<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Sockowy Świat</title>
	<atom:link href="http://socek.org/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://socek.org</link>
	<description>Sockowy Świat w wierszach, opowiadaniach i przemyśleniach</description>
	<lastBuildDate>Mon, 03 May 2010 21:53:45 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Na łowach</title>
		<link>http://socek.org/2010/05/03/na-lowach/</link>
		<comments>http://socek.org/2010/05/03/na-lowach/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 May 2010 21:52:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=245</guid>
		<description><![CDATA[&#160;&#160;&#160;&#160;Zobaczyłem ją jadąc do domu. Siedziałem wtedy plecami do okna w autobusie linii 820. Jak zawsze zatłoczony i brudny. Weszła chyba w Chorzowie, nie wiem. Słuchałem wtedy Anny Marii Jopek i czekałem na koniec podróży. Nie obchodziło mnie gdzie jestem. Ale ona przykuła moją uwagę.
&#160;&#160;&#160;&#160;Miała krótko ścięte włosy, mały nosek i pewnie niewielki biust. Wszystko [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Zobaczyłem ją jadąc do domu. Siedziałem wtedy plecami do okna w autobusie linii 820. Jak zawsze zatłoczony i brudny. Weszła chyba w Chorzowie, nie wiem. Słuchałem wtedy Anny Marii Jopek i czekałem na koniec podróży. Nie obchodziło mnie gdzie jestem. Ale ona przykuła moją uwagę.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Miała krótko ścięte włosy, mały nosek i pewnie niewielki biust. Wszystko tak, jak lubię. Na twarzy miała czerwoną plamę, tak jakby się oparzyła. Jednak po przyjrzeniu się zrozumiałem, że ona tak naprawdę ma tak od urodzenia. Takie przekrwione dość duże miejsce na policzku. Dodawało jej to uroku.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Ludzie kołysali się do przodu i do tyłu, za każdym razem, kiedy autobus zwalniał i przyspieszał. A ja wpatrywałem się w nią jak w obrazek i dokonywałem dalszych, szczegółowych oględzin.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&#8221;To jest ta dziewczyna! To jest ona!&#8221; &#8211; szeptał głos w mojej głowie. Zawsze tak reagował, gdy któraś mi się spodobała.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Purpurowy płaszcz. Chodź może to był fiolet? Nie mam pojęcia. Faceci ponoć rozróżniają tylko 16 kolorów, a kobiety 32 miliony. I szczerze&#8230; wali mnie to. Ten kolor mi się podobał. Ta dziewczyna ogólnie też. Zwykłe niebieskie jeansy. I to wystarczało.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Jechała sama. Żadnych obrączek czy pierścionków. Faceta raczej nie miała, a nawet jeśli &#8211; nie przeszkadzałoby mi to.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Na oko 20 lat. Nie wiedzieć czemu, lubię ten wiek. Mimo, iż mam już 30-stkę na karku. Kurwa&#8230; a ja jeszcze się nie ustatkowałem. Ale to chyba nie czas na planowanie.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W ręku miała mały neseser. Taki lekko dziecięcy, plastikowy, niebieski w śmieszne wzorki. Ciekawe, co tam trzymała. Może bombę jądrową? Albo zabawkę dla dzieci? Ale w sumie, czy to ważne?<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Dziewczyna nie była jako tako niczym zainteresowana. Po prostu patrzyła w martwy punkt. Żadnej mp3 na uszach, gazety, czegokolwiek. Ciekawe czy jechała do domu? A może do chłopaka?<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&#8221;To jest ta dziewczyna! To jest ona!&#8221; &#8211; szept przechodził w zwykłe słowa. Tak jakby chciał, abym się na nią rzucił tutaj, w autobusie. Ale trzeba poczekać, aż wyjdzie.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Przystanek w Bytomiu. Dość niebezpieczna dzielnica. Ona jednak wychodzi. Wstaję i idę za nią. Ciemno wszędzie, w końcu noc. Fragmenty bruku oświetlone przez nieliczne latarnie, które jeszcze świecą. Normalnie bałbym się tutaj przechodzić, ale &#8220;to jest ta dziewczyna&#8221;.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Idę za nią chwilkę. Powoli, aby nie spostrzegła, że ją śledzę. Cóż za piękne, spokojne ruchy. Pełnia gracji. Dopiero teraz zauważyłem, że ma zwykłe trampki na nogach. A myślałem, że taka dziewczyna pochwali się glanami. W końcu to teraz jest modne. Choć, może trampki też są teraz trendy?<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Po chwili takiego śledzenia postanowiłem podejść. W końcu, jeśli będę zbyt długo ją szpiegował, zorientuje się i ucieknie. A tego nie chcę.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Zatem podszedłem. Złapałem ją od tyłu z kark i przewróciłem. Jej neseser spadł na ziemie i się lekko rozbił. A ona nawet nie krzyknęła i upadła na plecy. Dziwne. Zwykle krzyczą. Szybko uklękłem na jej piersiach. Wtedy mniej krzyczą, bo nie umieją złapać tchu. Biłem ją po twarzy. Była przytomna, ale nie wydobywała z siebie żadnych dźwięków, nie próbowała się bronić. Tak jakbym bił kukłę.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&#8221;To jest ta dziewczyna! To jest ona! Zrób to!&#8221; &#8211; Słyszę głośny krzyk w swojej głowie. Nieznośny krzyk. Więc wyciągam nóż, na którym widać zaschnięte ślady krwi innych ofiar. I przebijam jej udo. Nie lubię kiedy krew plami twarz. 2 centymetry &#8211; tyle wystarczy, aby przebić tętnice udową. Potem jakieś 2 minuty i człowiek umiera. Nie ma rady, nie zatamujesz krwi.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;I tak powoli odchodziła. Stawała się coraz bledsza. Umierała patrząc w niebo. W sumie, to nawet ładna noc była. Pełnia księżyca i brak chmur. Gdybym był astrologiem, to bym się zachwycił, ale jestem seryjnym mordercą, więc akurat dzisiaj zabijałem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Umarła już parę chwil temu. Patrzyłem na zwłoki. Na piękną, martwą, bladą twarz. Nagle usłyszałem oklaski. Powolne, ale rytmiczne. Tak jakby zegar zamiast bić w dzwon, to klaskał.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wstałem. Zobaczyłem młodego mężczyznę, w wieku około 25 lat. Patrzył się na mnie i klaskał. Cieszył się, że ją zabiłem. Nie znałem jego imienia, ale to była moja pierwsza ofiara. Jedyny facet, którego zabiłem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Była wtedy zima. Szedłem do domu, jak zwykle ze słuchawkami na uszach. Było widno. Koło mnie przeszła jakaś kobieta. Ledwo ją zauważyłem, ale chwilę później usłyszałem jej krzyk. Odwróciłem się i zobaczyłem, jak jakiś facet próbował ukraść jej torebkę. Niewiele myśląc, zareagowałem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Jak tylko zacząłem biec, złodziej się przestraszył, zaczął uciekać i wyrzucił torebkę. Ja jednak i tak go goniłem. Złapałem go 5 minut później i przewróciłem na ziemie. Rozwalił sobie głowę o krawężnik. Krew lała się strumieniami, mimo to przykucnąłem, okładając go pięściami. Aż byłem pewien, że nie żyje. Uciekłem.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Myślałem, że mnie szybko złapią, ale żadna policja do mnie nie przyszła. Nie szukali mnie. Tak jakby nic się nie stało.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Od tamtej pory, za każdym razem, gdy mi się któraś podoba, słyszę szept w mojej głowie:   &#8220;To jest ta dziewczyna! To jest ona!&#8221;. Po czym śledzę i zabijam. Po każdym zabójstwie on mi się ukazuje i zwyczajnie bije brawo. Nigdy nic nie mówi, po prostu stoi nad ciałem. Gdy ja odchodzę, on czeka w miejscu. Tak jakby czekał, aż odejdę, aby zabrać ciało.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Tak już 25-ty raz. Wstałem więc i chciałem iść do domu. Wtedy on przemówił.<br />
- To już koniec. To twoja ostatnia ofiara. &#8211; Usłyszałem.<br />
Chciałem zapytać dlaczego, ale nie zdążyłem. Zjawa dotknęła palcem mojej piersi. Zabolało tak mocno, że upadłem na kolana. Dotknąłem miejsca, w którym zjawa mnie dotknęła i poczułem krew. Chciałem spojrzeć mu w twarz, ale zniknął. Zamiast niego, zobaczyłem w oddali policjanta z wycelowanym pistoletem we mnie. Złapali mnie. Nareszcie.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Gdy umarłem, nie widziałem już zjawy. Za to, jako duch, widziałem teraz o wiele więcej. Dostrzegłem to, co było w rozbitym neseserze mojej ofiary. Na pierwszy rzut oka był pusty, jednak tak naprawdę, wypełniono go jakimś mikroorganizmem, bronią biologiczną. Dziewczyna była terrorystką z wypranym mózgiem. A mikroorganizm w ciągu miesiąca zabił wszystkie żyjące organizmy na kuli ziemskiej.<br />
&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Zastanawiacie się po co ktoś chciał, aby ten mikroorganizm został wypuszczony, kto to był i dlaczego akurat w takim miejscu oraz w takim czasie. Nie znam odpowiedzi na te pytania i szczerze mam to wszystkie w dupie. Teraz jestem duchem i chodzę sobie po niebie. Szkoda tylko, że tu mikrofalówki nie mają.</p>
<p>Korekta: Marta Grzesik</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2010/05/03/na-lowach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stopniowo rezygnuję z GG</title>
		<link>http://socek.org/2009/12/27/stopniowo-rezygnuje-z-gg/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/12/27/stopniowo-rezygnuje-z-gg/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Dec 2009 07:46:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[Po przeczytaniu tego krótkiego artykułu postanowiłem zrezygnować z GG. Ale jednak nie martwcie się, nie stracicie ze mną kontaktu. Będę usuwał ludzi z listy GG, jeśli będę miał do nich kontakt w inny sposób, np.: Google Talk, Tlen, Skype, Jabber lub inne XMPP. W większości będę o tym informował, ale nie zawsze, więc nie zdziwcie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po przeczytaniu <a href="http://docs.google.com/View?id=dds9vt74_24fnmjdbd9">tego</a> krótkiego artykułu postanowiłem zrezygnować z GG. Ale jednak nie martwcie się, nie stracicie ze mną kontaktu. Będę usuwał ludzi z listy GG, jeśli będę miał do nich kontakt w inny sposób, np.: Google Talk, Tlen, Skype, Jabber lub inne XMPP. W większości będę o tym informował, ale nie zawsze, więc nie zdziwcie się, jeśli przestane się wam pokazywać na dostępnym na GG.</p>
<p>Tych co nie mam kontaktu, to będę prosił o takowy.</p>
<p>Dla tych co jeszcze nie mają:<br />
Skype: msocek<br />
Google Talk, Tlen, Jabber i inne XMPP: msocek@gmail.com</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/12/27/stopniowo-rezygnuje-z-gg/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Blind</title>
		<link>http://socek.org/2009/12/16/blind/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/12/16/blind/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Dec 2009 20:00:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Moja twórczość]]></category>
		<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=234</guid>
		<description><![CDATA[Siedziałem z kumplem przy czarnym stole. Graliśmy w pokera. Teksas hold&#8217;em, jeśli to kogoś interesuje.
- Blindy na stół! &#8211; powiedział.
Wziąłem biały żeton za 50 i położyłem. On położył ten za 100 i rozdał karty. As Kier i Dama Pik. Nic w ręce nie miałem, ale chęć do wygrania miałem ogromną. Moja kolej na licytację. Położyłem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Siedziałem z kumplem przy czarnym stole. Graliśmy w pokera. Teksas hold&#8217;em, jeśli to kogoś interesuje.<br />
- Blindy na stół! &#8211; powiedział.<br />
Wziąłem biały żeton za 50 i położyłem. On położył ten za 100 i rozdał karty. As Kier i Dama Pik. Nic w ręce nie miałem, ale chęć do wygrania miałem ogromną. Moja kolej na licytację. Położyłem żetony.<br />
- 200 &#8211;  powiedziałem<br />
- Ostro. Nie za ostro?<br />
- Nie chcesz, to nie graj. &#8211; blefowałem. Chciałem wygrać więcej. Chciałem grać dalej. Chciałem, aby i on chciał grać.<br />
- 300 &#8211; i położył żetony.<br />
Zaczęło się. Teraz muszę podbić tak, aby wyrównał i grał dalej.<br />
- 500! &#8211; powiedziałem. Po czym mój kolega wsadził mi nóż w serce. Chyba jednak nie chciał grać. Do końca nie wiedziałem.<br />
Zemdlałem. Ocknąłem się w następnej turze. Jego karty leżały na stole, a on odwrócony plecami do mnie. Czemu jestem taki przywiązany?<br />
- Stary! Przepraszam. Nie chciałem tyle licytować.<br />
Spojrzał na mnie, ale jeszcze nie obrócił się. Po czasie przestałem rozumieć po co to robiłem.<br />
- Stary, proszę, wybacz mi.<br />
Powoli przepraszałem. Powoli się obracał. Aż w końcu, bo długich bojach, obrócił się i zaczął znowu nieświadomie grać.<br />
Na stole trójka karo, szóstka karo i dziesiątka pik. Znowu nic. Dalej blefować?<br />
- 100<br />
Nie za wysoko! Nie mogę za dużo licytować, bo znowu się skończy.<br />
- 200 &#8211; odpowiedział<br />
Byle, nie za dużo!<br />
- 300<br />
Za dużo. I znowu oberwałem nożem. Ciął od serca w dół, aż do brzucha. Wyjął. Dopiero teraz zobaczyłem, jak bardzo krwawiłem. Jak mocno zabrudziłem podłogę. Kto to teraz posprząta?<br />
Następna karta na stół. Siódemka karo. Ale słabe rozdanie. I znów trzeba przepraszać. I grać w tą głupią grę. Tak bardzo nie chcę grać. Równie bardzo, jak chcę wygrać. Oh! Jak ja chciałem, aby on chciał grać dalej! A po przeprosinach&#8230;<br />
- 50 &#8211; powiedziałem<br />
- 100<br />
- 150<br />
O co ja w ogóle gram? Czym ja gram?<br />
- 250<br />
Nie umiałem się powstrzymać. Teraz nóż podszedł do gardła. A potem ciął już nie wiem gdzie. miałem już dość. Sam się obróciłem od stołu.<br />
Potem miałem chwile spokoju. Zapomniałem o pokerze, zapomniałem o tym o co grałem. I miałem spokój.<br />
Ale potem usłyszałem wołanie z daleka. Lekkie pukanie w ramię. Nie chciałem do tego wracać, ale musiałem coś zrobić, aby wołanie i pukanie ustało.<br />
Obróciłem się i powiedziałem wprost.<br />
- Nie wygram, a tak bardzo chciałem. Nie stać mnie już na dalszą grę. Pasuje.<br />
Nic nie mówiąc odszedł. A ja nie wiedziałem, czy bym wygrał. Odziwo ktoś przyszedł i odkrył karty. Przegrałem. Przegrałem tyle czasu.<br />
Boje się rewanżu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/12/16/blind/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>$3 &#8211; $1</title>
		<link>http://socek.org/2009/12/16/3-1/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/12/16/3-1/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Dec 2009 19:57:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez wyrazu]]></category>
		<category><![CDATA[Moja twórczość]]></category>
		<category><![CDATA[Wiersze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=231</guid>
		<description><![CDATA[O(d)powiadam
Słowa bez wyrazu
Wyraz jak głazy
I ukamieniowanie
Uciąć jeden sznurek
Aby nie ucinać wszystkich
I nie próbować latać
Przecież wiem
Nie umiem latać
Nie sam
Takie jest życie
Wszyscy mi mówią
Taki jestem ja
Odpowiadam sobie sam
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>O(d)powiadam</strong></p>
<p>Słowa bez wyrazu<br />
Wyraz jak głazy<br />
I ukamieniowanie</p>
<p>Uciąć jeden sznurek<br />
Aby nie ucinać wszystkich<br />
I nie próbować latać</p>
<p>Przecież wiem<br />
Nie umiem latać<br />
Nie sam</p>
<p>Takie jest życie<br />
Wszyscy mi mówią<br />
Taki jestem ja<br />
Odpowiadam sobie sam</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/12/16/3-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Odpowiedź na &#8220;Martin mutuje chomika&#8221;.</title>
		<link>http://socek.org/2009/10/10/odpowiedz-na-martin-mutuje-chomika/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/10/10/odpowiedz-na-martin-mutuje-chomika/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Oct 2009 17:11:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=229</guid>
		<description><![CDATA[Obejrzałem bardzo ciekawy filmik w którym Martin Lechniewicz próbuje udowodnić, że Teoria Ewolucji jest błędna. Oto moja odpowiedź na ten filmik.
Po pierwsze: teoria ewolucji NIE ZAPRZECZA ISTNIENIA BOGA! W Biblii prawie każda liczba jest symbolem. Na przykład 7 jest symbolem doskonałość (dlatego Jezus powiedział, że mamy przebaczać nie 7, a 77 razy). Dlaczego zatem &#8220;jeden [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Obejrzałem bardzo ciekawy <a href="http://www.youtube.com/watch?v=kyvE0IT2iFA">filmik</a> w którym Martin Lechniewicz próbuje udowodnić, że Teoria Ewolucji jest błędna. Oto moja odpowiedź na ten filmik.</p>
<p>Po pierwsze: teoria ewolucji NIE ZAPRZECZA ISTNIENIA BOGA! W Biblii prawie każda liczba jest symbolem. Na przykład 7 jest symbolem doskonałość (dlatego Jezus powiedział, że mamy przebaczać nie 7, a 77 razy). Dlaczego zatem &#8220;jeden dzień&#8221; w stworzeniu świata nie może być symbolem? W Biblii jest napisane, że Bóg stworzył ziemię, niebo, zwierzęta i człowieka. Ale nigdzie nie jest napisane jak to zrobił. Mógł to zrobić w mgnieniu oka, a mógł to robić przez kilka bilionów lat. Mógł to zrobić &#8220;od razu&#8221;, a mógł to zrobić kroczek po kroczku przez mutacje. Powtarzam: nigdzie w Biblii nie jest napisane JAK Bóg stworzył człowieka.<br />
Pierwszą rzeczą na udowodnienie teorii ewolucji jesteśmy my sami z naszymi rodzicami. Każdy z nas ma &#8220;coś po ojcu&#8221; czy tam matce. Ale każdy z nas ma też coś swojego w swoim ciele. Innym przykładem są murzyni. Ludzie którzy żyją w klimatach bardzo gorących przystosowują sie do tych klimatów. Murzyni zmienili kolor swojej skóry, dzięki czemu lepiej znoszą cieplejsze klimaty.<br />
Tak naprawdę rzadko kiedy mutacje przychodzą przypadkiem. Ale jednak się zdarzają. Na wykopie można było swego czasu przeczytać artykół o rodzinie, która nie odczuwałą bólu. Ciekawa mutacja, jednak w ogóle nie przydatna. Osoba nie czująca bólu nie wie kiedy z jej organizmem dzieje się coś złego. Cała rodzina już wymarła, bo nie wiedząc, że dzieje się coś złego umierali. I już nikt z tej rodziny nie żyje. I to jest dobór naturalny. Dobór naturalny NICZEGO NIE PORÓWNUJE. Jest to zjawisko w którym słaby umiera, a silny przeżywa.<br />
I nie ma tak, że &#8220;nowy chomik jest lepszy od starego&#8221;. Jeśli obydwa chomiki są na tyle silne, aby przeżyć, to żyją dalej. Dlatego mamy tyle gatunków małp. Dlatego mamy tyle rasów psów.<br />
Do tego nigdy nie ma tak, że &#8220;jedna mutacja&#8221; nie ma znaczenia. Zawsze ta mutacja czemuś służy. Jak jest bezużyteczna to się powoli zatraca, jak jest potrzebna, to jest rozwijana.<br />
Następna rzecz: nawet człowiek ma w sobie pewien narząd który jest mu w ogóle do niczego nie potrzebny. Narząd nazywa się &#8220;Wyrostek robaczkowy&#8221;. Lekarze nie wiedzą po co on jest, a naukowcy uważają iż kiedyś był potrzebny, ale teraz nam już nie jest potrzebny. Prawdopodobnie to spóścizna po naszych przodkach.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/10/10/odpowiedz-na-martin-mutuje-chomika/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Planowanie drogie i tanie</title>
		<link>http://socek.org/2009/09/01/220/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/09/01/220/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Sep 2009 14:03:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=220</guid>
		<description><![CDATA[Nie znam autora tego tekstu, ale jak cholernie trafnie opisuje pewną sytuację w której teraz uczestniczę. Pisownie zostawiłem taką jaką dostałem (nie wiem czy to pisownia oryginalna).
Tylko czyim w koncu obowiazkiem jest ocena ryzyka i kosztow: zatrudnianej dopiero osoby czy tego, co ja zatrudnia zeby zrealizowac projekt? W praktyce wyglada to tak, ze zglosi sie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie znam autora tego tekstu, ale jak cholernie trafnie opisuje pewną sytuację w której teraz uczestniczę. Pisownie zostawiłem taką jaką dostałem (nie wiem czy to pisownia oryginalna).<br />
<code>Tylko czyim w koncu obowiazkiem jest ocena ryzyka i kosztow: zatrudnianej dopiero osoby czy tego, co ja zatrudnia zeby zrealizowac projekt? W praktyce wyglada to tak, ze zglosi sie zapewne kilku chetnych. Dostana jakies niejasne wymagania i wizje projektu i beda musieli wymyslic jakis kompromis pomiedzy prawami natury a ambicjami pomyslodawcy. Znamienny jest na przyklad fakt, ze jezyk programowania zostal juz wybrany. Ci najlepsi i najbardziej doswiadczeni byc moze zgadna, na podstawie podobnych projektow w ktorych uczestniczyli jak mozna cos takiego zrobic, co ma szanse dzialac i ile czasu i zasobow to zajmie. Zostana natychmiast odrzuceni ze wzgledu na zbyt wysokie wymagania. Wybrany zostanie najbardziej optymistyczny, "najtanszy" projekt, przygotowany przez mlodego i ambitnego czlowieka, ktory nastepnie przez kilka kolejnych lat dorobi sie wrzodow probujac to zrealizowac, przekraczajac budzet, wszelkie terminy i zmuszajac wszystkich do nadgodzin i rezygnacji z zycia osobistego. Na koncu wszystko bedzie oczywiscie wina kierownika. Przepraszam za pesymizm. Mam nadzieje ze sie myle.</code></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/09/01/220/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Microsoft pokonało samo siebie?</title>
		<link>http://socek.org/2009/08/08/microsoft-pokonalo-samo-siebie/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/08/08/microsoft-pokonalo-samo-siebie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 Aug 2009 09:37:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Komentarze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=215</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio przeczytałem bardzo fajny artykuł. Mowa w nim o tym, iż Microsoft nie umie zarobić na nowych systemach, bo Windows XP jest dobrym systemem i nikomu nie chce się go zmieniać. Mam pytanie: czy ktoś rozumie ironię tej sytuacji? Może przytoczę:
Prawie monopolistyczna firma słynąca z wypuszczania oprogramowania z masą błędów, nie umie zarobić na nowych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnio przeczytałem bardzo fajny <a href="http://webhosting.pl/Windows.XP.na.zawsze.Microsoft.nie.ma.pomyslu.na.zmiane">artykuł</a>. Mowa w nim o tym, iż Microsoft nie umie zarobić na nowych systemach, bo Windows XP jest dobrym systemem i nikomu nie chce się go zmieniać. Mam pytanie: czy ktoś rozumie ironię tej sytuacji? Może przytoczę:</p>
<p><b>Prawie monopolistyczna firma słynąca z wypuszczania oprogramowania z masą błędów, nie umie zarobić na nowych systemach, bo udało jej się stworzyć DOBRE oprogramowanie.</b></p>
<p>Czyż to nie piękne? Z drugiej strony jednak nie tak piękne, bo morał z tego jest taki, żeby nie robić dobrego oprogramowania. Chlip!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/08/08/microsoft-pokonalo-samo-siebie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>4chan vs AT&amp;T</title>
		<link>http://socek.org/2009/07/27/4chan-vs-att/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/07/27/4chan-vs-att/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 28 Jul 2009 06:50:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Komentarze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=210</guid>
		<description><![CDATA[Nudzi mi się, więc postanowiłem coś sobie skomentować.
Ilu z was zna 4chan&#8217;a? Jest to strona, gdzie ludzi (anonimowi!) wrzucają wszystko: porno, piękne obrazki, porno pedofilskie, flaki, i tak dalej. Nie ma reguł, jest tylko anonim.
AT&#038;T jest to dostawca usług internetowych w Ameryce.
Sytuacja wygląda prosto. W pewnym momencie AT&#038;T zablokowało dostęp swoim użytkownikom do 4chan&#8217;a. Fakt? [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nudzi mi się, więc postanowiłem coś sobie skomentować.<br />
Ilu z was zna 4chan&#8217;a? Jest to strona, gdzie ludzi (anonimowi!) wrzucają wszystko: porno, piękne obrazki, porno pedofilskie, flaki, i tak dalej. Nie ma reguł, jest tylko anonim.<br />
AT&#038;T jest to dostawca usług internetowych w Ameryce.<br />
Sytuacja wygląda prosto. W pewnym momencie AT&#038;T zablokowało dostęp swoim użytkownikom do 4chan&#8217;a. Fakt? Fakt! Reakcja samego 4chan&#8217;a wyglądała prosto: w kupie siła. Zaczęli się zbierać i chcieli zaatakować jakiegoś tam szefa z AT&#038;T.<br />
Więcej można przeczytać tutaj:<br />
<a href="http://stormen.wordpress.com/2009/07/27/att-blocks-4chan/">http://stormen.wordpress.com/2009/07/27/att-blocks-4chan/</a><br />
A także odpowiedź szefostwa 4chan&#8217;a:<br />
<a href="http://status.4chan.org/">http://status.4chan.org/</a><br />
I tutaj zaczyna się już mój komentarz. Zaraz, zaraz, czy ja dobrze czytam? Czy moot (szef 4chana) nie napisał, że AT&#038;T dobrze zrobiło blokując 4chana? Otóż wszystko rozchodzi się o DDoS, czyli atak polegający na tym, aby nadużywać usług serwera poprzez różne komputery. AT&#038;T aby ochronić samego 4chana, zablokowało go, przez co DDoS z komputerów podpiętych przez AT&#038;T nie mógł być kontynuowany. Moot o tym doskonale wiedział. A z niewiadomych przyczyn wszyscy wieszają psy na AT&#038;T. Na większości stron, można przeczytać, że AT&#038;T zablokował 4chana, ale nikt nie mówi dlaczego. Przez co spirala nienawiści się nakręca. Szczególnie, że oprócz AT&#038;T, byli providerzy którzy zrobili podobnie. Ktoś tu chyba nie lubi AT&#038;T?<br />
Suma sumarum, to AT&#038;T już odblokował 4chana. Przez chwilę było groźne, bo społeczność 4chana już ostrzyła kły i zbroiła rakiety. Nie wiele brakowało, a doszło by do prawdopodobnie drugiego DDoS&#8217;a, z tym, że teraz przeciwko bogu ducha winnego ziomka z AT&#038;T. No chyba, że społeczność 4chana chciała inaczej go zaatakować.<br />
Zastanawiam się, czy Moot wie, jaką niepewną bronią dysponuje. Tyle osób ile jest na 4chanie chyba nie zgromadziła żadna inna strona. Jeśli się z niewiadomych przyczyn zbiorą i zaatakują, to będzie można to porównać to do internetowej wojny nuklearnej. Nikt nie wygra, a straty mogą być ogromne.<br />
Z drugiej jednak strony, jestem ciekaw co by &#8220;anonimowcy&#8221; zrobili, jakby ich Moot nie powstrzymał?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/07/27/4chan-vs-att/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title></title>
		<link>http://socek.org/2009/06/04/205/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/06/04/205/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Jun 2009 11:59:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/?p=205</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy zaczynam pisać, nikt nie wiem czy uda mi się skończyć. Teraz nie wiem. Chcecie abym skończył z wami?
Adam dotknął klamki szkoły. A za nim stał Marek i go zatrzymał.
- Jesteś pewny? &#8211; spytał Marek.
- Nie. Nigdy nie byłem pewny. Ale przeszkadza ci to?
- Nie wiem.
Dzień był piękny, słoneczny, a szkoła duża. Dwustu uczniów. Marek [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy zaczynam pisać, nikt nie wiem czy uda mi się skończyć. Teraz nie wiem. Chcecie abym skończył z wami?<br />
Adam dotknął klamki szkoły. A za nim stał Marek i go zatrzymał.<br />
- Jesteś pewny? &#8211; spytał Marek.<br />
- Nie. Nigdy nie byłem pewny. Ale przeszkadza ci to?<br />
- Nie wiem.<br />
Dzień był piękny, słoneczny, a szkoła duża. Dwustu uczniów. Marek z shotgunem, Adam z kałachem. I to Adam dotknął pierwszy klamki. On zginie pierwszy.<br />
- Nie boisz się? &#8211; spytał Marek.<br />
- Człowiek boi się wtedy, kiedy może zginąć. Nie boi się wtedy, kiedy jest pewny, że zginie.<br />
- To po co?<br />
I weszli. Zobaczyli korytarz w którym było mnóstwo drzwi. Trwała lekcja, więc weszli do pierwszej, lepszej klasy i strzelili jednemu dziecku w głowę.<br />
- Wszyscy wychodzić! &#8211; krzyknął Adam.<br />
I oni posłusznie wychodzili, depcząc ciało zmarłego kolegi. I tak do wszystkich klas, na wszystkich piętrach. I wszędzie było pełno ciał, krwi i łez. Bo dzieci płaczą, kiedy się do niech strzela. A to była dziwna szkoła. 200 dzieci, choć teraz już jakieś 186. Wszystkie dzieci stały na korytarzach. Pod ścianą. Miały po 10 lat. Adam i Marek po 25. I nadal biegali z bronią i krzyczeli.<br />
- Pod ścianę! Pod ścianę! Nie odzywać się! Nie płakać! &#8211; krzyczał Adam.<br />
I tak biegali. Aż w końcu jeden chłopak się złamał. Nie nerwowo. Po prostu kręgosłup mu się złamał i upadł. A kręgosłup mi z tyłu zaczął zwisać. A przynajmniej to co z niego zostało. Podbiegł do niego Marek. Chciał mu pomóc. Postawić na miejscu.<br />
- Zostaw go! &#8211; krzyknął Adam. &#8211; Nie możesz go dotykać! Bo będziesz taki jak oni.<br />
- A klamka?<br />
- Dla mnie nie ma już ratunku, tak jak dla tej klamki w drzwiach.<br />
Adam podszedł do resztek dzieciaka. Strzelił kałasznikowem mu w głowę. Wtedy inne dziecko wyszło z szeregu, wyciągnęło pistolet i jednym strzałem rozwaliło głowę Adama. Mówiłem, że zginie pierwszy.<br />
- Nie wyjdziecie stąd. &#8211; powiedziało dziecko<br />
Bo żadne z tych dzieci, mimo, że martwe, nie umarło. One już były martwe. Każde z nich było zombie. I teraz ścigały Marka. A szkoła iście dziwna, bo bez nauczycieli była. Więc Marek zaczął strzelać. Jeden strzał, jedne flaki więcej. Pełno zaschniętej krwi w żyłach mieli, mózgi plamiące ściany i dzieci zupełnie nagie, śmierdzące i zgniłe. A co gorsza, poruszające się. Gonili Marka, który miał tylko 7 naboi.<br />
To czemu płakały, skoro to dzieci zombi? Bo ich oczy, podczas gnicia, wysychają, poprzez strużkę łez. Tak im oczy wychodzą na wierzch.<br />
Marek wyciągnął miecz z za pazuchy. I ciął to, czego nie mógł już zastrzelić. Do tego nadal uciekał. Bieg przez korytarz pełen dzieci zombi w stronę wyjścia. Widział je. Czuł wiatr, bo drzwi zostawili otwarte. Cieszył się, bo wiedział, że zdoła dobiec do drzwi. A za drzwiami urocza wolność. Poza szkoła nie byłą tego koszmaru. Nie było dzieci zombi. Choć, były inne szkoły dzieci zombi. Jeszcze tylko 10 metrów, czyli jakieś siedmioro dzieci to zarżnięcia. Ciął i ciął. I przeciął sobie drogę do drzwi. Jeden krok i będzie wolność. Marek złapał za drzwi i je zamknął, potem zaryglował i zniszczył tak, aby nie można był ich otworzyć. Bo on nie chciał uciekać.<br />
- A teraz wszyscy zginiemy!<br />
I wtedy dzieci go dopadły. I zaczęły zjadać. I tak zginął.</p>
<p>- Ale Adam, o co my walczymy? Przecież nie o to, aby wygrać. Bo nie jesteśmy w stanie zniszczyć wszystkich zombi na świecie. A nawet jeśli, to i tak przyjdą nowi. I na pewno nie o to, aby żyło się lepiej naszym dzieciom. Bo zombi nas nie atakują, tylko my ich. I na pewno nie dla siebie, bo na pewno zginiemy. Więc po co?<br />
- Walczymy po to, aby zginąć w walce!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/06/04/205/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szczerze mówiąc nie wiem</title>
		<link>http://socek.org/2009/05/20/szczerze-mowiac-nie-wiem/</link>
		<comments>http://socek.org/2009/05/20/szczerze-mowiac-nie-wiem/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 May 2009 19:45:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>socek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://socek.org/2009/05/20/szczerze-mowiac-nie-wiem/</guid>
		<description><![CDATA[Zło nadeszło. Nie ma oczu. Bo po co złu oczy? Zło jest w naszych sercach. Zrozumcie to. Jesteście jacyś dziwni. Kto w ogóle wpadł na pomysł, aby złu dawać oczy?
To był taki motyw z lampą. A ja jestem sobie poduszeczką. Do wypłakania. Ułóż się wygodnie, to może i masażyk zrobię. I ci głowę rozwalę o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zło nadeszło. Nie ma oczu. Bo po co złu oczy? Zło jest w naszych sercach. Zrozumcie to. Jesteście jacyś dziwni. Kto w ogóle wpadł na pomysł, aby złu dawać oczy?<br />
To był taki motyw z lampą. A ja jestem sobie poduszeczką. Do wypłakania. Ułóż się wygodnie, to może i masażyk zrobię. I ci głowę rozwalę o ścianę. Albo tylko twój umysł wyjmę, pożrę i wypluję.<br />
Czujesz się wypluty? Albo wypluta? Albo wypluto? Pluto to taki pies. A ja dzisiaj styrany wróciłem z roboty. Fajnie było tyrać. Kiedy wypłata? W pieniądzach, kostkach cukru czy szlagach?<br />
Szlagier to taki śląski utwór muzyczny. Chyba. To taka ryba. A ja mam nadzieję, że podoba się wam to co z wami robię.<br />
A co ja robię? Szaleję bez granic. Szał was też ogarnia? Ogień w waszych sercach. Ogień w twoim sercu. Zobacz go i zgaś. A potem rozpal na nowo. Ja tak robię.<br />
A przynajmniej staram się. Mam ochotę, abyś się pogłaskał/a. Wciśnij przycisk, może pomoże.<br />
Dobra, wróćmy do rzeczywistości. A rzeczywiste nie znaczy rzeczowe. Przedmiotowe traktowanie ludzi. To mnie już nudzi. Moją koszule brudzi tyle istnień. A mam w sobie tyle złudzeń. I obłuda. Tylu ludzi się poznało, tylu ludzi się skurwiło. Albo zawsze tacy byli, nie zawsze to pokazując? Ale poszli, przegonieni. Niedoścignieni w swej głupocie. Ich głowy wiszące na moim płocie. Znajdzie sens w tym bełkocie.<br />
Mam zegarek i długopis. Kartki nie mam. A chcę zmienić swoje życie. Rymy skrycie. Fuj.<br />
O kim mogę pomyśleć? O czym? O niczym już nie myślę. Zacząłem szaleć i działać. Czy działam na ciebie? A co ważniejsze, czy działam w tobie? Zostawiam część siebie i uciekam.</p>
<p>Właśnie uciekłem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://socek.org/2009/05/20/szczerze-mowiac-nie-wiem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
