj nie przyjdzie, po tym co chciałem zrobić.
[Gabriel] Rafi już jest spokojny. Porozmawiam z nim i przyjdzie.
[Michał] A Lucek?
[Gabriel] Nie, Lucek nie przyjdzie. Siedzi z Bogiem w swojej katedrze i nie chce z niej wyjść. To chyba miało związek z tym co się stało.
[Michał] Rafi wystarczy, aby otworzyć tą bramę?
Gabriel popatrzał na Samaela.
[Gabriel] Nie, nie wystarczy. Ale mamy jeszcze kogoś.

Przed czwartą bramą zebrało się trzech Archaniołów i ich demony.
[Gabriel] A więc jesteście tutaj wszyscy. Nikt z nikim nie może walczyć, to ważne! Każdy powinien być wypoczęty. Jeśli ktoś nie jest, niech mówi teraz, bo później może być za późno.
Mała pauza
[Gabriel] Teraz wszyscy musicie oddać tyle swojej energii ile zdołacie. Ja pochwycę waszą energię i spróbuję otworzyć te wielkie wrota.
Jak powiedział, tak zrobił. Teraz czwarta brama została otwarta. Wszyscy więc weszli do środka. Było to okrągłe, duże pomieszczenie. Na środku leżała na brzuchu jakaś osoba. W jakiś dziwny sposób była przywiązana plecami do ziemi. Osiem lian, albo dziwnych zielonych sznurów, wychodziło z jej pleców. Każda liana była przymocowana, chyba jakimś dziwnym zaklęciem, do ziemi na namalowanym okręgu, dzieląc ten okrąg na 8 równych części. Gdy stwór usłyszał, że ktoś idzie, to spojrzał na przybyszów wykrzywiając nienaturalnie głowę w górę. Tak jakby twarz mu wyrosła na plecach. Nienaturalnie dla człowieka oczywiście. A skórę na twarzy miał dziwnie posklejaną. Tak jakby, zaraz miała mu się ta twarz rozpaść.
[Stwór] Witam przybyszów. Pozwólcie, że się przedstawię. Nazywam się Baal i jestem tutaj gospodarzem.

Władca Trzech Bram odc.2

Michał przebudził się już zupełnie. Czas na zmiany. Michał nawiązał kontakt telepatyczny.
[Michał] Samaelu.
[Samael] Tak panie?
[Michał] Mamy robotę.
[Samael] Oczywiście.

Samael wyglądał prawie jak człowiek. 2 ręce i 2 nogi. Do tego jeszcze ogon. A jego kolana i łokcie mogły się zginać w obydwu kierunkach. Większość czasu spędzał na czworaka. Nie było to dla niego tak trudne, jak dla człowieka z uwagi na jego anatomię. Samael żył na ziemi. Ukryty, ale wolny.
[Michał] Minęło dużo czasu odkąd ostatni raz schodziłem na ziemię.
[Samael] Powód musi być waży w takim razie. Cóż to się stało panie?
[Michał] Nadchodzi koniec świata. A my musimy mu zapobiec.
[Samael] Koniec świata? Władca Trzech Bram nie chciał jeszcze kończyć świata, z tego co mi wiadomo.
[Michał] Nie bądź głupi Samaelu! Po pierwsze, to nie sprzeciwiłbym się Bogu. A po drugie, to nie on chce końca świata. Nikt nie chce. Ale jest duże prawdopodobieństwo, że koniec nastąpi. A my mamy temu zapobiec.
[Samael] A w jaki sposób nastąpi ten koniec? I jak chcesz temu zapobiec?
[Michał] Raf, posłaniec Boga, zakochał się w ziemskiej dziewczynie. Za niedługo zechce ją zapłodnić i spłodzić syna. Kara Boska za złamanie zasad jednak go nie ominie. Zostanie zgładzony, co doprowadzi do buntu aniołów. Wtedy nastąpi wielka wojna. Przeżyje tylko Gabryś, który zgładzi Boga.
[Samael] Niezbyt optymistyczna przepowiednia. A jak chcesz zapobiec tej wojnie? Chcesz zgładzić Gabriela? Albo może Rafaela?
[Michał] Nie będę zabijał własnych braci! Do tego nie mogę zgładzić Rafa tak czy owak, bo to doprowadzi do wojny. Trzeba zgładzić niepostrzeżenie tą ziemską kobietę. Wtedy Rafael nie będzie miał już dla kogo złamać przykazań Boga. I dlatego Ty mi jesteś potrzebny. Musimy znaleźć tą niewiastę. I najlepiej gdybyś ty sam ją zgładził.
[Samael] A ty panie będziesz miał wtedy czyste ręce? Rozumiem.
[Michał] Ruszajmy!
I zniknęli. Nie wiedzieli jednak o tym, że ktoś inny słyszał ich rozmowę.
[Gabriel] Drogi Misiu. Nie wiem kto ci zdradził tą przepowiednie. Nie wiem co jutro się stanie. I nie mam pojęcia, czy to ja zgładzę naszego władcę. Ale wiem, że nie pozwolę ci nikogo zabić. Ani człowieka, ani archanioła, ani demona.
I zniknął, by ich śledzić.

W czasach ósmego dnia…
[Bóg] Michale. Obiecałem ci, że stworzę zastępy aniołów, którymi będziesz władał. Nie okłamałem cię. Oto tysiąc twoich podwładnych. Za każdym razem, gdy narodzi się nowy człowiek, narodzi się także nowy anioł. Kiedy człowiek zginie, anioł zginie razem z nim. A śmierć dla człowieka, oznaczać będzie piekło. Gdy odpokutują swą karę, przejdą do nieba. A wtedy staną się jednością ze swoim aniołem stróżem.
[Michał] Jestem zaszczycony.
[Bóg] Jednak to nie wszystko. Każdy z was, moje archanioły, dostanie sługę – demona. Michale, ty dostaniesz stwora, który będzie znał każdego człowieka, jego życie, oraz imię jego stróża.
[Michał] Nazwę go Samael, demon wiedzy. Będzie podobny do człowieka, ale aby go odróżnić, dam mu ogon stworzony z jednego mego piura.
[Bóg] Rafaelu, ty dostaniesz władcę wszystkich zwierząt. Abyś znał każde zwierzę na niebie i ziemi.
[Rafael] Imię jego będzie Lewiatan, demon instynktu. Nie będzie żadnym zwierzęciem ziemskim, lecz smokiem. Aby każde zwierzę go znało i słuchało.
[Bóg] Lucyferze, tobie dam demona, który będzie znał czyny, myśli oraz lęki wszystkich ludzi. Abyś mógł umiejętnie i sprawiedliwie wymierzać karę.
[Lucyfer] Nazwę go Azael, demon czynu. Nie będzie miał wyglądu czy materii. Będzie razem ze mną w piekle. Porozumiewać będziemy się telepatycznie.
[Bóg] A tobie Gabrielu, zwany stwórcą, kogo dać?
[Gabriel] Jestem stwórcą, bo dałeś mi taką moc. Mogę sam sobie stworzyć demona jakiego będę chciał. Stworzę więc demona silniejszego od trzech pozostałych. Będzie on żył na ziemi, abym mógł ją obserwować. Będzie wyglądał jak ptak. Rozpiętość skrzydeł będzie miał taką, że zasłoni słońce. A będzie się ukazywał ludziom tylko przy wyjątkowych sytuacjach. Nazwę go Behemot, demon początku i końca. Jako jedyny będzie umiał otwierać wszystkie bramy jakie stworzyliśmy.
[Bóg] A więc niech tak będzie.

Gdzieś wysoko w przestworzach.
[Samael] To tutaj panie. Tam mieszka ta kobieta.
[Michał] Więc do roboty.
Nagle nadleciał Lewiatan i zaatakował Michała swoją paszczą. Archanioł zrobił unik. Gabriel to wszystko widział i się głęboko zdziwił. Michał i Samael nadal go nie widzieli.
[Gabriel:do siebie] A więc przewidziałeś to Rafaelu.
[Michał] Co jest? Skąd tu Lewiatan? Czyżby Raf tu gdzieś był?
[Samael] Wątpię panie. Prawdopodobnie Lewiatan został tutaj, aby bronić tej kobiety.
[Michał] Widać otwarta walka jest nieunikniona.
Lewiatan ponowił atak. Jako smok mógł pluć ogniem, z czego bez skrupułów korzystał. Dwie ogniste kule poleciały w stronę Samaela i Michała. Michał przywołał swój miecz i nim zablokował obydwie kule. Samael był najszybszym z demonów. Od razu po bloku Michała zaatakował swoimi pazurami Lewiatana. Walka dwóch demonów, tego się nie spotyka często. Lewiatan niestety nie był dobrym wojowanikeim, więc dość szybko zaczął przegrywać batalię na pazury. Nagle nadleciał Behemot i rozdzielił skrzydłami swoich braci.
[Michał] Skąd on tu?
[Gabriel] Nie pozwolę ci nikogo zabić Misiu!
[Michał] Gabryś! Nie widziałeś tego co ja. Musimy temu zapobiec.
[Gabriel] Ale nie w ten sposób.
[Michał] A niby jak? Jeśli znajdziesz inny sposób, to z chęcią go spróbuję.
[Gabriel] Nie wiem. Ale na pewno jest jakiś inny sposób.
[Lewiatan] Już i tak za późno.
Rafael nadleciał z mieczem w ręku i zaatakował Michała. Nawiązała się między nimi walka.
[Gabriel] Behemot! Rozdziel ich!
[Lewiatan] Choćbym miał zginąć, to nie pozwolę na to!
Lewiatan złapał Behemota i zaczęli walczyć między sobą.
[Samael] Odkąd żyję nigdy nie widziałem czegoś tak interesującego.
Samael zaczął atakować Rafaela. Rafel szybko musiał przejść do defensywy. Gabriel wyciągnął swój miecz i zaatakował Michała.
[Gabriel] Nie myślisz chyba, że pozabijamy się tu dzisiaj?
[Michał] Musimy wszyscy chronić nasz świat, zamiast walczyć.
Ale jego słowa nie przyniosły efektu. Archanioły i demony nadal walczyły między sobą.
[Bóg] Wystarczy!
I wtedy wielki błysk zabrał wszystkich walczących.

[Michał] Panie! Czemuś mnie opuścił?

I zjadło mu głowę

Pierwszy już siedział w pokoju. Wszedł czwarty z gazętą w ręku i położył ją na stole.
[Pierwszy] Co to?
[Czwarty] Sam zobacz.
Pierwszy otworzył gazetę. Wyskoczyła z niej jama gębowa. Pierwszy zamknął szybko gazetę i zniknęła.
[Pierwszy] Fajne!
Pierwszy otworzył gazetę i zjadło mu głowę. Czwarty popatrzył z politowaniem. Wszedł drugi.
[Drugi] Co tu się stało?
[Czwarty] Sam zobacz.
Czwarty wskazał na gazetę. Drugi wziął do ręki gazetę, otworzył i zjadło mu głowę. Czwarty znów popatrzył z politowaniem. Wszedł trzeci.
[Trzeci] A co tu się stało?
[Czwarty] Tylko nie ruszaj mojej gazety?!
[Trzeci] A dlaczego?
Trzeci otworzył gazetę i zjadło mu głowę. Wszedł ostatni.
[Ostatni] Ale jadka. Ale jak do tego doszło?
[Czwarty] Pokażę ci.
Czwarty otworzył gazetę i zjadło mu głowę. A ostatni zmarł na zawał serca.

Władca Trzech Bram odc.1

Władca Trzech Bram. Tak go nazywają. Bóg w swojej sile, stworzył trzy światy. Ziemię, Niebo oraz Piekło. Na początku tylko on mógł je otwierać. Jednak po stworzeniu samo-rozmnażających się ludzi, potrzebował pomocników, aby otwierali bramy za niego. Piekłem rządzi Szatan, nazywany buntownikiem przez ludzi. Gdyby tylko wiedzieli. Drugim światem, Niebem, rządzi sam Bóg. Wrota jednak otwierał św. Piotr. Ziemią natomiast rządzi Maria, matka Jezusa. Ale to już dziś nie istotne, gdyż ani Piotr, ani Maria nie żyją. O ile można to tak nazwać, w świecie aniołów, którzy żyli wiecznie razem z Bogiem. Aż do niedawna.
Stał przed bramą piekła. Ten, który pomagał zbudować wszystkie trzy światy, dziś stoi przed bramą ostatniego z nich. Archanioł Gabriel. Jego trzy skrzydła stały nieruchomo, gotowe do lotu. Ale nie chciał lecieć. Po prostu był gotowy na wszystko. Tylko nieliczne anioły wchodziły do piekła. Gabriel nie należał do nich. Znał piekło, tylko z czasów kiedy je budował. Nigdy nie widział go, w czasie jego działania. Nie wiedział co może go spotkać w środku. Trzymał miecz w ręku, a ubrany był w długi czarny płaszcz do kostek. Reszta jego ubioru jest mało istotna, więc wszedł.
Czerwone piekło pełno nękanych dusz. Czarne piekło, pełne strachu i cierp,ienia. Bezbarwne piekło w ziemi, połykające każdą złą duszę. Nie tak wyglądało piekło. Piekło tak naprawdę było wielką halą. Co 5 metrów wzdłuż i wszerz stała kolumna. A na każdej z tych kolumn lustro. Lustro pokazywało piekło każdej z dusz. Każdy przeżywał swoje piekło na swój sposób. Dla wszystkich było to zwalczanie swojego największego strachu. Jedni bali się Szatana, więc go dostali. Inni bali się śmierci, więc umierali ciągle od nowa. Najliczniejsza grupa, bała się samotności, więc siedzieli w swoim małym piekle sami, bez niczego i nikogo. Po prostu pustka. Gabriel akurat to właśnie przeżywał.
Dzisiaj piekło było nie czynne. Wyglądało jak stara, opuszczona hala, którą kiedyś, ktoś, używał. Nie było tu żadnego anioła. Ani przechadzającego się, ani cierpiącego wewnątrz kolumny. Gabriel wiedział co to oznacza. Żaden anioł nie miał życia po śmierci. Anioł nie miał nigdy ginąć. Ale zaczęło się. A teraz się zakończy.
[Gabriel:myśli] Biedny Rafael. To dla ciebie bracie.
Czas jest tylko chwilą. Bóg zawsze tak mawiał. Ale czas w piekle nie istniał. Każda dusza czułą tyle czasu, ile potrzebowała. A ci na wiecznym potępieniu, po prostu zikali w mgnieniu oka. Nikt poza Bogiem nie wiedział, co się tak naprawdę z nimi dzieje. A teraz, Gabriel przebiegł w mgnieniu oka nieskończoną halę pustych kolumn. Aż dotarł do końca. A na końcu stał klasztor. Mały, nawet jak na ziemski klasztor. Było to miejsce spoczynku Szatana. Było to miejsce przebywania także Boga. Sam gospodarz czekał na niego u progu klasztoru. Ubrany był w srebrne spodnie i srebrne glany. Jego trzy skrzydła były rozpięte. Tors miał nagi, ale także trzymał miecz.
[Lucyfer] Witaj trój-skrzydlaty bracie!
[Gabriel] Nie jesteśmy już braćmi! I ty dobrze o tym wiesz. Gdzie jest Bóg?
[Lucyfer] Nie myślisz chyba, że cię przepuszczę.
[Gabriel] A ty chyba nie myślisz, że ustąpię.
[Lucyfer] Pamiętam jak byliśmy jeszcze braćmi. Pamiętam jak wszyscy służyliśmy Panu.
[Gabriel] Ale te czasy minęły! Jesteś najbardziej umiłowanym z jego synów. Rafael nim nie był.
[Lucyfer] Rafael złamał zasady! I dostał karę.
[Gabriel] Nikt nie zasługiwał na taką karę. Nikt z nas nigdy nie powinien umierać i być zapomniany. I to wszystko dlaczego? Bo był zbyt podobny do umiłowanych dzieci Pana. Do ludzi żyjących na ziemi.
[Lucyfer] On miał być posłańcem! Nie wolno mu było ingerować w ziemskie życie bez rozkazu Władcy Trzech Bram. Świadomie złamał ten zakaz.
[Gabriel] Zakochał się w ziemskiej kobiecie. Chciał mieć potomka. To tak wiele?
[Lucyfer] Najwyraźniej tak. W końcu nie ma już aniołów. Zostaliśmy tylko my dwaj. Do tego zaraz jeden zabije drugiego, a jesteśmy przecież braćmi.
[Gabriel] Kain też był bratem Abla, a z nakazu Wszechmocnego, jeden musiał zabić drugiego.
[Lucyfer] Pamiętam czasy siódmego dnia.

Szóstego dnia, Pan stworzył człowieka na wzór i podobieństwo swoje i swoich 4 aniołów. Pan dał człowiekowi wolę tworzenia. Rafael obdarzył człowieka zdolnością uczuć. Michał dał człowiekowi mądrość. Gabriel ofiarował siłę i ciało. Lucyfer, dał człowiekowi wolną wolę.
[Bóg] A teraz, jak już stworzyliśmy człowieka i raj dla niego, czas mu to wszystko odebrać.
[Michał] Ale Panie… Dlaczego?
[Bóg] Dobrze wiecie, iż jestem wszechmogący. Mogę stworzyć wszystko co chcę i jak chcę. I dlatego, chcę stworzyć coś, co mnie zadziwi. Coś co jest w stanie przeciwstawić się mnie. Dlatego stworzyliśmy człowieka i daliśmy mu wolną wolę.
[Gabriel] Co rozkażesz Panie.
[Lucyfer] Co rozkażesz Panie.
[Bóg] Aby pokazać człowiekowi, jak może korzystać ze swojej wolnej woli, trzeba pokazać mu czym jest grzech. Aby był w stanie je popełniać. Będzie to praca bardzo nie wdzięczna. Anioł, który pokaże człowiekowi grzech, będzie potępiany i uważany, jako upadły. Nazywany będzie Szatanem. I nikt nie będzie wiedział, że gdy nie ma Szatana, nie ma sensu istnienia Boga.
[Michał] Pozwól mi być Szatanem. Jestem najmądrzejszy z…
[Bóg] Nie! Te zadanie dostanie Lucyfer. Ty Lucyferze jesteś najwierniejszy z całej czwórki archaniołów. Ty nigdy się ode mnie nie odwrócisz, niezależnie od tego, jak ciężkie zadanie postawie przed Tobą. Ty będziesz władał piekłem, które dla Ciebie stworze wraz z Gabrielem. Będziesz karał tych z pośród ludzi, którzy na to będą zasługiwać. Co do reszty. Rafaelu! Ty będziesz moim posłańcem. Będziesz schodził pod różnymi postaciami na ziemię. Ludzie będą o Tobie mówili “Duch Święty”. I będziesz moją prawą ręką na ziemi. Nie będziesz jednak nią władał i nie wolno ci ingerować w jej życie. Do władania nad ziemią weźmiemy kogoś z ludzi. Ale nie pora teraz na to. Gabrielu, czas na nas. Trzeba stworzyć Piekło i Niebo.
[Gabriel] A co będziemy robić, jak człowiek w końcu pozna dobro i zło?
[Bóg] Wtedy zacznie się dzień siódmy. Zaczniemy nauczać ludzi, jak korzystać z dobra i zła. Nauczymy ich o nas samych. Aż w końcu zostawimy samym sobie i zobaczymy efekty.
[Michał] Czy chcesz Panie…
[Bóg] Tak. Nauczymy ich jak zabijać, kraść, cudzołożyć. A potem, damy im zakazy, aby tego nie robili.
[Michał] A co ze mną?
[Bóg] Za niedługo stworzę zastępy aniołów. Każdy człowiek będzie miał własnego anioła, stróża. Ty będziesz władał tymi aniołami.

[Gabriel] Siódmy dzień skończył się wieki temu. Dzisiaj mamy inne problemy i zmartwienia.
[Lucyfer] Dzisiaj to się wszystko skończy, niezależnie od tego, kto wygra.
[Gabriel] Możemy nie walczyć.
[Lucyfer] I mam ci od tak pozwolić zabić Boga?
[Gabriel] Niech tak będzie.
Gabriel przygotował się do ataku. Złapał miecz w obie ręce i zaczął biec w stronę Lucyfera. Ten stanął na ugiętych nogach mieczem w jednej ręce, i czekał na atak. Gdy miecze się spotkały, poleciały pierwsze iskry. Gabriel zaatakował z boku, ale także i ten cios został zablokowany. Obrót Gabriela wokół własnej osi przywiódł bardzo silny cios, jednak nawet to nie pomogło. Lucyfer przeszedł do ofensywy i lewą pięścią uderzył w tors Gabriela. Władca piekła był najsilniejszym z pośród archaniołów, a cios był na tyle silny, że Gabriel upadł na kolana. Nie stracił jednak woli walki i prawie od razu chciał podciąć mieczem nogi przeciwnika. Ten natomiast zdołał zatrzepotać skrzydłami i wzlecieć w górę. Gabryś zrobił to samo, jednak atak z dołu nie miał sensu. Poczekał aż Lucyfer przestanie uciekać i zaatakował od frontu. Znowu poleciały iskry. Przy którymś skrzyżowaniu mieczy, Gabriel spróbował kopnąć Lucyfera. Tym razem mu się to udało i poszkodowany poleciał daleko. Gdy już miał zaryć o ziemię, odwrócił się i wylądował. Teraz on leciał do Gabriela z rządzą mordu w oczach. Gabriel sparował cios mieczem, jednak siła Szatana sprawiła, iż broniący się archanioł wyleciał jak z procy. Nie było kurzu, gdy uderzył o ziemię plecami. Piekło nie było zrobione z ziemi. Gabryś wstał na równe nogi.
[Gabriel] Chyba nie myślisz, że mnie pokonasz?
[Lucyfer] To Ty przed chwilą walnąłeś o ziemię.
[Gabriel] Ty chyba nie wiesz, jaki prezent dostałem od Michała. Prezent dzięki któremu jestem ostatnim żyjącym aniołem, w wielkiej anielskiej wojnie. Oto pokaże ci prawdziwą moc mojego miecza.
Miecz Gabriela zaczął płonąć. Nie był to ogień ziemski, z drewna czy węgla. Był to ogień duszy zamkniętej w mieczu. Gabryś zaatakował. Tym razem Lucyfer mógł sobie blokować ile chciał. Miecz Gabriela z każdym ciosem kruszył miecz Lucyfera. Chwilę później, Szatan nie miał się już czym bronić. Aniołom nie ucina się głowy. Im się wbija miecz w splot słoneczny, aby odciąć im kontakt z Bogiem. Śmierć anioła to naprawdę piękna rzecz. Denat nigdy nie krzyczy, ale widać jak dusza wylatuje z jego ciała i pali się nad nim. Ten ogień duszy to najpiękniejsza i najstraszliwsza rzecz, jaką Gabryś widział w swoim życiu.
[Gabriel] Czas na ciebie Boże.
I pobiegł w głąb klasztoru.

Archanioł Michał się przebudził. To był tylko sen. Przerażający sen. Ale Michał nigdy nie miewał snów. To był jego pierwszy sen jakiego kiedykolwiek doświadczył.
[Bóg] Możesz jeszcze temu zapobiec.
[Michał] Ale Panie, jak?
[Bóg] Znajdziesz sposób. Jeszcze nie jest za późno. Rafael wprawdzie jest już zakochany w człowieku, jednak jeszcze nie popełnił grzechu.
[Michał] Rozumiem. Powiedz mi jeszcze Panie, czyją duszę zamknąłem w mieczu Gabriela?
[Bóg] Swoją.

Wisielec

Weszłam do pokoju. Zobaczyłam swojego brata, który przed chwilą powiesił się na żyrandolu. Zwisał sobie tak samo, jak jego język zwisał mu z rozdziawionych ust. Był cały fioletowy. Wyglądał tak… jakby przed chwilą się powiesił, ale oczy miał otwarte.
[Wisielec] Patrz Basiu! Wisze sobie.
Zadziwiająco wyraźnie mówił jak na jego aktualne położenie. Mimo języka na wierzchu mówiłem zupełnie normalnie.
[Wisielec] Przyszłaś mnie dzisiaj odwiedzić? Nie często to robiłaś za mojego życia. Próbujesz nadrobić stracony czas?
[Basia] Przestań pierdolić, dobrze? Musimy pogadać.
[Wisielec] A nie mogłabyś najpierw mnie pochuśtać?
Mimo jego aktualnego stanu, nie opuszczało go poczucie humoru. A po chwili milczenia, przemówił.
[Wisielec] A o czym to tak mocno chcesz ze mną porozmawiać?
[Basia] O autorze.
[Wisielec] A co z nim jest nie tak?
[Basia] Wszystko! Posłuchaj jak go stworzyłam. Przyszedł na świat normalnie. Żył normalnie. Aż tu nagle trach! W jego dwudzieste pierwsze urodziny odwaliło mu. Zaczął tworzyć takie chore utwory, że wszystkim się podobały. Szczególnie ludziom, którzy kochali groteskę. Z każdym dniem tworzył coraz to bardziej posrane utwory. W wieku 30 lat miał wszystko co chciał, i się wiesza.
Wisielec zdjął z szyi pętlę u stanął na ziemi.
[Wisielec] Zanosi się na dłuższą rozmowę, prawda?
Zdjął kołnierz, dzięki któremu nie dusił się tak naprawdę. Wyjął sztuczny, zwisający język.
[Wisielec] A co ci w nim przeszkadza?
[Basia] Trochę za mało jego w tym autorze. Trzeba czegoś więcej. Albo coś zmienić?
[Wisielec] Ale nie powiesz mi, że nie ma się wieszać! Dopracowałem tę rolę do perfekcji!

Przerażające schody

Nie lubię pisać o sobie. Zwykle mnie to zawstydza. Ale dziś postanowiłem to zmienić. Ufam, że spodoba się wam ta mała opowiastka o mnie. W końcu ginę w niej. No ale do rzeczy. Spałem sobie spokojnie i smacznie. Ale w środku nocy, bodajże o 3 w nocy, obudziłem się zlany zimnym potem. Mimo, że chciałem spać, to obróciłem się na plecy i oglądałem sobie nasz pokój. W sumie, to już ten pokój jest mój, gdyż żona odeszła z tego świata 2 tygodnie temu. Więc spałem sam w pokoju. Jeszcze nawet nie posprzątałem jej rzeczy. Usłyszałem nagle, że huśtawka się huśta. Ale jak to? Przecież nikt o tej porze na pewno się na niej nie huśta. Zszedłem na dół. Po schodach. Spokojnie, trzymając się poręczy. Schodziłem schodek po schodku, aż tu nagle, kiedy stąpałem z ostatniego schodka… Znalazłem się na parterze. Poszedłem do kuchni i zobaczyłem. Zobaczyłem huśtawkę, huśtaną przez… Wiatr! I wtedy zrozumiałem jedno. Muszę jutro naoliwić tę huśtawkę, bo skrzypi jak moja żona co miesiąc. Obróciłem się i… Nie mogłem na to patrzeć! To było straszne! Jak mogłem pozwolić, żeby moja żona, kupiła nam do kuchni taki okropny żyrandol?! Zrozumiałem wtedy, że dobrze zrobiłem, kupując łopatę. No, ale i tak już za późno. Wtem, nagle i zupełnie nie oczekiwanie, poczułem przeogromny smród. Pachniało to, jak rozkładające się zwłoki od 2 tygodni. Powąchałem i prawie umarłem. Ale jednak przetrzymałem i starałem się znaleźć źródło zapachu. Chodziłem po całej kuchni, ale nic nie znalazłem. Aż w końcu zaglądnąłem do spiżarki. Obrazek, który miałem przed oczami, był okropny. Wielu z was, by pewnie zemdlało. Inni by uciekli. Ale nie ja. Ja przetrzymałem i wyrzuciłem te 10 zgniłych jajek. Dobrze, że kosz na śmieci był blisko. To teraz czas napić się wody i iść spać. Poszedłem do dystrybutora z wodą i nalałem sobie szklankę. Popatrzyłem na wodę w szklance i zrozumiałem, że to już koniec. Koniec z braniem wody od mojego dostawcy, bo jest strasznie brudna! Ale jednak, co mnie nie zabije, to wzmocni. Wypiłem i poszedłem na górę. Na schodach poczułem się, jakby to był mój koniec. Ale wchodziłem dalej, schodek po schodku. Wtem, naglę zginąłem. Fani gier RPG, pewnie by powiedzieli, że to było krytyczne pudło. Nie trafiłem na schodek i zamiast polecieć do przodu, poleciałem do tyłu i skręciłem sobie kark. Pomyślałem sobie, że spotkam się z moją zoną po drugiej stronie. Zastanawiacie się pewnie jak zginęła. Nie stało się jej nic ciekawego. Po prostu wziąłem łopatę i rąbnąłem ją w głowę. Niech się cieszy, że była to humanitarna (bo szybka) śmierć. Mogłem w końcu wrzucić do ognia i patrzyć jak się smaży. Ale tak ją kochałem, że się powstrzymałem przed tym. Na pogrzebie, mój teść powiedział mi, żebym uważał, bo moja żona była czarownicą i będzie chciała się zemścić po śmierci. Ale kogo to obchodzi? Przecież i tak już nie żyje.

98

“Na świecie”
Powiedz mi świecie
Co jest między nami
Strachami na wróble?
I cisza
Wiatr
I trochę kurzu
I to wszystko
Na świecie

97

“Śpię dalej”
Śpię
A Ty rozpościelasz swoje skrzydła
Gdzieś daleko
Nie dotykając mnie wcale

Chcesz mnie objąć?
Zabić?
Nic nie chcesz?

Ehh…
Śpię dalej

Po ciemnej stronie słońca

    Dzień był piękny, słoneczny. Brama wioski i 5 osób. Młodzik, Palk. Ukle, jeden z dowodzących misjami oraz stara brygada zwiadowcza: gruby Elk, zwinny Szwu i mistrz ceremonii Zdra. Nigdy nie lubiłem stopniowego poznawania bohaterów. Palk był cały podekscytowany. W końcu to jego pierwsza misja. Misja zwiadowcza w około wioski, ale jednak.
[Ukle] No to poznajcie się panowie. Ten młodzieniaszek to Palk. A tych trzech gburów to Elk, Szwu i dowódca Zdra.
[Zdra] Witaj. Od dziś jesteś nasz. Masz nas słuchać. Nie jesteś pierwszym młodzikiem, z którego zrobiliśmy wojownika. Pamiętaj, że my mamy doświadczenia, a ty nie, więc wiemy jak sobie z Tobą poradzić.
[Ukle] Palk! Pamiętaj, że jeśli uznają to za konieczne, mają prawo cię poważnie uszkodzić, a nawet zabić.
[Palk] Nie powinno być tak źle. Jestem przygotowany na wszystko!
Krzyknął Palk cały rozradowany. Wtedy Szwu bez słowo, zasadził cios mu w brzuch tak szybko, że nikt z obecnych nie był w stanie zobaczyć ruchów Szwu. Młodzik wyleciał jak z procy, a lot skończył na betonowej ścianie, ogradzającej wioskę, robiąc w niej małe wgniecenie.
[Palk] Za co?
[Szwu] Musimy sprawdzić z jakiej gliny jesteś ulepiony. Wstań!
Wstał posłusznie i stanął w pozycji gotowej do ataku i obrony. Następny cios został już sparowany. Niestety noga Szwu była silniejsza od ręki Palka, i ten znów poszybował. Chyba lubił latać, gdyż tym razem jednak poleciał wzdłuż muru, a kiedy skończył lot, wylądował na nogach. Zaczął biec w stronę swojego przeciwnika i zaatakował. Najpierw prawy prosty, wysłany tylko po to, aby został sparowany. Wtedy zrobił obrót wokół własnej osi, aby zaatakować Szwu. On jednak złapał rękę, która go atakowała i sprowadził przeciwnika do parteru.
[Zdra] Wystarczy! Powiedziałbym, że się nie nadajesz, ale przeżyłeś 2 ciosy Szwu. Mało kto nie przetrwał pierwszego bez straty przytomności. Idziemy.
[Ukle] To może być początek pięknej przyjaźni.
[Elk] Mówiłeś tak przy Ekru.
Wszyscy spojrzeli na niego z wyrazem wrogości. Wszyscy poza Palkiem, który nie wiedział o co chodzi.
[Zdra] Wyruszamy! Obwód granicy wioski to około 30 km. Przez cały czas będziemy biec. Trzeba rozruszać malca.
Pobiegli drogą. Ale po pół minucie biegu, skręcili w las. Pierwszy biegł Zdra, jako dowódca. Za jego plecami z lewej Elk, z prawej natomiast Szwu. Na końcu Palk, jako najmniej doświadczony.
[Zdra] I jak ci się podobają misje zwiadowcze?
[Palk] A co ma mi się podobać? Na razie jest jak na treningu.
[Zdra] Trening powiadasz? To pokaż nam jak latasz.
Palk wzbił się ponad korony drzew. Zaczął sunąć przez przestworza tak szybko, że wyprzedził wszystkich.
[Zdra] Stój!
Palk zatrzymał się nagle w powietrzu. Po chwili wszyscy go dogonili i wisieli tak w powietrzu koło niego.
[Zdra] Jesteśmy na misji zwiadowczej. Po pierwsze jesteś za wysoko, po drugi za szybko leciałeś, żeby cokolwiek zobaczyć.
[Palk] Przepraszam.
[Zdra] Nie masz przepraszać. Jesteś tu po to, aby się uczyć! A teraz pokaż nam, jak ci idzie wykrywanie.
[Palk] Tak jest!
Palk złożył ręce i zamknął oczy. Po chwili wskazywał po kolei różne miejsca palcem.
[Palk] Królik… Tam drugi… Parę saren.
[Zdra] Ile?
[Palk] 3
[Zdra] Płeć? Wiek?
[Palk] 2 dorosłe łanie i jeden młody samiec.
[Zdra] Dobrze. A teraz wszyscy na ziemie. Wracamy do biegu.
Jak powiedział, tak zrobili. Biegli przez las już chwilę w milczeniu.
[Palk] Szwu. Powiedz mi kto to Ekr?
Zdra spojrzał na Palka ze złością, ale nie przestał biec.
[Szwu] Są pewne pytania, których lepiej nie zadawać. Więc nie odpowiem na nie z pewnych względów.
I znów biegli w ciszy.
    Po pół godzinie biegu nagle Szwu i Elk spojrzeli na siebie.
[Zdra] Po cichu i skutecznie. Młody masz szczęście, więc siedź cicho i biegnij cały czas za mną. Zachowuj się jakby nigdy nic, aż ci powiem.
Zdra skręcił w lewo, a wszyscy za nim. Palk nic nie rozumiał. W pewnym momencie Szwu i Elk wyskoczyli w przeciwne kierunki i zniknęli.
[Zdra:szeptem do Palka] Nie zauważyłeś tego, ale natrafiliśmy na kogoś. Biorąc pod uwagę okoliczności to szpieg. Jak pewnie zauważyłeś, energia Elka i Szwu została z nami. Jest to specyficzny wabik. Dzięki temu szpieg nadal myśli, że biegniemy wszyscy na zwiadzie i go nie zauważyliśmy. Ale zaraz go zaatakujemy.
Z oddali przyszedł odgłos wybuchu.
[Zdra] Za mną!
Pobiegli razem. W pewnym momencie zobaczyli Szwu i Elka wpatrujących się w wypalone już epicentrum wybuchu.
[Zdra] I co?
[Szwu] Przechytrzył nas. Strach na wróble.
[Palk] Co to jest strach na wróble?
[Zdra] To taki swego rodzaju wabik. Wygląda jak mała laleczka, a emanuje energią jak normalna osoba. Każda osoba wydziela specyficzną tylko dla siebie energię, więc każdy kto chce mieć taką lalkę, musi sobie sam ją zrobić. Stosuje się ją, kiedy ktoś cię goni. Wyrzucasz lalkę i maskujesz własną energię, przez co pościg skupia się na lalce, a nie na tobie… Dobra, trzeba znaleźć tego szpiega. Rozproszyć się! Palk, ty idź w tą stronę, Szwu tam, Elk tam. Jakby co, to wysłać sygnał energetyczny.
[Palk] Tak jest!
I wszyscy popędzili, każdy w swoją stronę. Palk biegł przez las i niczego nie zauważył, więc biegł dalej. Nagle poczuł, że ktoś chce go zaatakować kulą energetyczną. Obrócił się i zobaczył postać w czarnej masce, zakrywającej całą głowę, wysyłającą w jego stronę kulę energetyczną wielkości piłki do koszykówki. Palk zamarł z przerażenia. W ostatniej chwili przyjął atak otwartymi rękoma. Kula byłą na tyle silna, żeby go zabić, ale udało mu się ja zatrzymać i wchłonąć energię z kuli. Już chciał atakować, jednak usłyszał krzyk:
[Zdra] Szwu! Emp!
Ponad koronami drzew ukazał się Szwu i Elk. Szwu wyciągnął rękę z dłonią wyciągniętą prostopadle do ręki. Ręka była zwrócona w stronę szpiega. Przed swoją dłonią, Szwu stworzył kulę energetyczną. Od małego punkciku do kuli wielkości pięści. Gdy kula miała odpowiednią dużą wielkość, Szwu puścił ją w stronę szpiega. Kiedy kula trafiła go, wszystko w promieniu 5 metrów od niego co było elektroniczne, przestało działać. Całość nie trwała dłużej niż sekunda.
Wtedy Elk wylądował przy szpiegu. Kopnął go tak mocno w przeponę, iż szpieg stracił przytomność. Ręka Elka zatrzymała ciało szpiega przed bezwładnym lotem po tak silnym uderzeniu.
[Zdra] No to posprzątane.
Palk odwrócił się i zobaczył Zdra.
[Palk] Ale co się stało? Skąd żeście się wzięli?
[Zdra] Wybacz ten mały fortel. Tyś tego nie zauważył, Elk zresztą też nie, ale szpieg tak naprawdę nie użył stracha na wróble. Sam wywołał wybuch i schował się w zaroślach. Powiedziałem ci o tym strachu na wróble, żeby przekonać go, że mu się udało. Miałem nadzieję, że akurat ciebie pójdzie zabić, żebym mógł spokojnie zobaczyć na co cię stać. Nie obroniłbyś tej kuli energii beze mnie tak a propos.
[Palk] Aha… A co to był za atak “emp”?
[Zdra] Sygnał E.M.P. niszczy wszystkie półprzewodniki. W masce tego szpiega, jak z resztą u każdego szpiega, jest pełno elektroniki. Ta elektronika jest przypięta do jego kręgosłupa. Kiedy poczuje “ochotę samobójstwa” płynącą z nosiciela, to wtedy prawie natychmiastowo nosiciel umiera. Nie mogliśmy do tego dopuścić. Na szczęście, nie wszyscy szpiedzy tak szybko chcą umierać, kiedy zobaczą wroga. Teraz trzeba go oddać do wioski i przesłuchać.
[Elk] Ją.
[Zdra] Co?
[Elk] To jest ona. Cycki nawet ładne ma.
[Zdra] Załóż jej wiązankę i ściągnij jej tą maskę.
Elk stworzył z energii specjalną linę na jej rękach, dzięki której nie mogła ruszać rękoma. Ręce miała na spleciona na plecach, aby nawet nie próbować uciec. Osoba, która ma wiązankę na rękach nie jest w stanie oddalić się zbyt daleko od stwórcy tejże wiązanki.
[Palk] Trochę to dziwne, że kobieta jest szpiegiem. Nigdy nie sądziłem…
[Zdra] Chłopaki! Mamy smarkacza do wyprostowania. Co z tego, że to dziewczyna? Osoba jak każda inna. Skoro to kobieta szpieg, to pewnie dostawała informację przy seksie. Takie jest życie.
[Palk] No ale to kobieta. Ja myślałem…
[Zdra] To przestań myśleć i naucz się, że to jest życie, a nie świat pełen ideałów.
Elk zdjął w końcu maskę z głowy kobiety szpiega.
[Elk] Ja ją znam. To sklepikarka w cukierni.
[Szwu] To ja ją też znam. I macie rację, to szmata.
[Zdra] Czy ty musisz się kochać ze wszystkim co ma parę nóg i parę cycków?
[Szwu] Twoją mamusię zostawiłem, bo bałem się, że ty mi się urodzisz.
[Elk] A mnie się oddać nie chciała.
[Zdra] Co? Moja matka oddać ci się nie chciała?
[Elk] Ta sklepikarka mi się oddać nie chciała.
[Szwu] To teraz ją przeleć. Co się przejmujesz?
[Palk] Ej! Zaraz! Ale my nie powinniśmy!
[Zdra] A to niby dlaczego?
[Palk] No bo nie powinniśmy. My przecież jesteśmy “ci dobrzy”! Nie powinniśmy zachowywać się jak tamci.
[Zdra] Że co? “Ci dobrzy”? “Jak tamci”? Co to ma niby znaczyć?
[Palk] My jesteśmy z tych dobrych! Nie możemy robić rzeczy złych.
[Zdra] Chłopaki! Trafił nam się chłopaczyna z głową wypełnioną ideologicznymi bzdurami. Zaraz nam powie, że my święci powinniśmy być, a nasze zabójstwa koszerne! Z którego księżyca się urwałeś? Myślisz, że my to ci dobrzy, a tamci to są ci źli? Myślisz, że jak kogoś z nich zabijesz, to ta osoba nie ma rodziny i przyjaciół? Myślisz, że my nie wysyłamy szpiegów, takich jak ta dziewucha? Myślisz, że z jakiego powodu jest ta wojna?
[Palk] Pewnie tamci ją wywołali.
Zdra zaśmiał się szczerze.
[Zdra] No to powiem ci coś chłoptasiu. Pewnego pięknego dnia, lud naszej wioski narzekał na brak pracy. Wódz naszej wioski wpadł na genialny pomysł: wywołał wojnę. Oczywiście ubrał to politycznie, ale wszyscy wtedy żyjący wiedzieli o co chodzi. I tak napadaliśmy na jedną wioskę, później na drugą… Aż natrafiliśmy na wioskę, która daje sobie z nami radę. I tak już od 4 lat mamy bardzo ładną wojenkę. I wszyscy mają co robić. Inaczej byś przymierał głodem.
[Pelk] Bzdura! Tak nie może być!
[Zdra] Nie może być? Tak jest. Teraz zadam ci proste pytanie. Wracasz z nami?
[Pelk] Nie pozwolę wam!
Pelk skoczył i spróbował uwolnić kobietę szpiega od wiązanki Elka. Niestety, Elk jednym ciosem w głowę rozwalił Pelkowi czaszkę. Padł na ziemię jak kłoda i w kilka sekund zrobiła się duża kałuża krwi.
[Zdra] Ukle to przewidział. Nie wiedziałem, że to się stanie tak szybko. Czas na nas.
[Elk] Znaczy z dzisiejszego seksu nici?
[Zdra] Już mnie nie denerwuj! Do wioski!
Cała trójka wyskoczyła, trzymając nadal nie przytomnego szpiega i poleciała do wioski. Mogłem to tak zakończyć. Albo zrobić “happy end”. Ale mam inne plany.