Archive for the 'Różne' Category

Trochę snu

Nieznany sen przyszedł do mnie i mówił o nieśmiertelności. Mówił jak domokrążca, który chce sprzedać swój towar za zbyt dużą cenę. Ale ja już przecież nie żyłem. Przerwałem mu więc i zapytałem się jak się nazywa. Nie odpowiedział. Po prostu wstał i wyszedł. Pozostawił mnie z moimi myślami i krzesłem, na którym siedziałem. A ja tak bardzo chciałem się położyć.

[Adam] Edward! Nie śpij w pracy!
Obudziłem się i spojrzałem na zegarek.
[Edward] Od 10 minut jestem po pracy.
[Adam] Ale od dwóch godzin śpisz. Nie śpij tyle, bo prześpisz koniec pracy. Narazie
[Edward] Narazie
Jestem stróżem w prywatnym budynku. Idę do pracy na 18:00, wychodzę z pracy o 8:00. Po pracy przychodzę do domu, wyciągam pistolet i strzelam sobie w łeb. A następnego dnia znowu do pracy…

I zjadło mu głowę

Pierwszy już siedział w pokoju. Wszedł czwarty z gazętą w ręku i położył ją na stole.
[Pierwszy] Co to?
[Czwarty] Sam zobacz.
Pierwszy otworzył gazetę. Wyskoczyła z niej jama gębowa. Pierwszy zamknął szybko gazetę i zniknęła.
[Pierwszy] Fajne!
Pierwszy otworzył gazetę i zjadło mu głowę. Czwarty popatrzył z politowaniem. Wszedł drugi.
[Drugi] Co tu się stało?
[Czwarty] Sam zobacz.
Czwarty wskazał na gazetę. Drugi wziął do ręki gazetę, otworzył i zjadło mu głowę. Czwarty znów popatrzył z politowaniem. Wszedł trzeci.
[Trzeci] A co tu się stało?
[Czwarty] Tylko nie ruszaj mojej gazety?!
[Trzeci] A dlaczego?
Trzeci otworzył gazetę i zjadło mu głowę. Wszedł ostatni.
[Ostatni] Ale jadka. Ale jak do tego doszło?
[Czwarty] Pokażę ci.
Czwarty otworzył gazetę i zjadło mu głowę. A ostatni zmarł na zawał serca.

Wisielec

Weszłam do pokoju. Zobaczyłam swojego brata, który przed chwilą powiesił się na żyrandolu. Zwisał sobie tak samo, jak jego język zwisał mu z rozdziawionych ust. Był cały fioletowy. Wyglądał tak… jakby przed chwilą się powiesił, ale oczy miał otwarte.
[Wisielec] Patrz Basiu! Wisze sobie.
Zadziwiająco wyraźnie mówił jak na jego aktualne położenie. Mimo języka na wierzchu mówiłem zupełnie normalnie.
[Wisielec] Przyszłaś mnie dzisiaj odwiedzić? Nie często to robiłaś za mojego życia. Próbujesz nadrobić stracony czas?
[Basia] Przestań pierdolić, dobrze? Musimy pogadać.
[Wisielec] A nie mogłabyś najpierw mnie pochuśtać?
Mimo jego aktualnego stanu, nie opuszczało go poczucie humoru. A po chwili milczenia, przemówił.
[Wisielec] A o czym to tak mocno chcesz ze mną porozmawiać?
[Basia] O autorze.
[Wisielec] A co z nim jest nie tak?
[Basia] Wszystko! Posłuchaj jak go stworzyłam. Przyszedł na świat normalnie. Żył normalnie. Aż tu nagle trach! W jego dwudzieste pierwsze urodziny odwaliło mu. Zaczął tworzyć takie chore utwory, że wszystkim się podobały. Szczególnie ludziom, którzy kochali groteskę. Z każdym dniem tworzył coraz to bardziej posrane utwory. W wieku 30 lat miał wszystko co chciał, i się wiesza.
Wisielec zdjął z szyi pętlę u stanął na ziemi.
[Wisielec] Zanosi się na dłuższą rozmowę, prawda?
Zdjął kołnierz, dzięki któremu nie dusił się tak naprawdę. Wyjął sztuczny, zwisający język.
[Wisielec] A co ci w nim przeszkadza?
[Basia] Trochę za mało jego w tym autorze. Trzeba czegoś więcej. Albo coś zmienić?
[Wisielec] Ale nie powiesz mi, że nie ma się wieszać! Dopracowałem tę rolę do perfekcji!

Przerażające schody

Nie lubię pisać o sobie. Zwykle mnie to zawstydza. Ale dziś postanowiłem to zmienić. Ufam, że spodoba się wam ta mała opowiastka o mnie. W końcu ginę w niej. No ale do rzeczy. Spałem sobie spokojnie i smacznie. Ale w środku nocy, bodajże o 3 w nocy, obudziłem się zlany zimnym potem. Mimo, że chciałem spać, to obróciłem się na plecy i oglądałem sobie nasz pokój. W sumie, to już ten pokój jest mój, gdyż żona odeszła z tego świata 2 tygodnie temu. Więc spałem sam w pokoju. Jeszcze nawet nie posprzątałem jej rzeczy. Usłyszałem nagle, że huśtawka się huśta. Ale jak to? Przecież nikt o tej porze na pewno się na niej nie huśta. Zszedłem na dół. Po schodach. Spokojnie, trzymając się poręczy. Schodziłem schodek po schodku, aż tu nagle, kiedy stąpałem z ostatniego schodka… Znalazłem się na parterze. Poszedłem do kuchni i zobaczyłem. Zobaczyłem huśtawkę, huśtaną przez… Wiatr! I wtedy zrozumiałem jedno. Muszę jutro naoliwić tę huśtawkę, bo skrzypi jak moja żona co miesiąc. Obróciłem się i… Nie mogłem na to patrzeć! To było straszne! Jak mogłem pozwolić, żeby moja żona, kupiła nam do kuchni taki okropny żyrandol?! Zrozumiałem wtedy, że dobrze zrobiłem, kupując łopatę. No, ale i tak już za późno. Wtem, nagle i zupełnie nie oczekiwanie, poczułem przeogromny smród. Pachniało to, jak rozkładające się zwłoki od 2 tygodni. Powąchałem i prawie umarłem. Ale jednak przetrzymałem i starałem się znaleźć źródło zapachu. Chodziłem po całej kuchni, ale nic nie znalazłem. Aż w końcu zaglądnąłem do spiżarki. Obrazek, który miałem przed oczami, był okropny. Wielu z was, by pewnie zemdlało. Inni by uciekli. Ale nie ja. Ja przetrzymałem i wyrzuciłem te 10 zgniłych jajek. Dobrze, że kosz na śmieci był blisko. To teraz czas napić się wody i iść spać. Poszedłem do dystrybutora z wodą i nalałem sobie szklankę. Popatrzyłem na wodę w szklance i zrozumiałem, że to już koniec. Koniec z braniem wody od mojego dostawcy, bo jest strasznie brudna! Ale jednak, co mnie nie zabije, to wzmocni. Wypiłem i poszedłem na górę. Na schodach poczułem się, jakby to był mój koniec. Ale wchodziłem dalej, schodek po schodku. Wtem, naglę zginąłem. Fani gier RPG, pewnie by powiedzieli, że to było krytyczne pudło. Nie trafiłem na schodek i zamiast polecieć do przodu, poleciałem do tyłu i skręciłem sobie kark. Pomyślałem sobie, że spotkam się z moją zoną po drugiej stronie. Zastanawiacie się pewnie jak zginęła. Nie stało się jej nic ciekawego. Po prostu wziąłem łopatę i rąbnąłem ją w głowę. Niech się cieszy, że była to humanitarna (bo szybka) śmierć. Mogłem w końcu wrzucić do ognia i patrzyć jak się smaży. Ale tak ją kochałem, że się powstrzymałem przed tym. Na pogrzebie, mój teść powiedział mi, żebym uważał, bo moja żona była czarownicą i będzie chciała się zemścić po śmierci. Ale kogo to obchodzi? Przecież i tak już nie żyje.

Po ciemnej stronie słońca

    Dzień był piękny, słoneczny. Brama wioski i 5 osób. Młodzik, Palk. Ukle, jeden z dowodzących misjami oraz stara brygada zwiadowcza: gruby Elk, zwinny Szwu i mistrz ceremonii Zdra. Nigdy nie lubiłem stopniowego poznawania bohaterów. Palk był cały podekscytowany. W końcu to jego pierwsza misja. Misja zwiadowcza w około wioski, ale jednak.
[Ukle] No to poznajcie się panowie. Ten młodzieniaszek to Palk. A tych trzech gburów to Elk, Szwu i dowódca Zdra.
[Zdra] Witaj. Od dziś jesteś nasz. Masz nas słuchać. Nie jesteś pierwszym młodzikiem, z którego zrobiliśmy wojownika. Pamiętaj, że my mamy doświadczenia, a ty nie, więc wiemy jak sobie z Tobą poradzić.
[Ukle] Palk! Pamiętaj, że jeśli uznają to za konieczne, mają prawo cię poważnie uszkodzić, a nawet zabić.
[Palk] Nie powinno być tak źle. Jestem przygotowany na wszystko!
Krzyknął Palk cały rozradowany. Wtedy Szwu bez słowo, zasadził cios mu w brzuch tak szybko, że nikt z obecnych nie był w stanie zobaczyć ruchów Szwu. Młodzik wyleciał jak z procy, a lot skończył na betonowej ścianie, ogradzającej wioskę, robiąc w niej małe wgniecenie.
[Palk] Za co?
[Szwu] Musimy sprawdzić z jakiej gliny jesteś ulepiony. Wstań!
Wstał posłusznie i stanął w pozycji gotowej do ataku i obrony. Następny cios został już sparowany. Niestety noga Szwu była silniejsza od ręki Palka, i ten znów poszybował. Chyba lubił latać, gdyż tym razem jednak poleciał wzdłuż muru, a kiedy skończył lot, wylądował na nogach. Zaczął biec w stronę swojego przeciwnika i zaatakował. Najpierw prawy prosty, wysłany tylko po to, aby został sparowany. Wtedy zrobił obrót wokół własnej osi, aby zaatakować Szwu. On jednak złapał rękę, która go atakowała i sprowadził przeciwnika do parteru.
[Zdra] Wystarczy! Powiedziałbym, że się nie nadajesz, ale przeżyłeś 2 ciosy Szwu. Mało kto nie przetrwał pierwszego bez straty przytomności. Idziemy.
[Ukle] To może być początek pięknej przyjaźni.
[Elk] Mówiłeś tak przy Ekru.
Wszyscy spojrzeli na niego z wyrazem wrogości. Wszyscy poza Palkiem, który nie wiedział o co chodzi.
[Zdra] Wyruszamy! Obwód granicy wioski to około 30 km. Przez cały czas będziemy biec. Trzeba rozruszać malca.
Pobiegli drogą. Ale po pół minucie biegu, skręcili w las. Pierwszy biegł Zdra, jako dowódca. Za jego plecami z lewej Elk, z prawej natomiast Szwu. Na końcu Palk, jako najmniej doświadczony.
[Zdra] I jak ci się podobają misje zwiadowcze?
[Palk] A co ma mi się podobać? Na razie jest jak na treningu.
[Zdra] Trening powiadasz? To pokaż nam jak latasz.
Palk wzbił się ponad korony drzew. Zaczął sunąć przez przestworza tak szybko, że wyprzedził wszystkich.
[Zdra] Stój!
Palk zatrzymał się nagle w powietrzu. Po chwili wszyscy go dogonili i wisieli tak w powietrzu koło niego.
[Zdra] Jesteśmy na misji zwiadowczej. Po pierwsze jesteś za wysoko, po drugi za szybko leciałeś, żeby cokolwiek zobaczyć.
[Palk] Przepraszam.
[Zdra] Nie masz przepraszać. Jesteś tu po to, aby się uczyć! A teraz pokaż nam, jak ci idzie wykrywanie.
[Palk] Tak jest!
Palk złożył ręce i zamknął oczy. Po chwili wskazywał po kolei różne miejsca palcem.
[Palk] Królik… Tam drugi… Parę saren.
[Zdra] Ile?
[Palk] 3
[Zdra] Płeć? Wiek?
[Palk] 2 dorosłe łanie i jeden młody samiec.
[Zdra] Dobrze. A teraz wszyscy na ziemie. Wracamy do biegu.
Jak powiedział, tak zrobili. Biegli przez las już chwilę w milczeniu.
[Palk] Szwu. Powiedz mi kto to Ekr?
Zdra spojrzał na Palka ze złością, ale nie przestał biec.
[Szwu] Są pewne pytania, których lepiej nie zadawać. Więc nie odpowiem na nie z pewnych względów.
I znów biegli w ciszy.
    Po pół godzinie biegu nagle Szwu i Elk spojrzeli na siebie.
[Zdra] Po cichu i skutecznie. Młody masz szczęście, więc siedź cicho i biegnij cały czas za mną. Zachowuj się jakby nigdy nic, aż ci powiem.
Zdra skręcił w lewo, a wszyscy za nim. Palk nic nie rozumiał. W pewnym momencie Szwu i Elk wyskoczyli w przeciwne kierunki i zniknęli.
[Zdra:szeptem do Palka] Nie zauważyłeś tego, ale natrafiliśmy na kogoś. Biorąc pod uwagę okoliczności to szpieg. Jak pewnie zauważyłeś, energia Elka i Szwu została z nami. Jest to specyficzny wabik. Dzięki temu szpieg nadal myśli, że biegniemy wszyscy na zwiadzie i go nie zauważyliśmy. Ale zaraz go zaatakujemy.
Z oddali przyszedł odgłos wybuchu.
[Zdra] Za mną!
Pobiegli razem. W pewnym momencie zobaczyli Szwu i Elka wpatrujących się w wypalone już epicentrum wybuchu.
[Zdra] I co?
[Szwu] Przechytrzył nas. Strach na wróble.
[Palk] Co to jest strach na wróble?
[Zdra] To taki swego rodzaju wabik. Wygląda jak mała laleczka, a emanuje energią jak normalna osoba. Każda osoba wydziela specyficzną tylko dla siebie energię, więc każdy kto chce mieć taką lalkę, musi sobie sam ją zrobić. Stosuje się ją, kiedy ktoś cię goni. Wyrzucasz lalkę i maskujesz własną energię, przez co pościg skupia się na lalce, a nie na tobie… Dobra, trzeba znaleźć tego szpiega. Rozproszyć się! Palk, ty idź w tą stronę, Szwu tam, Elk tam. Jakby co, to wysłać sygnał energetyczny.
[Palk] Tak jest!
I wszyscy popędzili, każdy w swoją stronę. Palk biegł przez las i niczego nie zauważył, więc biegł dalej. Nagle poczuł, że ktoś chce go zaatakować kulą energetyczną. Obrócił się i zobaczył postać w czarnej masce, zakrywającej całą głowę, wysyłającą w jego stronę kulę energetyczną wielkości piłki do koszykówki. Palk zamarł z przerażenia. W ostatniej chwili przyjął atak otwartymi rękoma. Kula byłą na tyle silna, żeby go zabić, ale udało mu się ja zatrzymać i wchłonąć energię z kuli. Już chciał atakować, jednak usłyszał krzyk:
[Zdra] Szwu! Emp!
Ponad koronami drzew ukazał się Szwu i Elk. Szwu wyciągnął rękę z dłonią wyciągniętą prostopadle do ręki. Ręka była zwrócona w stronę szpiega. Przed swoją dłonią, Szwu stworzył kulę energetyczną. Od małego punkciku do kuli wielkości pięści. Gdy kula miała odpowiednią dużą wielkość, Szwu puścił ją w stronę szpiega. Kiedy kula trafiła go, wszystko w promieniu 5 metrów od niego co było elektroniczne, przestało działać. Całość nie trwała dłużej niż sekunda.
Wtedy Elk wylądował przy szpiegu. Kopnął go tak mocno w przeponę, iż szpieg stracił przytomność. Ręka Elka zatrzymała ciało szpiega przed bezwładnym lotem po tak silnym uderzeniu.
[Zdra] No to posprzątane.
Palk odwrócił się i zobaczył Zdra.
[Palk] Ale co się stało? Skąd żeście się wzięli?
[Zdra] Wybacz ten mały fortel. Tyś tego nie zauważył, Elk zresztą też nie, ale szpieg tak naprawdę nie użył stracha na wróble. Sam wywołał wybuch i schował się w zaroślach. Powiedziałem ci o tym strachu na wróble, żeby przekonać go, że mu się udało. Miałem nadzieję, że akurat ciebie pójdzie zabić, żebym mógł spokojnie zobaczyć na co cię stać. Nie obroniłbyś tej kuli energii beze mnie tak a propos.
[Palk] Aha… A co to był za atak “emp”?
[Zdra] Sygnał E.M.P. niszczy wszystkie półprzewodniki. W masce tego szpiega, jak z resztą u każdego szpiega, jest pełno elektroniki. Ta elektronika jest przypięta do jego kręgosłupa. Kiedy poczuje “ochotę samobójstwa” płynącą z nosiciela, to wtedy prawie natychmiastowo nosiciel umiera. Nie mogliśmy do tego dopuścić. Na szczęście, nie wszyscy szpiedzy tak szybko chcą umierać, kiedy zobaczą wroga. Teraz trzeba go oddać do wioski i przesłuchać.
[Elk] Ją.
[Zdra] Co?
[Elk] To jest ona. Cycki nawet ładne ma.
[Zdra] Załóż jej wiązankę i ściągnij jej tą maskę.
Elk stworzył z energii specjalną linę na jej rękach, dzięki której nie mogła ruszać rękoma. Ręce miała na spleciona na plecach, aby nawet nie próbować uciec. Osoba, która ma wiązankę na rękach nie jest w stanie oddalić się zbyt daleko od stwórcy tejże wiązanki.
[Palk] Trochę to dziwne, że kobieta jest szpiegiem. Nigdy nie sądziłem…
[Zdra] Chłopaki! Mamy smarkacza do wyprostowania. Co z tego, że to dziewczyna? Osoba jak każda inna. Skoro to kobieta szpieg, to pewnie dostawała informację przy seksie. Takie jest życie.
[Palk] No ale to kobieta. Ja myślałem…
[Zdra] To przestań myśleć i naucz się, że to jest życie, a nie świat pełen ideałów.
Elk zdjął w końcu maskę z głowy kobiety szpiega.
[Elk] Ja ją znam. To sklepikarka w cukierni.
[Szwu] To ja ją też znam. I macie rację, to szmata.
[Zdra] Czy ty musisz się kochać ze wszystkim co ma parę nóg i parę cycków?
[Szwu] Twoją mamusię zostawiłem, bo bałem się, że ty mi się urodzisz.
[Elk] A mnie się oddać nie chciała.
[Zdra] Co? Moja matka oddać ci się nie chciała?
[Elk] Ta sklepikarka mi się oddać nie chciała.
[Szwu] To teraz ją przeleć. Co się przejmujesz?
[Palk] Ej! Zaraz! Ale my nie powinniśmy!
[Zdra] A to niby dlaczego?
[Palk] No bo nie powinniśmy. My przecież jesteśmy “ci dobrzy”! Nie powinniśmy zachowywać się jak tamci.
[Zdra] Że co? “Ci dobrzy”? “Jak tamci”? Co to ma niby znaczyć?
[Palk] My jesteśmy z tych dobrych! Nie możemy robić rzeczy złych.
[Zdra] Chłopaki! Trafił nam się chłopaczyna z głową wypełnioną ideologicznymi bzdurami. Zaraz nam powie, że my święci powinniśmy być, a nasze zabójstwa koszerne! Z którego księżyca się urwałeś? Myślisz, że my to ci dobrzy, a tamci to są ci źli? Myślisz, że jak kogoś z nich zabijesz, to ta osoba nie ma rodziny i przyjaciół? Myślisz, że my nie wysyłamy szpiegów, takich jak ta dziewucha? Myślisz, że z jakiego powodu jest ta wojna?
[Palk] Pewnie tamci ją wywołali.
Zdra zaśmiał się szczerze.
[Zdra] No to powiem ci coś chłoptasiu. Pewnego pięknego dnia, lud naszej wioski narzekał na brak pracy. Wódz naszej wioski wpadł na genialny pomysł: wywołał wojnę. Oczywiście ubrał to politycznie, ale wszyscy wtedy żyjący wiedzieli o co chodzi. I tak napadaliśmy na jedną wioskę, później na drugą… Aż natrafiliśmy na wioskę, która daje sobie z nami radę. I tak już od 4 lat mamy bardzo ładną wojenkę. I wszyscy mają co robić. Inaczej byś przymierał głodem.
[Pelk] Bzdura! Tak nie może być!
[Zdra] Nie może być? Tak jest. Teraz zadam ci proste pytanie. Wracasz z nami?
[Pelk] Nie pozwolę wam!
Pelk skoczył i spróbował uwolnić kobietę szpiega od wiązanki Elka. Niestety, Elk jednym ciosem w głowę rozwalił Pelkowi czaszkę. Padł na ziemię jak kłoda i w kilka sekund zrobiła się duża kałuża krwi.
[Zdra] Ukle to przewidział. Nie wiedziałem, że to się stanie tak szybko. Czas na nas.
[Elk] Znaczy z dzisiejszego seksu nici?
[Zdra] Już mnie nie denerwuj! Do wioski!
Cała trójka wyskoczyła, trzymając nadal nie przytomnego szpiega i poleciała do wioski. Mogłem to tak zakończyć. Albo zrobić “happy end”. Ale mam inne plany.

To wszystko jest chore

   No więc, pewnego pięknego wieczora siedziałem przy stole z jakimś ziomkiem i jedliśmy kolację. Ja jadłem jakieś mięso. On jadł coś na kształt zupy. On to wszystko ugotował. Nawet smaczne było, więc poczułem chęć pogratulowania mu tak dobrze zrobionej kolacji.
-Dobre. Co to za mięso?
-Ludzkie mięso.
Eee… Że kurwa co?
-Ale dlaczego? – Jakoś nic bardziej inteligentnego nie przyszło mi do głowy.
-Bo jest dobre.
Fakt. Trudno nie było się z nim nie zgodzić. Ciekawe zatem, co on zajadał tak łapczywie.
-W sumie racja. Nawet lekko takie słodkie. A co ty jesz?
-Ludzkie odchody i wymiociny.
-A jak smakuje?
-Jak gówno i wymiociny.
Trafna była ta jego wypowiedź.
-A tobie to smakuje?
-Nie
Aha…
-Jesteś jakiś pojebany.
-Ale to ty jesteś narratorem!
Zjechał mnie z góry na dół w jednym zdaniu. Ale znów mu musiałem przyznać rację.
-Czy to nie dziwne, że tak sobie spokojnie jemy ludzkie mięso, i ludzkie odchodzy z wymiocinami?
-A czemu dziwne? Wyjaśnij.
-Ludzie jedzący ludzkie mięso? Luedzie jedzący ludzkie odchodzy, które im nie smakują? Nie, w tym nie jest nic dziwnego.
-A kto ci powiedział, że jesteśmy ludźmi?
-A czym jesteś?
-Nazywają mnie czystym złem, szatanem, buntownikiem, złoczyńcą, zboczeńcem i wszystkim tym, czego się boją. Ale tak naprawdę, to jesteśmy braćmi.
-A czym ja jestem?
-Tym czym chcesz. A często chcesz być mną. Nigdy nie chciałem być tobą, bo to ty mnie wykorzystujesz. A ja chcę tylko zjejść w spokoju kolację.
-O to, czy chcę być tobą, nie pytałem.
-Ale chciałeś zapytać.
-A co, jak zechcę być bogiem?
-To zostaniesz zamknięty w pokoju bez klamek.
-Ale jak to?! Powiedziałeś, że mogę być tym, czym chcę.
-Nie zapominaj jednak, że jesteśmy braćmi. Jesteś ze mną i masz się mną opiekować. I dawać mi jejść.
-A co, jeśli nie dam ci jedzenia?
Zapytałem, po czym wstałem w gniewie i krzyknąłem:
-Ja to pierdolę! Mam tego wszystkiego dość. Wychodzę!
-Złość jest impulsywna, głupia i brutalna. Ja jestem spokojny, perfidny i o wiele bardziej brutalny. Usiądź, bo wiem, że w gruncie rzeczy i tak dasz mi jejść.
Usiadłem spokojnie.
-Ale przecież tobie to nie smakuje.
-Smakuje każdy łyk tej zupy, jak by to był mój pierwszy, a zarazem ostatni łyk. Daję całą swoją siłę jaką mam w ten jeden łyk, a potem biorę następny z takim samym zacieńciem. Zupa, to najmniejsza rzecz która mnie tutaj obchodzi.
-A jak żeśmy się tutaj znaleźli?
-Myśmy się tutaj nie znaleźli. Nas tu nikt nie przyprowadził. Myśmy tu nigdy nie weszli. My jesteśmy tu od zawsze.
-A gdzie jesteśmy?
-W środku.
-W środku czego?
-Kiedy nie możesz być na zewnątrz, to jesteś w środku. Jeśli nie możesz być w środku, to zewnętrznej części nie ma. A jeśli środek jest częścią zewnętrzną, a wszystkie oczy patrzą, to znaczy, że czas umierać.
-Nie umiesz mówić normalnie?
-Nikt nie powiedział, że jestem normalny.
-Ale jesteś moim bratem. Musisz być choć trochę normalny.
-Nikt nie powiedział, że ty jesteś normalny. Nie szukaj normy, ani formy. Znajdź mnie, a będziesz bogiem samego siebie. Poznaj mnie, a będziesz lepszy od boga włąsnego siebie. Dotknij mnie, poczuj mnie, a zostaniesz mną.
-Kto wtedy umiera?
-A kogo to obchodzi? Po prostu zabijasz i jesteś zabijany. Pospolita egzystencja pospolitego bytu. Oto czym jesteśmy.
-Ja nie zabijam! – Znowu wstałem w gniewie.
-To czemu wstajesz w gniewie?
Nie umiałem odpowiedzieć, wiec usiadłem.
-A co na deser? – Spytałem najspokojniej w świecie.
W tym momencie podjechały dwie tace przykryte półmiskami. On otworzył swoją porcję. była tam moja głowa. nie zdziwiło mnie to wcale, bo moją porcją była jego głowa. Zacząłem jejść od jego włosów. Jadło się to jak makaron. Ale mimo wszystko, czułem się, jakbym jadł lody. Ona natomiast wsadził słomkę w moją głowę i wysysał mi mózg.
-Dobre? – Spytałem.
-Potrzebne i naturalne.
Czas wsadzić mu nóż w gardło. Wstałem i wsadziłem mu nóż w ucho. Jego głowa na tacy zaczęła wyć. A on zaczął zjadać mi rękę. Więc uklęknąłem i zacząłem zjadać sobie drugą.

Narodziny bohatera

    Tam jest wojna. Tam są ci, którzy walczą. Więc czemu tutaj przyszedł wróg? Czemu atakuje mnie tą kulą energii? Co ja teraz mam zrobić? Uciec? A więc ucieknę. Uchyliłem się. Kula poleciała dalej. I leci nadal. On jej nie zatrzymał. Pewnie nie chciał atakować mnie. I nie atakował. Ale gdzie ten atak zmierza? Leci wprost na moje miasto. Czy powinienem zatrzymać tą kulę? Tak, powinienem. A więc lecę. Dogoniłem. W sumie nawet nie było to trudne. Zaparłem się nogami i wyciągnąłem ręce, aby zatrzymać atak mojego wroga. Dotknąłem i poczułem jak ręce zaczynały mnie palić. Tak, to jest jeden z tych bardzo silnych ataków. Jeden z tych, który niszczy milimetry twojej własnej ochrony energetycznej. Przez to, atak wypala ci tyle samo milimetrów skóry. A jeśli nie masz tyle siły, aby zatrzymać atak, to wypala ci coraz więcej. Aż dochodzi do tego, że nie jesteś w stanie niczego blokować i po prostu giniesz. Bardzo fajna sprawa, z uwagi na to, że właśnie mam taką sytuację. Nie uda mi się przeżyć tego ataku. Ale samą kulę powstrzymam. Wystarczy, że złącze swoją energię z energią tej kuli. Wtedy wprawdzie zginę na miejscu. Ale miasto ocaleje. Może to i lepiej? W końcu zawsze chciałem być bohaterem. W sumie to nawet żyć mi się już nie chce. Gdyby nie ta praca, to bym się zanudził tym życiem. A tak mamy tutaj psikusa, ktoś mnie zaraz zabije. W sumie nawet chciałbym uścisnąć dłoń i podziękować osobie która mnie zaraz zabije. Ale chyba nie zdążę przed tym, jak mnie zabije. Zostanę bohaterem mamo. Jesteś ze mnie dumna? Choć, z drugiej strony, to pewnie będzie jej smutno. W końcu jej jedyne dziecko zaraz zginie. Wprawdzie w bardzo chwalebny sposób. Ale czym jest chwała, kiedy się po prostu nie wraca? Wspomnieniem? Trochę mi szkoda mojej matki. Do tego żonę mam. I dziecko w drodze. Jak oni będą się czuli po mojej śmierci? I co z moim dzieckiem? Mam je osierocić zanim się jeszcze urodziło? Ma nie widzieć go wcale? Nie słyszeć jego pierwszych słów? Nie sprzeczać się z nim, nie przeżyć tych wszystkich chwil z nim? Będę bohaterem. Ale nie zrobię tego. Nie dam się zabić tutaj. Nie mogę. Zatrzymam tą kulę energii. Muszę tylko włożyć w to więcej siły. Muszę to zatrzymać za wszelką cenę. Udało się. Nareszcie. Kula energii została zniszczona. Teraz trzeba dobiec do atakującego. Stoi tam. Podbiegam do niego.
-Nie zabijesz mnie dzisiaj!
Krzyknąłem i zmarłem z wycieńczenia.

Trzy Fazy

*Zakochanie
   Wszyscy mówią, że dzień zakochania się, jest najpiękniejszym dniem życia. Ja swój pamiętam bardzo dokładnie. To była impreza u mnie, jakich wiele było. Wiele też osób było, między innymi jedna z moich przyjaciółek, którą znałem już długo. Ale tak naprawdę, zaczęło się dopiero wtedy. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Przez całą imprezę, powoli zbliżaliśmy się do siebie. Nikt wtedy tego nie widział, ale myśmy wiedzieli. Tego dnia spała u mnie w pokoju. Wiele razy było tak, że ktoś u mnie spał. Zwykle po 2, 3 osoby. Ale wtedy u mnie miała spać tylko ona. Pokój mam na tyle duży, że spokojnie zmieściło by się 5 osób. Ona miała spać na łóżku, ja na wyciąganym na specjalne okazję, pseudo łóżku. Kiedy wszyscy poszli, myśmy się położyli spać. Ale nie spaliśmy, tylko rozmawialiśmy. I to bardzo długo. Ale w pewnym momencie, ona przestała mówić. Zapadła wtedy bardzo dziwna cisza. Po długiej chwili, powiedziała, że chciała by, abym spał koło niej. Na początku próbowałem się wykręcić. Jestem dość skryty i strachliwy, jeśli chodzi o kontakty między ludzkie. Ale w końcu dałem się namówić i położyłem się koło niej. Chciałem się wtedy przytulić i pójść spać, aby następnego dnia, obudzić się przy niej. Ale ona miała lepszy pomysł. Wyciągnęła pistolet i strzeliła mi w serce.
*Miłość
   Wszyscy mówią, że najpiękniejszym dniem życia, jest dzień własnych zaślubin. Nigdy nie zapomnę swojego ślubu. Bardzo wielu gości. Bardzo wiele wydatków. I wiele przelewającego się szczęścia dookoła. Wszyscy szczęśliwi, rozradowani. Nie pamięta o problemach. Nie czas na to. Ksiądz gotowy. My przy ołtarzu także. Aż doszło do wszystkim znanych słów.
-Czy ty Prawdziwy Ja, chcesz tą tutaj Wymarzoną Dziewczynę za żonę?
-Chyba nie.
-Czy ty, Wymarzona Dziewczyno, chcesz tego tutaj, Prawdziwego Ja, za męża?
Zawsze była małomówna. A jeśli coś odpowiadała, to tak jak ja tego chciałem. Nigdy nie było między nami sprzeczek. A jeśli było, to tylko dlatego, że ja tego chciałem, żeby ona się sprzeczała ze mną. Po tym wszystkim, ksiądz wypowiedział standardową regułkę w stylu: „możesz już pocałować pannę młodą”. Jaką pannę młodą, ja się pytam? Uznałem, że nadszedł czas. Wyciągnąłem pistolet i strzeliłem sobie w serce.
*Prawda
   Mowa przez wszystkich przemawia, że najpiękniejszym dniem w życiu, jest ten, w którym widzi się narodziny innego życia. Tak, dorobiłem się dziecka. Zawsze chciałem wychowywać syna. Ewentualnie córkę. A jak już wychowywać, to przynajmniej trójkę. Tylko dzięki komu? Im dalej, tym więcej pytań. Jak ja to wszystko mam zrobić? I kiedy w ogóle zacznę coś robić? Wiele osób mi już mówiło, jak się zmienić mam, aby osiągnąć to, co wielu ma od tak. Bo bardzo wielu mówi, ale tak naprawdę, to czy mówią prawdę z serca, czy z rozumu? Teraz muszę zadbać o wiele więcej rzeczy, choć zdaję sobie sprawę z góra trzech. Czas na wiele wyrzeczeń, choć nie umiem sobie wyobrazić ani jednego. Teraz wreszcie nadszedł czas na zmiany. A może ja już się zmieniłem o wiele wcześniej? Teraz to tylko kontynuacja moich wcześniejszych pytań? Pytanie tylko, czy znalazłem odpowiedzi? Każdy kto podchodzi, ma pistolet w ręku. Poklepuje mnie po ramieniu. Gratuluje mi. I strzela w drzwi, albo ścianę. Tylko, czemu ja tam nie wchodzę?
*Posłowie
   Mówią wszyscy, że najgorszym dniem w życiu, jest ten, w którym się kończy. Tutaj nie ma co pamiętać. Nie pamięta się swojej śmierci, bo teraz to już jest byt w zupełnie innych kategoriach. Pamięta się chwilę przed śmiercią. Pamiętam, jakim byłem nieprzyjemnym starcem. Pamiętam, że syn mi powiedział, że mimo wszystko mnie kocha i będzie się mną opiekował. A tyle razy mu mówiłem, żeby mnie odesłał do domu starców. Gdzie nikomu bym nie wadził, a zajęli by się mną ludzie, którzy się na tym znają. Nie słuchał. Teraz umarłem na jego fotelu. W sumie to nawet dobra śmierć. Umrzeć ze starości, wtedy kiedy już czas, a nie wtedy, kiedy tak wypadło. No ale cóż. Już na mnie czas. Ciekawe, czy pójdę do nieba, czy może do piekła. Jak sobie wyobrażam niebo? Niebo dla mnie przypomina życie. Każdy ma przy sobie pistolet, ale nikt nie ma amunicji. A piekło?

Bajka nie dla dzieci

    Każdy może napisać historię. Wystarczy cel i opis jego dążenia. Ale wszyscy piszą tak schematycznie: od początku do końca. A może tak trochę na odwrót?
    Na końcu wielkie zło ginie. Ale co lub kto to mógłby być? Wiem! Czarodziej. Oni się zawsze kojarzą z wielką siłą. Jednak naza “czarodziej” brzmi jak z opowieści dla dzieci. Może lepiej “mag”? Albo jeszcze lepiej “czarnoksiężnik”, aby podkreślić jego złą naturę. No więc mamy czarnoksiężnika, który ginie na końcu. Ale to jednak mało informacji. Nazwijmy tego czarnoksiężnika jakoś mrocznie. Może “Mroczny Czarnoksiężnik”? Nie, zbyt oklepane. Ale z drugiej strony, to i tak oklepana historia, więc niech będzie.
    Mroczny sobie ginie. Ale gdzie? W zamku. We własnym zamku. Przecież jak jest zły i mroczny to musi mieć taki, a nie inny zamek. No i w zamku trolle i orki. Nie wiem skąd się wzięło, że trolle i orki są złe Pewnie dlatego, że trolle i orki są wyobrażane jako brzydki. A wszystko co obrzydki musi być złe, a co piękne musi być dobre. To zahacza o rasizm, ale co tam. Niech mroczny też będzie brzydki.
    Najlepiej by było, gdyby Mroczny był geniuszem zła, a reszta to straszne głupki i tępaki. Do tego zło w Mrocznym musi same go zabić, żeby pokazać jakie te zło jest złe. Przecież to bajka dla dzieci.
    No i mamy zameczek Mrocznego. Ale czegoś tu brakuje. Niech pomyśle… Wiem! Musi być dziewczyna. Przepiękna, więc jest super dobra “i w ogóle”. Mroczny ją porwał. Do tego ta dziewczyna to musi być księżniczka, żeby pokazać, iż bez pieniędzy i stanowiska nikt szczęśliwy być nie może.
    No to mamy zło, zameczek i księżniczkę w zamku. Czas teraz zrobić trochę treści. Zamek jest na jakieś górze, żeby trudniej było się do niego dostać. Przed tą górą jest wioska czcząca Mrocznego i nie ufająca obcym. Bo przecież za łatwo nie może być. Wszystko musis się sprzeciwiać głównemu bohaterowi, żeby pokazać, iż życie piękne nie jest.
    Mroczny stworzył zamek wieki temu. Bo oczywiście zło jest nieśmiertelne, do czasu, kiedy jakiś piękny rycerz w ślniącej zbroji go nie zabije. Pokażmy dziecią, że rzeczy bezsensownie głupie, jak zaatakowanie maga, który zabija z odległości 100 metrów, mieczem daje efekty i nie kończy się źle. Wystarczy być dobrym “i w ogóle” i wszystko będzie dobrze.
    Wcześniej przed stworzeniem zamku Mroczny stworzyłwioskę pełną szkieletów, a teraz wszyscy dzięki zaklęciu mają wygląd ludzi. Bo wiecie, każdy zły jest samotny. Nikt go nie kocha i w ogóle jest szpetny. Pokażmy, że źli ludzie nigdy nie są w grupach wieloosobowych. A tak naprawdę to tylko dobrze się trzymają w kupie, a każdy kto jest inny, nie ładny, nie pasujący, jest złym.
    Mroczny zanim był taki mroczny i zanim stworzył wioskę szkieletorków był magiem służącym jakiemuś mądremu królowi. Bo na górze są sami mądrzy i prawi ludzie. Ale Mroczny był zły, szpety, itp, więc go zabił. Pokażmy, że dobrzy ludzie są słabi i dają się łatwo zabić.
    Oczywiście przed tym Mroczny nie był mroczny. Był dobry, sprawiedliwy, ah i oh! Jednak zaczął poznawać czarną magię ( która z natury i nazwy jest czarna ). No i ta sztuka zrobiła z niego wielkiego złego. Pokażmy naszym kochanym dzieciom, iż każdy kto wie za dużo, jest zły. Że wiedzy się trzeba wystrzegać.
    Przed tym wszystkim Mroczny był mądrym i pilnym uczniem. Uczył się od najlepszych z aspiracją, żeby samemu być najlepszym. Pokażmy, że tylko mądrzy i inteligętni mogą być zli. Czyli najlepiej nie być mądrym i pilnym, prawda?
    Ale oczywiście Mroczny urodził się jako normalny, zwykły człowiek. Jednak zło zrobiło z niego złego. Innymi słowy: to kim jesteśmy nie zależy od nas, tylko od “zła” i “dobra”.
    A główny bohater? To ah i oh, rycerz na białym konium który zabija złego na kończu opowieści, aby uratować, ah i oh, księżniczkę. Dzieci się ucieszą, że aby być “ah i oh”, trzeba mieć najlepsze i ślniące rzeczy. Że bez pieniędzy nie można być dobrym. I wreszcie, że dobrych ludzi spotykają tylko dobre rzeczy.
    A wcześniej to wszyscy nie żyli, a jeśli nawet żyli, to pewnie nie szczęśliwie. Bo przecież nikogo nie obchodzi co się działo wcześniej.